Tajemnica pewnej fotografii

0
766

Fotograf stanął na szczycie wysokiego pagórka, rozstawił statyw aparatu fotograficznego i przyjrzał się okolicy, którą miał przed sobą. Istnieją dwie teorie co do pory dnia, w której wykonywał swoją pracę. Najprawdopodobniej było to letnie wczesne popołudnie około roku 1930.
Przed obiektywem aparatu piaseczyńskiego mistrza fotografii roztaczał się czarujący widok. Dookoła był las ze starymi sosnami, dębami, jesionami i bukami o niebosiężnych koronach, drzewa wiekowe i bajecznie piękne, wśród nich pousadzane zostały ogrody, a w nich zameczki, wille, pałacyki i małe domki o kształtach urodziwych, formach proporcjonalnych, co nikogo nie dziwiło, bo wyszły spod deski kreślarskiej przednich architektów światowej renomy, takich jak Zenon Chrzanowski czy Wincenty Rakiewicz. U stóp wzgórza, na którym ustawiono statyw aparatu fotograficznego, meandrowała rzeka, a tafla jej krystalicznie czystej wody lśniła w słońcu. Między koronami drzew jak królowe na tronie usadowiły się wieże i wieżyczki pałacyków, a każda konkurowała z sąsiednią o prymat najpiękniejszej. Były też domy rozłożyste, drewniane, z cyzelowaną stolarką werand, których nawet zakopiański i otwocki stylista by się nie powstydził. Domy drewniane, ale wsparte na kamiennych cokołach.
I pan fotograf zrobił zdjęcie. Zdjęcie zostało zamieszczone w znanej monografii Piaseczna autorstwa Tadeusza Jana Żmudzińskiego „Piaseczno miasto królewskie i narodowe” i zatytułowane „Dzielnica letniskowa”. Fotografia jest niezbyt wyraźna, wydrukowanie jej w książce na kiepskim papierze odebrało jej urok. Monografia Żmudzińskiego to dzieło dość specyficzne, które działa na mój układ nerwowy niekorzystnie, ale cóż – trzeba sobie to jasno powiedzieć – innej monografii obejmującej wiek XX Piaseczno nie posiada. Co gorsza! Nie zapowiada się, że mieć będzie. Fotografia dzielnicy letniskowej przedstawia las, rzekę i dwie wieże, mury domów lub domu i jest zdecydowanie zrobiona ze wzgórza – tylko gdzie to jest? I to jest zagadka. Jestem dociekliwa do granic rozsądku, jeśli chodzi o historię mojego miasta i to zdjęcie nie dawało mi spokoju. Oczywiście miałam jakieś tam typy co do lokalizacji budynków z fotografii, ale pewności nie. Zadzwoniłam do kilku osób z pytaniem – „Gdzie zrobiono fotografię i które piaseczyńskie obiekty fotograf utrwalił?”. Dostałam kilka sprzecznych informacji, okazało się, że trudno już dziś ustalić, co zdjęcie przedstawia. Jedno było pocieszające – wszyscy lokalizowali miejsce, z którego zrobione było zdjęcie. Wszyscy podali ten sam punkt, moi rozmówcy „usiedli” czy „stanęli” w wyobraźni w tym samym miejscu, w którym stał fotograf. Dziś byłby to… dach landrynkowego gimnazjum przy al. Kalin na rzeką Jeziorką. Dlaczego tam? Otóż w tym miejscu było kiedyś wzgórze, starsi mieszkańcy Piaseczna pamiętają górkę, z której zjeżdżali na sankach. Wzgórze to było w latach 1933-1939 niwelowane. Niektórzy pamiętają nawet betonowe płyty na szczycie, być może położone na potrzebę strzelnicy. Teren był pagórkowaty, postanowiono przed wojną w tym miejscu zrobić teren rekreacyjny, miała tu być strzelnica, korty tenisowe, aleje dla jeżdżących konno, trawniki i świątynie dumania, jak pisze nasz nieoceniony Tadeusz Żmudziński. Pisze także o tym, że z terenu pod projektowany park rozrywki wywieziono 16 tys. m3 ziemi, którą użyto do zasypania sadzawki na środku miasta Piaseczna (dziś Skwer Kisiela). Pracami kierował sam burmistrz miasta Herb, co już wtedy nie wróżyło dobrze. Prace niwelacyjne nie zostały do końca zrealizowane i jeszcze w latach 50. XX wieku zmniejszone nieco wzgórze istniało i zjeżdżano tam na sankach.
Dlaczego właśnie w tym miejscu postanowiono zrobić park? Zapewne najważniejsze było to, że grunty należały do miasta, ale były jeszcze dwa powody. Pierwszy to ten, że od dawna, od początku wieku XX, w tych okolicach powstały wyjątkowej urody pensjonaty i domy wypoczynkowe. Domy z okolic ulic Reytana, Świetojańskiej, Staropolskiej, Jerozoliskiej i Czajewicza w czasie letnich wakacji, ale też zimowych i wiosennych ferii świątecznych zapełniane były wczasowiczami. Tworzyło się tu znakomite miejsce do odpoczynku, ciekawe towarzysko. Powstały sezonowe domy ludzi zamożnych, mających swoje firmy w Warszawie. Powstała dzielnica letniskowa. Druga, istotna sprawa to to, że drogę do Warszawy pokryto asfaltem, a drogę do Konstancina wybrukowano, tworząc w ten sposób możliwość wygodnego połączenia samochodowego z Warszawą i okolicami Konstancina.
Wracając do naszego zdjęcia. Przypuszczam, że nasz pan fotograf skierował obiektyw aparatu fotograficznego na południowy wschód, czyli dziś w stronę ośrodka sportowego. Patrząc ze wzgórza w tym kierunku, obserwator widział ulicę Świętojańską i domy pod numerami 21 i 23. Pod adresem Świętojańska 23 stał dom przedsiębiorcy, szewca Józefa Banasikowskiego, a pod adresem Świętojańska 21 pensjonat dla dzieci i młodzieży Anny Endelman-Widawerowej. Pensjonat Anny Widawerowej mieścił się w piętrowym budynku z wieżyczką. Budynek nie istnieje i nikt nie wie od kiedy. Na szczęście zachował się przedwojenny opis budynku. Anna Endelman-Widawerowa założyła swój pensjonat w latach 1925-1927 i prowadziła go do 1939 roku, był to pensjonat o europejskim standardzie, o czym napiszę w następnej części opowieści. Wiem, że wiele osób z Piaseczna w swoich bibliotekach posiada książkę Tadeusza Żmudzińskiego, proszę zerknąć na str. 248-249, obejrzeć opisywaną ilustrację, następnie udać się na spacer nad Jeziorkę w okolicę ul. Świętojańskiej. Być może tajemnica fotografii wyjaśni się i być może znajdzie się zupełnie inne rozwiązanie tej zagadki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię