Kto jeździł wąskotorówką?

193

Wiele już napisałam o sprawach technicznych kolejki wąskotorowej. Nie powstała ona jednak, aby budować stacje, kłaść tory czy konstruować mosty. Powstała, żeby przewozić towary, o czym też już pisałam w artykule o cegielni w Gołkowie, oraz ludzi. I to o nich będzie ten artykuł.

O powstaniu kolejki grójeckiej mówi się, że jej budowy podjęli się hrabia, krawiec, książę i Żyd. O ile trzech pierwszych nie wzbudza wątpliwości (odpowiednio: Tomasz Zamoyski, Eugeniusz Paszkowski, Stefan Lubomirski), o tyle Żyd nie jest w żadnych dokumentach spółki potwierdzony. Plotka głosi za to, że czwartym udziałowcem był cadyk Juda Ariel Leib Alter z Góry Kalwarii – ojciec cadyka Abrahama Mordechaja. Faktem za to jest, że kolejka do Góry Kalwarii powstała i przynosiła całkiem niezłe dochody, między innymi dzięki jeżdżącym nią chasydom. Oczywiście przed II wojną światową.
Bogdan Pokropiński w książce „Kolej grójecka” podaje, że doszło nawet do zatargu między cadykiem a zarządem kolei, który doprowadził do bojkotu kolejki przez Żydów. Odbywał się wówczas wielki zjazd pielgrzymów, w związku z czym żeby dostać się do Góry Kalwarii wynajęli oni wszystkie furmanki, dorożki i inne zaprzęgi konne dostępne w Warszawie. Niestety, skończyło się to tragicznie, gdyż na ten osobliwy konwój napadli pijani carscy żołnierze i dotkliwie pobili kilku Żydów – jeden z nich zmarł. Cadyk odwołał wtedy bojkot kolejki i ta naturalnie stała się jedynym źródłem komunikacji dla Żydów podróżujących do Góry Kalwarii.
Przed 1939 rokiem znaczną grupę wśród pasażerów (wszystkich kolejek dojazdowych w okolicy Warszawy) stanowili letnicy. Jadwigę Waydel-Dmochowską, autorkę „Jeszcze o dawnej Warszawie” cytuje Jerzy S. Majewski w „Korzeniach Miasta, t. VI, Niedaleko od Warszawy”: „Najekonomiczniejszym sposobem spędzania wakacji dla liczniejszej rodziny było przeniesienie się na letnisko <całym dworem=””> wraz ze służbą, pościelą, rondlami i rozbudowanym sprzętem gospodarczym: balią, wyżymaczką, mosiężną miednicą do smażenia konfitur, stolnicą, samowarem, maszynką do lodów, maszynką spirytusową, czasem klatką z kanarkiem. Transport tych wszystkich trudnych do opakowania przedmiotów do okolic podmiejskich odbywał się zazwyczaj końmi. Byli tacy specjaliści w każdym kierunku, na Brwinów, na Otwock czy na Piaseczno. Rodzinie towarzyszyła na letnisko zazwyczaj kucharka i młodsza. Głowa domu bądź dojeżdżał co dzień po południu, o ile komunikacja była dogodna, bądź raz na tydzień w sobotę, a przez pozostałe dni stołował się na mieście. Jadąc z Warszawy, bywał zawsze obładowany mnóstwem paczek i paczuszek wracając – długą listą sprawunków (bo tu nic dostać nie można), wręczoną przez żonę i sąsiadki, nie pomijające żadnej okazji do miasta”. Dzięki takim podróżom między innymi powstały kolejki dojazdowe. Można sobie również dzięki temu opisowi łatwo wyobrazić, jak wyglądał pociąg z letnikami – ich potrzeby na letnisku nie zmieniły się, gdy zaczęli podróżować kolejkami.
Tak było oczywiście na początku XX wieku. W 1927 roku „Tygodnik Ilustrowany” opisał podróż naszą kolejką: „Dość wcześnie bez zbytnego tłoku udaje nam się dotrzeć do jednej ze stacji kolejki grójeckiej. W ośmioosobowym przedzialiku wagonu jechało zaledwie 11 osób – jeszcze bardzo względnie. Wysiadamy w miejscowości malowniczej wśród lasów. (…)
Jakieś liczne towarzystwo złożone z osób różnej płci i wieku wysiada wraz z nami. Bardzo mili i zadowoleni. Zgodnym krokiem maszerują w kierunku lasu. Dzieci naprzód! Potem będzie tenis – bo są rakietki i piłki, ale teraz jest za gorąco. Teraz byle prędzej się oddalić od stacji, no i wypocząć trochę i pożywić się nieco. Więc oczywiście śniadanie, wspólne śniadanie, bez stołu i krzeseł, tak po prostu na ziemi – najsmaczniejsze i bez tego majówka (w sierpniu) nie byłaby prawdziwie udana. Apetyt sprzyja wszystkim znakomicie. Kurczęta pieczone, jajka na twardo, ogórki, kawa w butelkach, wódka. Wszystko smakuje doskonale i znika”.
W czasie II wojny światowej nastąpił intensywny szmugiel płodów rolnych, głównie z powiatu grójeckiego do Warszawy. Działo się to oczywiście za zgodą personelu kolejki, dzięki czemu Niemcy, którzy usiłowali zwalczyć szmugiel, mieli bardzo utrudnione zadanie. Po wybuchu powstania warszawskiego w 1944 roku kolejka jeździła od strony Piaseczna do Służewca, a później już tylko do przystanku Pyry. Niemcy korzystali z niej czasem, aby przewieźć rannych żołnierzy niemieckich do Piaseczna. Istniał również pociąg sanitarny, który rannych Niemców transportował do szpitala w Nowym Mieście nad Pilicą. Bogdan Pokropiński pisze również, że maszynista Jerzy Zając opowiadał, że w połowie sierpnia 1944 roku kolejarze pojechali samowolnie na Dworzec Południowy i tam ewakuowali z okolicznych budynków kilkanaście rodzin.
Adam Gerstmann – Dyrektor Dyrekcji Kolei Dojazdowych PKP – opisuje w gazecie, która kiedyś wychodziła na terenie naszego miasta „Piaseczno Miasto Wąskotorowe”, a której wydawcą było Piaseczyńskie Towarzystwo Grójeckiej Kolei Wąskotorowej, klientów ciuchci, których spotykał na przestrzeni końca lat 60., 70. i 80. Rano pasażerowie jeździli głównie do Piaseczna i Warszawy – uczniowie, studenci, pracownicy zakładów, ale głównie producenci i handlarze owoców, przede wszystkim jabłek. Rozkład jazdy był układany w taki sposób, aby pasażerowie mogli zdążyć do swoich zajęć. Dużą część klientów kolejki stanowili pracownicy Zakładów Lamp Oscyloskopowych ZELOS w Piasecznie oraz Hortexu w Górze Kalwarii, a także zakładów zlokalizowanych na Służewcu. Na przystanku Piaseczno – Wiadukt przesiadali się oni na kolej normalnotorową. W dni świąteczne kolejka, a raczej jej pasażerowie, zmieniała profil oraz kierunek podróży. Rano zwiększony ruch był z Warszawy w kierunku Chylic, Skolimowa, Baniochy czy Zalesia Dolnego. Eleganccy panowie oraz panie w letnich sukienkach i kapeluszach stanowili na pewno bardzo ciekawy i kolorowy widok, choć na pewno w tygodniu, kiedy w jednym wagonie spotykali się sadownicy, robotnicy ze Służewca, studenci, oraz osoby wiozące swoje towary na przykład na targ do Piaseczna, widok był o wiele ciekawszy. Gerstmann opisuje również jak pociągiem z Piaseczna do Grójca jeździł kominiarz w służbowym uniformie. Według dyrektora miał to być jedyny przypadek, kiedy wbrew przepisom pozwalano pasażerowi na jazdę na stopniu, aby inni użytkownicy nie ubrudzili się.
Co ciekawe wspomina on również o tym, że co prawda zdarzali się wandale, ale pasażerowie zawsze reagowali na niszczących wagony i brudzących poczekalnie, a ich i kolejarzy interwencje były skuteczne.