Tarczyn

Podróżny, który chciał jechać do Krakowa czy Lublina, kupował sobie bilet, przychodził na stację pocztową o oznaczonej godzinie i zajmował miejsce w omnibusie pocztowym albo na koźle obok pocztyliona.

 

Ciężki omnibus pocztowy jechał wolno, zatrzymywał się na stacjach pocztowych, tu zmieniano konie i wymieniano pocztę. Pocztylion oznajmiał trąbką swoje przybycie. Takie stacje pocztowe znajdowały się w Piasecznie i Tarczynie. Przed zbudowaniem kolejki grójeckiej chodziły kurierki z Piaseczna i Tarczyna do Grójca i dalej. Z Warszawy do Grójca podróż trwała około 7 godzin; zatrzymywano się dwukrotnie, w Nadarzynie i Tarczynie. W Tarczynie można było zjeść posiłek i zrobić zakupy. W 1830 r. u Berka Weinsztoka przy ul. Warszawskiej w ciągłej dostawie były na przykład pijawki, dużo tańsze niż w Warszawie. Jak postrzegano Tarczyn na początku XX w.? Jest to czas rozwoju spółdzielczości i kółek rolniczych, Tarczyn stoi u progu całkowitej zmiany, nadchodzi era kolejki wąskotorowej, ale zanim nadejdzie, posłuchajcie, bo oto mam kilka doniesień prasowych:   

Rok 1913

Doniesienia prasowe są z gminy Komorniki, w powiecie grójeckim, guberni warszawskiej. Gmina należy do największych w powiecie i jest dość zamożna. Znajduje się w niej miasteczko Tarczyn, które pamięta bardzo dawne czasy i ma kościół murowany z trzynastego wieku. W 1910 r. założono dwa kółka rolnicze – jedno w Szczakach, majątku p. Orsettiego, a drugie w Tarczynie – i rozwijają się pomyślnie. Są tu dwa sklepy spółdzielcze; jeden to „Gwiazda”, założony w 1907 r., jest sklepem spożywczym, czyli można tu kupić artykuły potrzebne w życiu codziennym, a w drugim, otwartym w  1912 r., sprzedaje się towary łokciowe. Roczny obrót wynosił 18 tysięcy rubli, a czystego zysku było z górą 912 rubli. W 1913 r. zysk podzielono w następujący sposób: dziesiątą część czyli 91 r 20 k przeznaczono na kapitał zapasowy, 90 r dla członków jako 5% od złożonych udziałów, 581 r jako 7% od poczynionych w sklepach zakupów, 50 rubli jako naddatek do płacy sklepowym, 25 r na nowo założoną w Grójcu niepaństwową szkołę gimnazjalną, 25 r na takąż szkołę im. Stanisława Kostki w Warszawie, 25 r na założenie herbaciarni-jadłodajni w Tarczynie, aby każdy w czasie pobytu w miasteczku, czy to na targu, czy w niedzielę, mógł posilić się czymś gorącym, a uniknął demoralizującej karczmy; wreszcie 25 r i 67 k dano na kupno instrumentu muzycznego dla kapeli tarczyńskiej straży ochotniczej, która przygrywa w kościele podczas nabożeństwa. Powstało też niedawno męskie zgromadzenie Św. Wincentego a Paulo i drugie – żeńskie, mające za zadanie opiekować się najuboższą ludnością parafii. Pieniądze na to gromadzą się ze składek rocznych i dodatkowo z datków dobrowolnych. Tygodnik „Gazeta Świąteczna” donosi: „1 lutego 1913 roku odbyło się zebranie spółdzielców w sprawie budowy szkół, gdyż brak ich daje się ogromnie odczuwać. Przedstawiono zgromadzonym plan gminy ze wszystkimi wioskami i osadami narysowany przez sędziego gminnego Łobodowskiego i innych, i po półgodzinnej sprzeczce z niektórym i ciemnymi gospodarzami zapadła uchwała, żeby wybudować sześć szkół w wioskach: Woli Przypkowskiej, Kopanie, Szczakach, Małych Pracach, Julianowie i Manach. Uchwałę tę postanowili niezwłocznie przesłać do władzy naukowej, a przy tym starać się o rychłe otrzymanie od rządu po 2 tysiące rubli na każdą szkołę murowaną”. Obecnie są w całej gminie tylko dwie szkoły państwowe: w Tarczynie i Jeżewicach, i jedna niepaństwowa p. Brzeskiej w Tarczynie. Tygodnik GŚ donosi dalej: „Mnóstwo więc dzieci dotychczas rośnie w zaniedbaniu i włóczy się samopas po ulicach. W końcu trzeba jeszcze wspomnieć i o zgromadzeniu w Tarczynie w dniu 25 stycznia. Wyznaczono je na wieczór sobotni, aby i Żydzi mogli się zejść po szabasie. Zeszli się wszyscy, aby wybrać zarząd kasy pożyczkowej i pełnomocników miasteczka. Wybrano do owego zarządu aż dwóch Żydów, bo między Polakami znalazło się sześciu, którzy oddali głosy na Żydów. Co prawda inni, niezadowoleni z tych wyborów, wystąpili przeciw uchwale, dowodząc, że Żydom, jak również osobom nie mającym 6 morgów ziemi, nie wolno było brać nawet udziału w obradach, a tymczasem weszli oni do zarządu”. I tak się zakończył sejmik tarczyński – niestety awanturą.

Rok 1915; wojna

Pomimo uporczywych walk, które toczyły się w powiecie grójeckim, miasta niewiele ucierpiały. W Tarczynie ani jeden dom nie został zrujnowany. Prawie wszystkie sklepy, a mianowicie 20 chrześcijańskich i 130 żydowskich – są otwarte. Daje się jednak odczuwać brak sklepu rady obywatelskiej, w którym uboga ludność mogłaby zaopatrywać się w żywność. A jest ona bardzo droga. Mąki pszennej nie ma, worek żytniej kosztuje 20 r, funt chleba 20 gr, kosz kartofli 3 r, funt soli 10 do 12 gr, cukru brak, masła brak. Straży obywatelskiej w Tarczynie nie ma, a porządku pilnuje wojsko niemieckie. W porównaniu do Piaseczna, gdzie około 300 domów jest zrujnowanych, nie jest źle.

Dworzec kolejki wąskotorowej, 1935 r.

Dworzec kolejki wąskotorowej, zaprojektowany przez znakomitego architekta Konstantego Jakimowicza, jest obszerny i wygodny. Na stacji jest kiosk, w którym można kupić tytoń, art. spożywcze i zaprenumerować gazety. Kiosk prowadzi pani Wendy. Do historii przejdzie krwawy dramat, który rozegrał się na peronie dworca. Z pociągu przybyłego z Warszawy wysiadła 29-letnia Zofia Czerwińska z 7-letnią córeczką. Do idących peronem pasażerek podszedł mężczyzna, który po krótkiej rozmowie wyjął rewolwer i oddał do kobiety pięć strzałów, po czym szóstą kulę wpakował sobie w skroń. Wezwany lekarz stwierdził śmierć obojga. Dochodzenie wkrótce stwierdziło, że Czerwińska została zabita przez swego męża, 30-letniego Wacława, z którym żyła ostatnio w separacji. Czerwiński przybył do Tarczyna, chcąc nakłonić żonę do powrotu, a otrzymawszy odpowiedź odmowną zabił żonę i siebie. Dalsze losy 7-letniej dziewczynki nie są znane.