Karol Kniaziewicz, czyli patroni piaseczyńskich ulic część 2

254

Link do części 1

Na ulicy Karola Kniaziewicza czas był odliczany stukotem jadącego pociągu kolejki wąskotorowej, dzwonkami szlabanów z ul. Sienkiewicza, tych obok kina Mewa, i wyciem syren oznajmiających o 7.00 rozpoczęcie pracy, a o 15.00 zakończenie pracy warsztatów kolejki.

Jest taki dom na ul. Kniaziewicza otoczony ogrodem, w którym kiedyś ilość motyli i pszczół przyprawiał o zawrót głowy. Łapaliśmy te biedne motyle w słoik i jeszcze do dziś pamiętam ich szamotaninę w ciasnym więzieniu i zapach pyłku z ich bajecznie barwnych skrzydeł. W każdym ogródku były krzaki agrestu i porzeczek. Hodowano tu pszczoły miodne. Czasami z ula uciekał cały rój z królową i wtedy biegaliśmy po okolicy w jego poszukiwaniu. Pamiętam ten rój, co się odnalazł na starej czereśni w ogrodzie Bagieńskich i trzeba go było odymić, zmieść do specjalnego transportera i odtransportować do nowego ula. Ogród państwa Bagieńskich, oficjalne wejście od ul. Hanki Sawickiej (obecnie Wojska Polskiego), od ogrodu z ul. Kniaziewicza miał dla mnie dwie atrakcje w postaci czereśniowego drzewa i niebosiężnego wielkoluda – starego orzecha, widocznego z okien dużego pokoju w moim domu rodzinnym. Oba te drzewa rodziły owoce jak szalone, nigdy już potem nie jadłam tak cudownie smacznych czerwonych czereśni. Małżonkowie Stanisława Zgirska Bagieńska i Henryk Bagieński byli bardzo zajętymi zawodowo ludźmi. Pan Henryk był magistrem farmacji, jego żona była lekarzem medycyny o specjalności okulistyka. Był czas, w którym Stanisława zajmowała się prowadzeniem pracowni analiz lekarskich przy ul. Świętojańskiej. Czasami odwiedzała moją babcię Różę i oglądała jej schorowane oczy. W zamian dziadek Staś reperował w domu Bagieńskich to, co wymagało reperacji kluczem francuskim. Tak to zapamiętałam, bo ile razy pani doktor zadzwoniła po dziadka, to on brał ten klucz i udawał się do ogrodu sąsiadów furtką od strony ul. Kniaziewicza. Pan Henryk zginął tragicznie w 1970 roku. Śmierć chodziła tej wiosny po ul. Kniaziewicza – trzy miesiące wcześniej zmarła Krysia, 40-letnia córka Róży i Stanisława.

Nieistniejący dom stojący niegdyś przy ul. Kniaziewicza, zamieszkały m.in. przez rodzinę Markowskich. Fot: zbiory ms

Ulica Kniaziewicza ma bardzo ciekawą historię. Do ul. Nadarzyńskiej budowano przed wojną w większości drewniane domy, w miarę schodzenia w dół do rzeczki posesje stawały się większe, dochodząc do ul. 22 lipca (dziś Jana Pawła II). Po prawej stronie rozciągały się łąki, po lewej stronie lśniły okna inspektów z hodowanymi sadzonkami. Tu, nad samą rzeką, miało miejsce w latach 60. brutalne morderstwo, które odbiło się szerokim echem w mieście i długo dawało miastu opinię, że w Piasecznie nie jest bezpiecznie. Pierwszym domem od ul. Sienkiewicza był drewniany dom zamieszkały przed rodzinę Umeckiech. Pani Izabela Umecka, kobieta o wyjątkowej urodzie, była w czasie wojny zaangażowana w ruch oporu. Odnalazłam ogłoszenie z 1942 roku o zagubieniu dokumentów przez Izabelę, historia warta dociekań. Na podwórku posesji był magiel w parterowym budynku sąsiadującym z domem Herba.

Dom burmistrza Herba fot: Tadeusz Tyszka

Niebywale ciekawy był dom burmistrza, przedwojenna szkoła i ochronka, po wojnie zasiedlony lokatorami. Mieszkały tam rodziny Bettów, Dudzińskich, Kokoszków, Dzbańskich. Dom z ciemnymi korytarzami, elewacja z ciekawymi zdobieniami. Był zawsze pełen dzieci, wśród których miałam wielu przyjaciół. Następny dom, murowany miał wiele szczęścia do właścicieli, zawsze zadbany, zamieszkały przez rodziny Wagnerów i Śliwińskich, dziś jeden z najstarszych domów w Piasecznie. Jego historia to materiał na osobną opowieść.

Jest przesąd, że przy nadawaniu imion ludziom i miejscom trzeba być ostrożnym, bo można przekazać im charakter i szczęście danego bohatera. W życiorysie Karola Kniaziewicza jest jakaś analogia do zmiennych losów mieszkańców ulicy, nagłych zwrotów fortuny. Kto doświadczył wielkiej powodzi z małej, niepozornej rzeczki przecinającej ulicę, wie o czym piszę.

Generał Karol Kniaziewicz

Wróćmy do patrona ulicy, Karola Kniaziewicza. Generał marzył o wolności dla Polski, niesionej przez Napoleona. Rozczarowany, 27 czerwca 1800 r. pisze znamienny tekst: „Jeżeli przy pokoju o nas zapomną, to pałasz za piecem zawiesiwszy, do lemiesza się biorę, bo mnie życie żołnierskie znudziło. Drzewiecki mi daje włókę pola, nader wystarczający do wyżywienia mnie”. W 1810 r. Karol poślubia Marię Morsztynównę. Przebywa z żoną w Warszawie, gdy wojska napoleońskie przekraczają Niemen. To daje nadzieję! Kniaziewicz stawia się na rozkaz księcia Józefa Poniatowskiego i obejmie dowództwo XVIII dywizji wielkiej armii. Poprowadzi swoją dywizję na Smoleńsk. Pod Berezyną, jako dowódca korpusu polskiego, zostanie ciężko ranny.

Karol Otto Kniaziewicz fot: Polona

Życie osobiste też legnie w gruzach, odejdzie ukochana Maria. Karol tuła się między Dreznem i Paryżem, zajmując w stowarzyszeniach emigracyjnych różne stanowiska. Dokona żywota w Paryżu w 1842 r. i zostanie pochowany w Panteonie polskiej emigracji na cmentarzu w Montmorency, obok towarzysza broni Ursyna Niemcewicza. Jest na tym cmentarzu też grobowiec Mickiewiczów.

W Piasecznie ulice Mickiewicza i Kniaziewicza, rozdzielone dawną ulicą Graniczną (dziś Sienkiewicza), tworzą trakt spacerowy od ulicy Jana Pawła II aż do lasu zalesiańskiego i Górek Szymona. Są dowody, że Mickiewicz przyjaźnił się z generałem Kniaziewiczem, że spotkali się i w ojczyźnie, i we Francji. Szkice i ilustracje do jednego z wydań „Pana Tadeusza” wykonał Michał Andriolli, który swoje prace rysował w domu syna Mickiewicza w Paryżu i na kilku z nich Kniaziewicz góruje nad głowami gości w Soplicowie. To może być wskazówką, że w rodzinie Mickiewiczów wspominano Karola i jego przyjaźń z Adamem.