Tajemnica pewnej fotografii część II

337

Jaki był początek luksusowej dzielnicy Piaseczna, jaki obszar miasta zajmowała, gdzie rozlokowane były pensjonaty wypoczynkowe, hoteliki i letnie rezydencje, do kogo należały? Nie wyjaśnia tego ani tekst Tadeusza Jana Żmudzińskiego z książki „Piaseczno miasto królewskie i narodowe”, nie odkrywa prawdy o tym miejscu tajemnicza, lakonicznie podpisana fotografia umieszczona w ww. monografii. Brak jest na ten temat jakichkolwiek publikacji. Zmowa milczenia czy ignorancja?
Wiedzieli książęta mazowieccy, lokując miasto Piaseczno w środku dziewiczej puszczy nad rybną, spławną i chętną do pracy młyńskiej rzeką o walorach klimatycznych tych okolic. Mieszane lasy z przewagą sosen dawały żywiczny aromat, piaszczysta ziemia sprzyjała szybkiemu wysuszeniu powietrza. Urozmaicone ukształtowanie terenu oferowało obserwatorowi zadowolenie dla oka i ukojenie nerwów. Znali urodę tego miejsca książęta i królowie, budując w Piasecznie swoje dwory i pałace.
Interesuje mnie przełom wieku XIX i XX aż do początku lat 40. wieku XX. Ciekawią mnie ludzie, którzy pod koniec XIX wieku dostrzegli walory piaseczyńskich ziemi. Pionierzy zasiedlający miejsce nazwane potem – letniskiem. Łatwo nie będzie. Powiem otwarcie – słuch o nich zaginął. Jeszcze w dziennikach Marii Dąbrowskiej znajdziemy okruchy wspomnień o nich, tylko dzięki temu, że pisarka była związana familijnie z mieszkańcami ulicy Reytana, a potem Zalesia. Pisała tu swoje powieści lub spędzała czas wolny, uczestnicząc w życiu towarzyskim.
Zainspirowana tajemniczą fotografią poszukam ludzi, którzy przez ostatnie 100 lat nie zostali wywołani z niepamięci. I będą to tylko okruchy historii, czyli opowieść o pionierach zasiedlających rejon ulic od Czajewicza do Świętojańskiej (dawna pisownia Ś-to Jańska). Ulica Świętojańska to fragment średniowiecznego traktu wareckiego, droga od stuleci często uczęszczana.
Jest koniec XIX wieku. Pierwsza w tych okolicach niewątpliwie pojawia się pani Szpakowa, stawiając swój pensjonat przy ulicy Leśnej (dziś Czajewicza). Przy ulicy Świętojańskiej, dziś tuż przy szkole, posiada swój dom wczasowy pan Glass. Pan Glass proponował cztery obszerne apartamenty (po dwa pokoje z kuchnią), „wodociągiem i wygodą skanalizowaną”, niewątpliwie oferta była przeznaczona dla osób majętnych. 14 kwietnia 1914 roku zostaje otwarty pensjonat państwa Neufeldów, oferujących posiłki i pokoje. W willi pani Brachweldowej pokoje „przy rodzinie”. Powstają murowane pałacyki z wieżyczkami, zdobione kutymi barierkami balkonów i tarasów z wkomponowanymi w bryłę domu oszklonymi werandami. Taki właśnie jest pałacyk inż. Szymona Widawera, willa – pałacyk Józefa Banasikowskiego, bliżej miasta położona willa Besserówka oraz dom przy ulicy Leśnej i Węgiełek tuż przy torach, niedaleko stacji kolejki wąskotorowej (ul. T. Gerbera) pobudowany w 1907 roku prawdopodobnie projektu mistrza Rakiewicza, popularnie zwany „zameczkiem” lub „sądem grodzkim”.
Przy ulicy Jerozolimskiej 7 pan Fromberg oferuje gościom przestronne pokoje, wykwintną kuchnię rytualną i obfite obiady dla przychodzących (rok 1927). Tuż obok, adres Jerozolimska 3, pani Lisowska z hoteliku o pięknej nazwie „Czeremcha” ogłasza: „letniska czyste, słoneczne i niedrogie”. Ten sam adres, ale właścicielka o nazwisku Zissowa zachwala pensjonat w ogłoszeniach prasowych. W ogłoszeniach wspomina się również o bliskości sklepów, herbaciarni i restauracji w centrum Piaseczna.
W 1910 roku nauczycielka, panna Marya Neufeld, urządziła w pałacyku pana Endelmana, cytuję: „zabawę kostiumową połączoną z przedstawieniem na ad hoc wystawionej estradzie”. Mali amatorzy odegrali i odśpiewali „wyborne sztuki” – „Małe Praczki”, „Sklep lalek” i umyślnie na ten dzień napisaną przez panią Widawer komedię pod tytułem „Marzenia dziecinne”. Przedstawienie połączono z loterią fantową, korowodem tanecznym po ogrodzie, a że ogród był obszerny, o powierzchni ponad dwie morgi z okładem, było gdzie balować. Przyszły tłumy widzów, które nadciągnęły z okolicznych willi i domów. Na koniec śpiewano chórem zabawne kuplety.
Tego tupu zabawy były organizowane w wielu willach i pensjonatach. Właściciele zatrudniali pedagogów z wysokimi kwalifikacjami. Animatorzy rozrywki, instruktorzy różnego rodzaju sportów takich jak tenis i wioślarstwo, pedagodzy cudzoziemcy uczący języków obcych, nauczyciele przedmiotów obowiązujących w szkole, na wypadek, gdyby trzeba było nadrobić braki w nauce, mogli dostać tu ciekawą pracę. Anna Endelman-Widawerowa w pałacyku przy ul. Świętojańskiej 21 proponowała gościom cały wachlarz rozrywek, w tym na przykład spotkania z ciekawymi podróżnikami – gawędziarzami. Przez okres od 1925 roku do lipca 1939 ukazywały się w prasie reklamy jej pensjonatu. Pensjonat posiadał obszerny ogród, sad, korty tenisowe, własną plażę nad rzeką Jeziorką, telefon i radio. Telefon (!) marzenie każdego mieszkańca Piaseczna przez następne 60 lat. Słoneczne pokoje były wyposażone w wanny. Jedzenie było przednie, dbano o wysoki poziom posiłków. W 1930 roku, gdy przyszedł kryzys i liczba gości bardzo zmalała, pani Widawerowa zachęca potencjalnych klientów do obejrzenia pałacyku, pisząc w ogłoszeniu – przyjdźcie tylko obejrzeć, nie musicie zamieszkać, warto te cuda europejskie zobaczyć.
I nagle po 1939 roku wszystko znika!
Szukam informacji o inż. Szymonie Widawerze, grzebiąc w starych zakurzonych publikacjach, których od 100 lat nikt nie brał do ręki. Ten znany architekt w Księdze Wieczystej, informacja z 13 stycznia 1907 roku, figuruje jako właściciel zabudowanej nieruchomości w Piasecznie o pow. ponad 1 ha. Dom jednopiętrowy „kokietujący bogatą architekturą” nazwany „Jeżówka” i stojący pod lasem – taką charakterystykę domu znajduję. Inż. Szymon Widawer był budowniczym, malarzem i śpiewakiem operowym, łatwo jest znaleźć w dawnej prasie informacje o jego udziałach w konkursach architektonicznych i o nagrodach, jakie otrzymywał, ale to już inna opowieść.