Wybory w międzywojniu

Piaseczno ma wielowiekowe doświadczenie w organizowaniu i przeprowadzaniu wyborów do władz miasta. Przeanalizujmy okres międzywojenny w temacie wyborów do rady miasta.

Pierwsze demokratyczne wybory po odzyskaniu niepodległości odbyły się 14 grudnia 1919 r. Następne wybory zostały zaplanowane i przeprowadzone 3 kwietnia 1927 r. Warto przeanalizować wynik tych wyborów, gdyż daje on obraz rozłożenia sił politycznych w mieście. Piaseczno w czasie wyborów było podzielone na trzy obwody. Komisje zasiadły: w szkole przy ul. Warszawskiej, w lokalu Ambulatorium przy ul. Sienkiewicza 16 i w szkole przy ul. Świętojańskiej.

Z 3066 osób uprawnionych, głosowało 2685, co stanowiło 88%. Wynik głosowania, czyli ilość mandatów jakie otrzymały poszczególne partie i ugrupowania, był następujący:

6 mandatów z listy Rzemieślniczo Rolnicza Chrześcijan.

5 mandatów z listy PPS.

5 mandatów z listy Zjednoczony Związek Rzemieślników Żydów Korporacji Kredytowych oraz Grup Syjonistycznych.

4 mandaty z listy Zjednoczeni Żydzi Ortodoksyjni i Kupcy.

2 mandaty z listy Lista Rzemieślniczo Robotnicza Bezpartyjna.

1 mandat z listy Zjednoczenie Mieszczańskie.

1 mandat z listy Związek Kupców i Rzemieślników Żydów.

Razem do Rady Miejskiej w Piasecznie wybrano 24 radnych. Przebieg wyborów był dość spokojny, nie zaznaczył się specjalną ruchliwością, tak przynajmniej komentowała prasa.

Bardzo ciekawe podsumowanie opublikowano w gazecie ABC tuż po ogłoszeniu wyników wyborów Piasecznie: „Właśnie dzisiejsza ordynacja wyborcza jest powodem, że rady miejskie zamieniają się w rodzaj małych sejmów, że kluby radzieckie korzystają z każdej sposobności, aby składać wnioski treści politycznej, a kwestie oświetlenia ulic lub kanalizacji rozpatrywane są ze stanowiska »prawicowego« lub »lewicowego«. Nic dziwnego, iż wśród szerokich warstw ludności coraz widoczniej wzrasta niechęć do samej instytucji samorządu, że na rady miejskie coraz częściej spogląda przeciętny obywatel, jak na przybytki próżnej, pozbawionej treści gadaniny. Ten stan rzeczy musi być zmieniony jak najszybciej. Ordynacja wyborcza do rad miejskich w ten sposób musi być ułożona, aby zapewnić miastom zarząd najsprawniejszy pod względem fachowym, a jednocześnie taki, który w żadnym wypadku nie mógłby przeciwstawiać się wyższym interesom państwa, a wiec nie mógł dostać się w ręce czynników niepolskich i wywrotowych. Opina publiczna oczekuje, że jeszcze przed zakończeniem prac obecnego Sejmu sprawa ta zostanie pomyślnie załatwiona.”

Następne wybory do władz miasta odbyły się 27 maja 1934 r. i wówczas wybrano 16 radnych. W następnych wyborach 14 maja 1939 r. wybrano także 16 radnych. Z jakimi trudnościami w mieście borykali się jego włodarze, dość jasno przedstawił w krótkim felietonie pan Hipolit Zajdler w 1937 r. w zeszycie IV czasopisma „Chwila bieżąca”. Przeczytamy tam dość niepochlebną opinię o wyglądzie centrum Piaseczna i stanie kasy miejskiej. Owszem, powstawały dzielnice o wysokim poziomie budownictwa i wyposażenia budynków, ale samo centrum zyskało następującą opinię: „Niewielkie miasteczko Piaseczno, położone blisko stolicy, jak tyle innych małych naszych miasteczek posiada wiele braków, którym nie może zaradzić z braku gotówki. O stanie materialnym miasta informował mnie sekretarz Zarządu Miejskiego pan Juriew. Potrzeb mamy bardzo dużo. Brak nam na wszystko. Mamy niedoboru około 4 tysięcy złotych. Jak te potrzeby wyglądają, na które należałoby natychmiast zaradzić, tego dowodzi przede wszystkim ul. Kniaziewicza, położona równolegle do toru kolejki grójeckiej. Podczas roztopów wiosennych cała ulica — to jedno wielkie błoto. Położona w centrum miasta jedna z najdłuższych ulic im. Kościuszki, łącząca się z szosą do Warszawy, nie ma chodników i bruku. Podczas wiatru przechodnie zasypywani są piaskiem. Brak bruków i chodników również widzimy na ulicy Mickiewicza, gdzie przecież znajdują się wille i pałacyki obywateli, jak pana Kołakowskiego, skarbnika Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Piaseczna. Pan Kołakowski zabiegał o pieniądze, nawet z własnych funduszy wyasygnował na chodnik, nie mógł jednak wydobyć pieniędzy na zabrukowanie ulicy. A wszystko dlatego, że Magistrat nie posiada odpowiedniej gotówki. Nie ma jej również na 7-klasową szkołę powszechną przy ul. Ś-to Jańskiej. Na dokończenie budowy gmachu przydałaby się poważna suma z 50 000 zł. Jaka jest bieda wśród mieszkańców Piaseczna, świadczą takie fakty, jak przychodzenie dzieci do szkoły bez butów, często o głodzie. Nic dziwnego – skoro jedynym zajęciem rodziców tych dzieci jest zbieranie i sprzedaż drewna z okolicznych lasów: żabienieckiego i zaleskiego. Na 7 tysięcy obywateli zdawałoby się, że powinno byłoby być choć jedno gimnazjum. Okazało się to niemożliwym. Szkołą handlowa średnia nie utrzymała się, aczkolwiek była subsydiowana przez Magistrat. Młodzież piaseczyńska zamożniejsza woli jeździć do szkół warszawskich. Jeśli chodzi o stan bydła tak w Piasecznie jak i okolicy – epidemii żadnej nie ma – jak mnie zapewnił p. A. Dłużniewski – trochę kłopotu przyczynia węgrzyca i trychinoza, z którymi też prowadzona jest ostra walka. Bardzo by się przydały nowoczesne sterylizatory, służące do unieszkodliwienia mięsa, warunkowo zdatnego do spożycia, gdyż obecne gotowanie w kotłach zabiera dużo czasu i energii. Mięso to sprzedawane jest w taniej jatce miejskiej i nabywane przez ubogą ludność miejską. Konieczne jest poszerzenie hali uboju bydła ze względów sanitarnych. Piasecznu daje się we znaki brak kanalizacji, dlatego woda badana przez Państwowy Zakład Higieny nadaje się do picia tylko po przegotowaniu”.

Smutny obraz przedwojennego Piaseczna. Podsumowując: ciekawe jest to, że na przykład ul. Kniaziewicza została skanalizowana i utwardzona dopiero około 2000 r., czyli w nowym tysiącleciu.