Wiosenna wyprawa pana Chłopickiego

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Wiosna! Organizm budzi się z zimowego letargu przy pomocy ciepłych promieni słonecznych, śpiewu ptaków i kwitnącego kwiecia, i pragnie zmian.

Odżywa w człowieku chęć poznawania i atawistyczne pragnienie wyruszenia w podróż, nawet nieodległą. Lubię opowieści wędrowców, którzy w różnych epokach historii ludzkości opisywali swoje podróże, bliższe lub dalsze. Dodatkowo, jeśli te podróże dotyczyły okolicy, której historia mnie pasjonuje, moja „uczta” czytelnika jest wielka. Taką ciekawą dla mnie relację pozostawił po swoich wędrówkach pewien inteligentny i wrażliwy obserwator otoczenia, pan Edward Chłopicki, autor wielu tekstów o podróżach. Opis wędrówki zamieścił w 1871 r. w czasopiśmie „Kłosy”, pod tytułem „Wiosenna wycieczka w Czerskie”. Postanowiłam przybliżyć współćzesnemu czytelnikowi tę relację z podróży pisarza i dromadera, a ponieważ niektóre fragmenty tekstu są wyjątkowo oryginalne w formie i treści, będę posługiwać się cytatami lub opracuję tekst autora. Zapraszam do podróży w czasy, gdy tory kolejki wąskotorowej do Góry Kalwarii były pieśnią przyszłości, podróż należało odbyć pieszo lub bryczką, z czym wiązały się liczne popasy i noclegi.

Pan Chłopicki wyrusza z Warszawy, mija karczmę i dworek w Grabowie, następnie karczmę Pyry i dworek w Dąbrówce po czym wjeżdża do Piaseczna. Ruch na drodze wielki, bo osada znajduje się w samym środku traktu pocztowego. Zatrzymuje się na popas i posiłek w jedynej wówczas w mieście restauracji, chwali jedzenie podane przez szykowną właścicielkę zajazdu i po odpoczynku opuszcza osadę Piaseczno. Przypomnę, że po powstaniu styczniowym Piaseczno utraciło prawa miejskie w 1869 r. i w czasach wędrówki pana Chłopickiego było osadą gminną.

Czytamy: „Za tą ostatnią osadą — zmienia się wyraźnie gatunek ziemi, jej uprawa, a nawet i jej topograficzne położenie. Płaskie, uprawione starannie i zieleniejące się z daleka ogrodowe trawniki, polowe obszary, nagle zaczynają się z lekka pagórkami stroić w ozdoby olchowych gajów, borków sosnowych i krętych, z wciętym głęboko łożyskiem strumieni. Przebywszy most na rozlanych za miasteczkiem wodach rzeczki i stawu, wjeżdża się najprzód w śliczne, przeświecające śród ażuru liści, kryształ śpiącej wody, wierzbowe zarośla, gdzie woń drzew, zmoczonych kępin i koncerty słowicze, przez długą chwilę trzymają cię w raju, — i dalej za mostem, groblą i karczmą Żabińcem, wchodzisz w sam środek długo i szeroko ponad szos zalegających sosnowych lasów.”

O milę za Piasecznem kończą się lasy, kończą się nieprzerwane dotąd równiny od samej Warszawy ciągnące się obszerne dziedziców wilanowskich posiadłości. Austeria Pilawa z tarczą herbową na szczycie budynku służy niejako za słup graniczny. Dla jadących z Warszawy, Pilawa jest głównym punktem na popas. Tutaj o każdej porze, tak we dnie jak w nocy, zastać można szeroki tabor rozstawionych dokoła gospody wozów, bryczek i niekiedy powozów. Świergot leśnego ptactwa, gdakanie kur w przyległym leśnym zaścianku i hukanie żab w moczarach łącznych, mieszają się prawie ciągle z gwarem krzepiącego się gorzałką, lub chłodzącego się piwkiem ludu. Dla podróżnych z wyższego stanu, brak tu odpowiedniego przytułku; u młodej i zwinnej gosposi znajdą się dobre napoje i zakąski, ale zmęczonemu lub cierpiącemu wędrowcowi nie ma gdzie wygodnie odpocząć. Pan Chłopicki, przybywszy przed pilawską austerię, na chwilę tylko wstąpił tam, dla wypicia szklanki głośnego w okolicy bielawskiego piwa, i kazawszy woźnicy jechać naprzód z wolna, poszedł pieszo obejrzeć całe, złożone z Pilawy i Chojnowa, leśne ustronie. Tak o tym opowiada:

Uszedłszy kilkanaście kroków dla zapalenia papierosa, wstąpiłem do jednego z przydrożnych żydowskich domków i niespodzianie ujrzałem żałosną, z powszedniego ludzkiego życia scenę. W jednej z izdebek, stał w kącie czarno brody, przykryty swą białą z czarnym naszyciem kapą Żyd i posępnym głosem odmawiał wieczorną modlitwę, a u komina stara — z równie stroskanym obliczem kobieta, rozniecała ogień. W drugiej, mniejszej nieco izdebce, widać było na ziemi ułożone ze słomy posłanie, na którym spoczywało martwe ciało dziecięcia, a u stop jego siedziała na ziemi młoda Żydówka, i ukrywszy twarz w obu rękach, jęczała i płakała rzewnie. Spostrzegłszy obcego człowieka i chrześcijanina, stara kobieta przymknęła z lekka drzwi od komory rozwarte. Gdy potem, biorąc z rąk starej podany sobie ogień, zapytałem ją, co to za nieszczęście w domu się stało, z głębokim westchnieniem odpowiedziała mi, że wciągu dni czterech, jej troje wnucząt umarło na szkarlatynę — i że w drugiej izbie leży jeszcze niezastygłe ciało, opłakiwanego przez zrozpaczoną matkę ostatniego dziecięcia. Boleść osieroconej rodziny, odbiła się echem współczucia w sercu moim; przez długą więc chwilę stałem na miejscu nieporuszony, i z rozrzewnieniem patrzałem na to dotknięte palcem bożym, żydowskiego proletariatu domostwo. Odchodząc, dla pocieszenia cierpiących, wymówiłem parę jakichś słów ludzkiej pociechy, oraz dla biednej dzieciny rzuciłem mały na pogrzeb datek. Gdym przestępował próg domu, widziałem, jak po stroskanej modlącego się ojca twarzy, płynęły dwie duże łzy rozbudzonego współczuciem rozrzewnienia. Podniesioną spoza zwojów białego płaszcza ręką, przesłał mi biedak niemy znak podziękowania, a ja spojrzeniem moim dałem mu uczuć, iż szanuję i tę jego niedolę, i ten ogólny między starozakonnymi przymiot duszy, tkliwość uczuć rodzicielskich, oraz sercowe w życiu rodzinnym ciepło!”

Za Pilawą, na drodze do Góry Kalwarii mija nasz wędrowiec pierwszą położoną za lasem karczmę Łubny; dalej w malowniczą garstką drzew otoczony dworek i karczmę Baniuchę, jeszcze dalej wieś Wólkę, własność młodego dziedzica, wieś Moczydłów, gdzie widać z daleka ciągnący się ponad Wisłą olbrzymi austriacki szaniec i u zagięcia ukazującej niebieskiej wstęgi Wisły, wjeżdża do mazowieckiego Jeruzalem.

Ignacy Krasicki przejeżdżając niegdyś przez Górę Kalwarię, napisał o niej dość niepochlebny wiersz:

Domki szczupłe, tych nie wiele,

A zaś kościół przy kościele;

Zgoła wszystko niezamożnie,

Pusto, głodno, lecz pobożnie...

W czasach, które są tu opisywane Góra Kalwaria miała już inny wygląd. O tym napiszę już w nastęnym odcinku.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama