O marzeniach Warszawiaków

Wyobraźcie sobie drodzy Czytelnicy, że nagle kosmiczny wehikuł czasu przenosi Was w sam środek puszczy. I oto siedzicie na nagrzanej słońcem polanie, wokół na wyciągnięcie ręki rosną borowiki i rydze, krzaki borówkowe uginają się od soczystych owoców, zapach żywicy z drzew sosnowych odurza, liście paproci wskazują drogę do maleńkiej rzeczki, w której woda jest krystalicznie czysta. Taki raj na ziemi.

W takim właśnie raju siadał na przełomie XIX i XX wieku Wiktor Stephan, tajemniczy zarządca dóbr leśnych Ksawerego Branickiego. Lubił siadać na rozstajach dróg, skrzyżowaniu duktów leśnych i pozdrawiać jadących z piaseczyńskiego targu. Dziś można znaleźć w jednym z tych miejsc kamień z wykutym napisem „Tu czuwa duch mój” i wyżłobionym Okiem Opatrzności, niewątpliwie symbolem masońskim. Muzyka lasu w mojej wyobraźni przeplata się dźwiękami chorału gregoriańskiego, który wybrzmi głosami zespołu wokalnego Bornus Consort i artysty, badacza muzyki dawnej Marcina Bornus-Szczycińskiego. Muzyka ta wyjątkowo współbrzmi z szumem wiekowych sosen i mocarnych dębów Zalesia Górnego. I tam jest tworzona.

Jest rok 1927. Piaseczyńską kolejką wąskotorową przyjeżdża z Warszawy elegancki gość, wysiada na stacji Piaseczno Miasto i ucina sobie kilkukilometrowy spacer. Wędruje Węgiełkami do ulicy Świętojańskiej, schodzi w dół ulicą aż do rzeki Jeziorki. W miejscu, w którym wpada do niej rzeka Zielona, przeprawia się na drugi brzeg, mija figurkę św. Jana Nepomucena i przez Żabieniec maszeruje do Domanki, wsi w powiecie grójeckim, gminie i parafii Jazgarzew. To mała osada z kilkoma domkami. Była tu kiedyś gajówka i karczma zwana Dumanką, jeszcze dawniej miejsce to zwano Zapole Leśne. Tu nasz wędrowiec staje na odpoczynek. Wioskę zamieszkują pracownicy leśni lub robotnicy (stawowi), zatrudnieni przy stawach żabienieckich. Dzierżawią ziemię od gospodarzy z Jesówki. Czego może się tu dowiedzieć nasz podróżny? Najważniejsze informacje dotyczą dokonujących się zmian. Ogłasza się parcelację lasów należących do Tadeusza Zawadzkiego, który odkupił owe dobra od wdowy po Ludwiku Domańskim (stąd nazwa Domanka). Zmiany często powodują ożywienie gospodarcze. Informacja jest podstawą przedsiębiorczości. Wystarczy zagłębić się w plany i pomysły inżynierów z Warszawy, żeby zwietrzyć doskonały interes. Ale do tego trzeba być geniuszem, przedsiębiorcą i kochać pracę. I jeśli dodam, że naszym podróżnym jest Jan Witold Wisłocki, założyciel Zalesia Górnego, to sprawa okaże się jasna.

W trzy lata później, czyli w 1930 r., Wisłocki zakupuje od Tadeusza Zawadzkiego (właściciela Wólki Kozodawskiej) i Władysława Szymborskiego (właściciela Ustanowa) tereny leśne. W tym samym czasie powstają wokół Warszawy Miasta Ogrody i Miasta Lasy, ze specyficzną urbanizacją, zaprojektowane w szczegółach. Z szerokimi ulicami i dużymi działkami, tak aby nie zaburzać leśnego charakteru miejscowości i nie wchodzić zbyt nachalnie w ekosystem miejsca. Taki też pomysł ma Wisłocki. Potrzebny jest jeszcze tylko odpowiedni dojazd do powstającego kurortu, bo mało kto ma ochotę na siedmiokilometrowy spacer z Piaseczna. Sprawa jest właściwie już rozwiązana. Wystarczy zmienić koncepcję warszawskich inżynierów. Powstaje trakcja kolejowa do Radomia, docelowo do Krakowa. Tory mają być położone przez Jazgarzew. W efekcie końcowym biegną przez Zalesie Górne. Tymczasem, gdy kolej jest jeszcze w projektach, Wisłocki organizuje wyprawy z Warszawy do Domanki i okolicznych lasów, zachęcając mieszczuchów do kupna działek. I kupują. Twarda zasada – najmniejsza działka musi mieć 1500 m2.

Jest rok 1934. Dyrekcja kolei stawia warunek: będzie stacja pociągu w Zalesiu Górnym, jeśli powstanie budynek stacji i peron. No i powstaje. Pieniądze na skromny, ale wygodny drewniany dworzec wykłada pan Jan Witold Wisłocki. Teraz już można tylko pisać o dynamicznym rozwoju Zalesia Górnego. Dlaczego Górnego? Bo jest położone wyżej nad poziom morza niż Zalesie Dolne, co miało dawać mu lepszy klimat i zdrowsze powietrze na odpoczynek po pracy w Warszawie. Taki zabieg marketingowy. Bo pamiętajmy, że obie miejscowości w zamyśle były projektowane jako podwarszawskie miejscowości wypoczynkowe. Wisłocki zachęca architektów do projektowania domów na miarę letniska, domów, na które będzie też stać klasę średnią. Oczywiście powstają też okazałe wille, funkcjonuje nawet kasyno, żeby letnicy nie nudzili się wieczorami, ale ważnymi też klientami są rodziny biedniejsze. Zaciekawił mnie projekt domu sezonowego z 1938 r.. Raz, że byłam ogromnie ciekawa, jak budowano małe letnie domki tak, aby zdobiły leśny krajobraz, dwa że jeszcze dziś podobne domki można spotkać w Zalesiu Górnym i okazuje się, że nie są to byle jakie, sklecone z desek budki, ale małe cudeńka, stworzone przez dobrych architektów. Projektantami urokliwego domku, który tu przedstawię, są inż. arch. J. i A. Ptaszyccy i tak opisują zaprojektowany domek: „Na dużej leśnej działce zaprojektowano rodzinny, drewniany domek weekendowy. Na betonowym cokole, wyłożonym zewnątrz kamieniem polnym, postawiono więźbę domku składającą się ze szkieletu z kantówki tartej 10×10 i 10×5, podwalin, beleczek stropowych i czterospadowego dachu krytego papą bitumiczną. Drzewo impregnowano »Fangolem«. Ściany zewnętrzne skonstruowano: szalówka zewnętrzna 25 mm; warstwa papy smolowcowej; słupki 10×10 i 10×5 cm, szalowanie od wewnątrz deską 25 mm, dyktą sosnową 5 mm, jako wykończenie zewnętrzne. Między deskami zasypka izolacyjna. Grubość ściany 15 cm. Na stropie polepa grubości 8 cm. Ściany od wewnątrz 2-krotnie pokostowane i pokryte lakierem bezbarwnym. Zewnętrzne zapokostowane. Beleczki stropowe bejcowane na ciemno. Okna i ściany kuchni i łazienki 3-krotnie malowane i lakierowane na biało. Ściana kominkowa z kamienia miejscowego, polnego. Domek posiada małą piwniczkę. Instalacje składają się z: wody doprowadzonej ze studni wierconej, dołu gnilnego, światła elektrycznego. Taras wyłożono płytami cementowymi w obramieniu cegłą prasowaną. Koszt domku o powierzchni 25 m2; kubatura 140 m3, wyniósł około 5200 zł”. I właśnie taki domek był marzeniem wielu mieszczuchów.

Zapraszam na spacer po Zalesiu Górnym, może odnajdziecie też ten urokliwy domek sprzed wojny, a jeśli nie, to warto odwiedzić kamień Stephana, bo tam jest miejsce mocy, jak mówi legenda. No i trzeba sprawdzić, czy są grzyby w lesie.