Tu zaszła zmiana – stara papiernia, część I

0
660

Dziś w naszych wędrówkach po historii opuszczamy na chwilę Piaseczno i ruszamy na wschód, do gminy Konstancin-Jeziorna. A konkretniej do Mirkowa, gdzie znajdują się pozostałości jednego z najstarszych zakładów przemysłowych w naszym powiecie – fabryki papieru.

Aby nasza dzisiejsza opowieść była klarowna, musimy zacząć od wyjaśnienia dwóch pojęć: papierni dolnej i papierni górnej. Papiernia dolna to zabudowania fabryczne przy dzisiejszej ul. Mirkowskiej. Papiernia górna, nowsza część kompleksu fabrycznego, mieściła się w Jeziornie. Dziś działa tu centrum handlowe.

Wiedeński komediant polskim papiernikiem

Historię konstancińskiej fabryki papieru zaczniemy w Wiedniu, a właściwie w… teatrze.  Tu bowiem leżą korzenie Jana Józefa Feliksa von Kurtza. Syn pary aktorów, występował na deskach teatru od wczesnego dzieciństwa. Jego rodzice, a także rodzice chrzestni, byli członkami grupy specjalizującej się w komedii dell’arte. Z czasem von Kurtz stworzył własną postać – Bernardona, którego specjalnością była improwizacja.

Jan Józef Felix von Kurtz, rycina F. Landerera. Fot. archiwa Herzog Anton Ulrich-Museum

Spopularyzowana przez Bernardona – jak zwykło się mówić na von Kurtza – komedia improwizowana nie przypadła do gustu austriackiemu dworowi cesarskiemu. W 1752 r. znana z cenzorskich zapędów cesarzowa Maria Teresa wprowadziła szereg reform, które w znacznym stopniu zakazały uprawiania tego gatunku w teatrze. W efekcie von Kurtz zdecydował się opuścić Wiedeń. Początkowo osiadł w Pradze, później wrócił na chwilę do Wiednia, by w 1771 r. przenieść się do Polski. Jego kariera aktorska powoli dobiegała końca, zdecydował się więc poszukać innych źródeł dochodu. Wybór padł na papiernictwo – głównie ze względu na fakt, iż w młodości przez jakiś czas czeladnikował w papierni. Nie bez znaczenia był też fakt, że w Warszawie w owym czasie zwyczajnie brakowało papieru. A skoro popyt był wysoki, utworzenie nowego zakładu było niemal pewnym gwarantem dobrych zarobków. Z takim planem wydzierżawił od hrabiego Hieronima Wielopolskiego stojący na Jeziorce młyn we wsi Grąd i w 1776 roku uzyskał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego pozwolenie na założenie zakładu papierniczego.

Aktor-papiernik nie szczędził grosza. Sprowadził tu m.in. doświadczonego majstra papiernika z Czech, wyposażył fabrykę w najnowocześniejszy sprzęt ściągnięty z Wiednia. Udało mu się również pozyskać wsparcie korony – inwestycję dofinansował sam Stanisław August, a papiernia zyskała miano królewskiej, co pozwoliło produkować tu papier stemplowy.

O ostatnich latach Jana von Kurtza wiemy niewiele. Wiadomo, że w 1778 r. zrezygnował z prowadzenia papierni i wrócił do Wiednia, gdzie zmarł w 1784 r.

Czytaj również: Tu zaszła zmiana – Stara Mleczarnia

Manufaktura, Konstytucja i ogień

Po wyjeździe Austriaka papiernię w Grądzie wydzierżawił Fryderyk Thiess – właściciel warszawskiego składu materiałów piśmiennych. Thiess rozbudował zakład, zmieniając go w manufakturę. Na Jeziorce stanęły pierwsze holendry – młyny papiernicze. Dzięki innowacjom papiernia szybko wyprzedziła konkurencję. Już na początku lat 80. XVIII wieku produkowano tu 6-7 tysięcy ryz papieru rocznie, znacznie więcej niż w innych fabrykach w kraju. Konstanciński papier wyróżniał się też doskonałą jakością.

Filigran papierni w Jeziornie ze znakiem Stanisława Augusta Poniatowskiego
Fot. www.okolicekonstancina.pl

– Manufaktura w Jeziornie była jednym z największych zakładów w kraju i największym na Mazowszu. Wyrabiano liczne „wyborne” gatunki papieru o różnej jakości, także tej najwyższej, porównywalnej z papierem zagranicznym. Z papieru dostarczanego przez Thiessa oprócz urzędów i drukarni warszawskich korzystały także rodziny Wielopolskich i Potulickich, faktycznych właścicieli dzierżawionych przez zakład gruntów – opisuje ten czas Dorota Gadomska, autorka współpracująca z Wirtualnym Muzeum Konstancina.

Fabryka działała prężnie do trzeciego rozbioru Polski. Pruski zaborca odebrał papierni przywilej produkcji papieru stemplowego. Popyt na papier malał, a dodatkowo w tym czasie dynamicznie rozwijał się przemysł papierniczy na Pomorzu i Mazurach. Tamtejsze papiernie szybko stały się silną konkurencją dla konstancińskiego zakładu. Jan Thiess, który po śmierci ojca przejął interes, popadł w finansowe tarapaty.

Gwoździem do trumny stał się pożarł, który wybuchł w fabryce w 1804 r. Dla balansującego na krawędzi bankructwa właściciela był to ostateczny cios. Nie mając środków na odbudowę młyna, zdecydował się zamknąć produkcję.

Nowy właściciel i górna papiernia

Życie do konstancińskiej papierni wróciło wraz z pojawieniem się na mapach Księstwa Warszawskiego. Zainteresowanie zakładem wyraził Samuel Bruschke, szwagier Thiessa. W 1811 r. nabył prawa wieczystej dzierżawy papierni i rozpoczął odbudowę. Rok później ze stolicy przyszły kolejne dobre wiadomości: Bruschke został mianowany nadwornym dostawcą papieru księcia Fryderyka Augusta Wettyna, a jego zakłady stały się Fabryką Królewską Papieru.

Samuel Bruschke nie tylko odbudował starą papiernię, ale również dążył do jej rozbudowy. Planował stworzyć cały układ fabryk położonych wzdłuż rzeki. W tym celu kupił położony nieco wyżej drugi młyn, wraz z rozległymi terenami wokół niego. Oba młyny – górny i dolny – połączono w jeden system hydrotechniczny i produkcyjny.

Bruschke nie doczekał realizacji swojej wizji. Zmarł w 1814 r. Cztery lata później właścicielem fabryki został Józef Krzyczewski, drugi mąż wdowy po Samuelu i późniejszy wójt Jeziorny. Krzyczewski zastał prężnie działający zakład. 100 pracowników obsługujących blisko 30 maszyn było w stanie rocznie wyprodukować 6 do 8 tysięcy ryz papieru. Asortyment fabryki wciąż się powiększał – poza papierem stemplowym wytwarzano tu wówczas także papier kancelaryjny, drukarski czy pocztowy. Konstancińska fabryka specjalizowała się także w będącym nowością na rynku, niezwykle gładkim papierze welinowym.

Nowemu właścicielowi nie sprzyjało jednak szczęście. Pod jego rządami w dolnej papierni dwukrotnie wybuchały pożary – w 1819 r. i 10 lat później w 1829 r. Krzyczewski za każdym razem odbudowywał zakład, przy okazji go unowocześniając. Ostatecznie jednak, w 1830 r., zdecydował się na sprzedaż papierni. Fabryka trafiła w ręce Banku Polskiego.

Co ciekawe, Bank Polski pierwotnie nie zamierzał prowadzić tu działalności papierniczej. Plan zakładał przekopanie kanału do Warszawy, by z wykorzystaniem fabrycznej infrastruktury zaopatrywać stolicę w wodę z Jeziorki. Plany te pokrzyżował wybuch powstania listopadowego. Po jego upadku bank, licząc na zwrot inwestycji, zdecydował się jednak rozwinąć produkcję papieru.

Papier bez końca

Kolejne lata to intensywny rozwój papierni. W 1831 r. udało się uruchomić cztery kolejne holendry, zakupione jeszcze przez Krzyczewskiego. Prawdziwa rewolucja przyszła w 1834 r., gdy zapadła decyzja o sprowadzeniu z Anglii nowoczesnej maszyny do produkcji papieru „bez końca”. Na czym polegała „nieskończoność” tej metody? Używając dzisiejszego nazewnictwa możemy powiedzieć, że była to produkcja taśmowa. Masa papierowa była podawana na druciane sito, które poruszało się nieustannie, splecione we wstęgę bez początku i końca. Ta pionierska wówczas technika pozwoliła zwiększyć produkcję fabryki aż dziesięciokrotnie.

Uruchomienie nowoczesnej maszyny wymagało jednak niemałych nakładów. Aby pomieścić potężne urządzenie i zapewnić mu odpowiednie zasilanie, przy górnym młynie postawiono nowy budynek – tak narodziła się górna papiernia.

Na tym kończymy pierwszą część historii konstancińskiej papierni. Kolejny odcinek opowieści – o Ciepokach, „cyrku” i papierze toaletowym – już za tydzień.

W przygotowaniu artykułu korzystałam z archiwów Wirtualnego Muzeum Konstancina oraz artykułów pana Pawła Komosy (www.okolicekonstancina.pl).

Czytaj również: Tu zaszła zmiana – kino Mewa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię