Opowieść o armatorach, holownikach, lichtugach i willi Runo

297

Czwartek, 20 października 1927 roku. Z portu w Tczewie dwa zespoły holownicze wyruszają w swój ostatni nawigacyjny rejs w tym sezonie. Kierowany przez doświadczonego skipera z Hamburga holownik Górnik popłynie w swój ostatni rejs. Holowniki ciągną za sobą wyładowane węglem lichtugi. Górnik holuje lichtugi o imionach Felek i Bolek. Konwój płynie do Kopenhagi. Duńscy dokerzy szybko uwijają się rozładunkiem węgla i po dwóch dniach konwoje mogą wracać do Tczewa. Wypływają ponownie na Bałtyk. Morze – jak to bywa jesienią – jest rozkołysane, ale podróż upływa bez zakłóceń. Holowniki i lichtugi należą do spółki Towarzystwo Żegluga Wisła – Bałtyk. Towarzystwo zostało założone w 1926 roku i w profesjonalny sposób prowadziło eksport polskiego węgla do portów europejskich. Powstanie firmy było odpowiedzią na „wojnę celną” z Wolnym Miastem Gdańsk, którego władze niemieckie robiły wiele, aby uprzykrzyć życie polskim przedsiębiorcom. 30% udziałów spółki posiadał inżynier Teodozy Nosowicz właściciel ziemi, na której zbudowano przystań, został też pierwszym jej dyrektorem. Nosowicz był inżynierem po petersburskiej uczelni, absolwentem Instytutu Komunikacji, był też członkiem francuskiego konsorcjum budującego port w Gdyni. Teodozy Nosowicz jest powodem mojej opowieści; był to człowiek przedsiębiorczy, energiczny i solidnie wykształcony. Urodził się 10 marca 1882 roku w Sablinie koło Petersburga. Ojciec, inżynier technolog w Zakładach Putiłowskich, zginął podczas wypadku w fabryce. Po śmierci matki dwóch braci Teodozy i Edward wychowywało się u rodziny. Teodozy szlify w zawodzie inżyniera zdobywał w Stanach Zjednoczonych.

Zatonięcie holownika

Teodozy Nosowicz fot: zbiory ms NAC

Tymczasem jest rok 1927 i holowniki Górnik i Rybak ciągną lichtugi do portu w Tczewie. Wczesnym popołudniem konwój znajduje się na wysokości latarni morskiej Stilo. Peter Carrstens, drugi szyper stojący przy sterze Górnika, uświadamia sobie, że coraz trudniej utrzymać kurs holownika; nadchodzi sztorm. Na pokładzie jest 10 osób. Fale mocniej uderzają w burty, woda zalewa pokład. Mechanik Władysław Szczęsnowicz ma wachtę do godziny 12.00. Około 13.00 kładzie się spać w ubraniu. O godzinie 15.30 Szczęsnowicz czuje duży przechył statku, czeka na wyprostowanie się holownika i wtedy fala uderza z dużą siłą w burtę i wdziera się do środka holownika. Szczęsnowicz wyskakuje z kabiny, ściąga bluzę i spodnie, krzyczy do kolegów, żeby skakali do wody i skacze w rozbujane morze, szybko oddala się, bojąc się wybuchu kotła holownika i wirów. Jeszcze zauważa, że za nim płynie dwóch marynarzy. Podpływa do zmytej z pokładu deski i kieruje się do lichtugi. Ktoś mu rzuca koło ratunkowe. Marynarze z Felka wciągają go na pokład, nacierają denaturatem i poją herbatą z koniakiem. Załoga usiłuje ratować pozostałych płynących, ale się nie udaje. Szczęsnowicz jest jedynym uratowanym członkiem załogi z holownika Górnik; ginie 9 marynarzy. Zatoniecie holownika to początek końca portu morskiego w Tczewie. Załamany zatonięciem Górnika Teodozy Nosowicz opuszcza spółkę Żegluga Wisła – Bałtyk.

Zalesie Dolne

Zalesie Adamów, willa Runo w 1933 roku fot: Budownictwo i Architektura

Nosowicz, już jako Dyrektor Departamentu Morskiego przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu, napisze w odezwie do marynarzy w rocznicę odzyskania przez Polskę dostępu do morza: „Wytrwamy na posterunku, bo kochamy morze i zdajemy sobie sprawę z tego, że dostęp do niego to wolność i nieskrępowany oddech naszej wielkiej Ojczyzny”.

Tymczasem w Zalesiu Adamowie pod Piasecznem trwa parcelacja gruntów hr. Branickiego i można kupić działkę w cudownie pięknym lesie, niedaleko urokliwej rzeki Jeziorki. Czasopismo Architektura i Budownictwo z 1933 roku publikuje serię zdjęć i opis niezwykłego domu budowanego dla rodziny Nosowiczów.Czytamy w nim: „W powyższym osiedlu, na wiosnę roku 1933 została zakończona budowa nowocześnie urządzonej willi »Runo«, budowanej podług projektu architekta Borysa von Zinserlinga (…).

Zalesie Adamów, willa Runo w 1933 roku fot: Budownictwo i Architektura

Charakterystyczną cechą tej willi jest połączenie parteru z dużym krytym tarasem, który bezpośrednio przylega do podwórca wybrukowanego w mozaikę, osłoniętego od północy ścianą z arkadami i zakończonego od strony wschodniej pergolą. Pośrodku podwórca znajduje się basen z bieżącą wodą zasilaną z wodotrysku. Bezpośrednio na południe przylega do podwórca rozarium, na poziomie nieco niższym, łączące się dalej z ogrodem zadrzewionym starymi dębami”. Tu następuje opis poszczególnych pomieszczeń willi. Ciekawe jest to, że willa jest w całości podpiwniczona, piwnice mają wysokość 2,70 m. Z centralnego korytarza jest dostęp do dużej pralni, skanalizowanej i obsłużonej wodociągiem, posiadającej niezależny piec i bojler. W pralni znajdują się baseny do bielizny, magiel oraz suszarnia elektryczna. Do pralni przylega łazienka dla służby. Drugą część piwnicy zajmuje obszerna kotłownia do centralnego ogrzewania z kotłem o powierzchni 6 m2, oraz skład koksu i węgla. W kotłowni ustawione są ciśnieniowe filtry do odżelaziania, przez które przechodzi woda, obsługująca wodociąg wewnętrzny. Poza tym w piwnicy znajduje się obszerna spiżarnia i piwnica dla win oraz duża piwnica zapasowa. Willa szokuje swoim urokiem i nowoczesnością rozwiązań. Architekt Zinserling, który projektował całe założenie głównego domu i jego otoczenia, był scenografem teatralnym. Łatwo można to odczuć, patrząc na ład i piękno poustawianych elementów willi w Zalesiu Dolnym. Zinserling projektował dekoracje do znanego przed wojną kabaretu Qui Pro Quo, też do operetki i teatru. Oglądających zdjęcia domu, przykładu pięknej architektury modernistycznej, fascynuje analogia z bryłą holownika przecinającego fale Bałtyku. Willa Runo to dziś jeden z najcenniejszych zabytków Piaseczna.

Teodozy Nosowicz zmarł 1 grudnia 1934 r. w wieku 52 lat, żona Zofia z domu Rummel dożyła 93 lat i zmarła w 1976 r., ich jedyny syn Olgierd Harry (1907-1940) jest bohaterem Listy Katyńskiej.

Proponuję wyruszyć na spacer ulicami Zalesia Dolnego i odnaleźć willę stojącą przy ul. Dębowej, której nadano kiedyś imię „Runo”.