Zakład hrabiny Moriconi, czyli o dziecięcej prostytucji cz. 1

1552

Pisząc opowieść o przytułku dla „upadłych kobiet”, założonym przez hrabinę Ludwikę Moriconi w Piasecznie (Przegląd Piaseczyński nr 71 z 2015 roku) przypominam sobie, że martwiłam się wówczas tym, że nigdy nie zobaczymy zdjęcia Ludwiki, tej jakże zacnej i mądrej niewiasty. Jedyne, co było można zrobić w tej sytuacji, to cierpliwie szukać. Czas działania Moriconi przypadał na przełom XIX i XX wieku, fotografie nawet bardzo sławnych ludzi z tego okresu są unikatem. Minęły 4 lata i moja cierpliwość została nagrodzona. W dwutygodniku „Czystość”, poświęconym sprawom zwalczania prostytucji, w latach 1905 i 1906 ukazały się zdjęcia i obszerne teksty z życia przytułku św. Małgorzaty w Piasecznie i ku mojemu zaskoczeniu na jednym z nich zobaczyłam hrabiankę w całej okazałości. Co więcej, w kilku czasopismach znalazłam nowe informacje na temat pracy samej Moriconi, jej sposobie myślenia i działania. Na zdjęciu widzimy kobietę w średnim wieku, o łagodnym wyrazie twarzy, ubraną w elegancką, skromną sukienkę. Na głowie ma kapelusz przypominający te, jakie lubiła nosić pracująca również w tym czasie w Piasecznie hrabianka Cecylia Plater-Zyberkówna. Zaraz przyszło mi na myśl, że obie zapewne były ze sobą w stałym kontakcie, ale na razie dowodów na to nie mam, może jedynie są dowody współpracy między dwoma placówkami. W 1904 roku ośrodek dla kobiet hr. Moriconi staje się znany w regionie. I oto dziennikarz Kurjera Warszawskiego udaje się w podróż, aby zbadać „co słychać” w Piasecznie:

Hrabina Ludwika Moriconi z dziewczętami z przytułku Fot: zbiory ms

„ – Proszę o bilet do Piaseczna… Niesakramentalne te wyrazy wygłaszam już nie w owej psiej budzie, która do niedawna uchodziła za „stację warszawską” kolejki kalwaryjsko-grójeckiej, ale w dosyć zgrabnym pawiloniku, świeżo zbudowanym i mającym wygląd skromnego dworca. Zbudowanie tego pawiloniku byłoby wielką pociechą dla zwolenników kolejki grójeckiej, gdyby im tej pociechy nie zepsuł zły rozkład wewnętrzny, a mianowicie oddanie połowy niewielkiej przestrzeni na użytek bufetu, czyli – właściwiej mówiąc – szynku, z którym przejezdni bardzo niewiele mają do czynienia, a który na kilku stolikach, zamykających niewygodnie przejście do istotnej poczekalni, gości od rana do wieczora swoją ściślejszą klientelę. Przepraszam za dygresję zaraz na samym wstępie i pędzę już teraz pełną parą do najbliższego pociągu kolejki i na miejsce obranego przeznaczenia. Mijam szybko rozwalone karczmiska, służące dotychczas kolejce za stacje (Emilin! Pyry!! brr!!!) i w niespełna godzinę docieram do jej Eldorada – do Piaseczna. Jest to najkapitalniejsza stacja na tej linii: większa część ruchu pasażerskiego tutaj się skupia, a na schludnym dworcu tutejszym bywa zwykle tłumno i gwarno, jak na większych stacjach kolejowych. Miasteczko jest ruchliwe i handlowe, skoro aż z dwóch stron docierają do niego kolejki podmiejskie. A ma ono i pewne historyczne tradycje, bo już w 1429 r. książę Janusz Mazowiecki wyposażył wieś książęcą Piaseczno, schowaną w kniejach i borach, rozlegających się szeroko pomiędzy Wisłą, Pilicą i Bzurą, w przywileje miejskie, kościół zaś tutejszy, pierwotnie pod wezwaniem św. Macieja i Anny, później Wszystkich Świętych, otrzymał hojną dotację już w 1458 r. od księżny Anny, żony Bolesława księcia mazowieckiego. Ale i teraźniejszość Piaseczna ma się czym poszczycić: filantropijny zakład dla potrzebujących ratunku moralnego dziewcząt senatorowej Rembielińskiej i hrabianki Moriconi stanowi chlubę miasteczka, podczas kiedy sklep chylickiej wzorowej szkoły gospodarstwa domowego dostarcza mu wybornego, czystego i delikatnego pieczywa”. Kurjer Warszawski pozostanie wierny hrabinie Moroconi; co jakiś czas można będzie na łamach tej gazety przeczytać bardzo interesujące informacje na temat działalności zakładu. Niestety, Kurjer Warszawski nie odkrywa wszystkich kart, a prawda jest szokująca. Większość prostytutek warszawskich stanowią dzieci. Taki tekst z jasnym, prawdziwym przekazem zamieszcza czasopismo „Ludzkość”; jest to relacja ze spotkania w 1907 roku: „W sali Muzeum odbył się wiec w sprawie prostytucji. Wiec otworzył Adolf Suligowski, proponując na przewodniczącego pana Maryana Massoniusa. Pierwszy zabrał głos Suligowski, odtwarzając historię powstania przytułku dla dziewcząt, potrzebujących poprawy i szukających pracy. Przytułek ten został przeniesiony do Piaseczna, istnieje pod nazwą »Św. Małgorzaty«. W ciągu 12 lat przez zakład przewinęło się 525 kobiet, z tego 310 policyjnie rejestrowanych. Z nich powróciło z powrotem na drogę nierządu 55 kobiet. Następnie hr. L. Moriconi podzieliła się faktami z życia prostytutek, które miała sposobność zbadać, będąc w ciągłych kontaktach ze szpitalem św. Łazarza, z komitetem lekarskim, z policją, z tajnymi agentami, z alfonsami, sutenerami itp. Otóż na podstawie swej pracy pani Moriconi twierdzi, że prostytucja w Warszawie jest prostytucją małoletnich. Na liście kobiet komitetu lekarskiego trudniących się prostytucją było: 39 dzieci 15-letnich, 23 dzieci 14-letnich, 11 dzieci 13-letnich, 8 dzieci 12-letnich i 6 dzieci 11-letnich, wśród dzieci niezarejestrowanych na stałe ponad 50 to osoby poniżej 15 roku życia. Dziewcząt w wieku lat 16-17 było najwięcej, bo 110. Moriconi dowodziła, że prostytucja jest przymusowa, bo nędza materialna i moralna, przedwczesne zgorszenie, niska płaca pracy kobiet wtrąca je na drogę nierządu. Z 300 rejestrowanych prostytutek było 36 uwiedzionych, a 150 analfabetek. Jako przyczyny, wynikające z warunków społecznych, prelegentka wskazywała na brak oświaty, brak opieki, zupełny brak możności zarobkowania, zupełny brak pośrednictwa pracy, głód i rozpacz, złe warunki służby, uwiedzenie przez pana domu, handel żywym towarem. Na poparcie swoich wywodów twierdziła, że o ile łatwo jest, aby wprowadzić dziewczynę na drogę rozpusty, to trzeba prawie cudów na wyrwanie zbłąkanej z tego piekła. Moriconi odczytała szereg życiorysów tych nieszczęśliwych istot pozbawionych godności. W zakończeniu p. Moriconi zwróciła się do zebranych, aby zechcieli bądź czynnie, bądź też materialnie dopomóc w prowadzeniu piaseczyńskiego ośrodka. Ale były też i inne głosy w dyskusji; pani Maria Turzyna energicznie w imieniu kobiet zaprotestowała przeciw twierdzeniu p. Hirszhorna, że prostytucja jest potrzebna dla zaspokojenia „chuci męskiej”. Nadmienić należy, iż młodzież obojga płci nie była na salę wpuszczana”. CDN.