Jak zniknęła rodzina Grabau?

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

W latach siedemdziesiątych XX wieku z przystanku PKS na piaseczyńskim rynku można było udać się w podróż niebieskim autobusem w stronę Konstancina. Pierwszy przystanek był na Pólku, przed mostem na rzece Jeziorce. Kilkanaście metrów dalej, po lewej stronie, podróżnych zaskakiwał widok sporej wielkości budowli, budynek nieczynnego od lat młyna. Zachowało się na szczęście zdjęcie tego obiektu, jedyne. Bardzo solidny w konstrukcji i ciekawy architektonicznie obiekt świadczył o dużej wiedzy jego dawnych właścicieli.


Historię młynów piaseczyńskich zacznę od 1424 roku, istniały wtedy w Piasecznie dwa młyny, odległe od siebie o 1 km. Był młyn w centrum Piaseczna, nad Kanałem Piaseczyńskim, i drugi nad rzeką Jeziorką. Nasza urokliwa rzeczka Perełka nie zawsze miała siłę poruszyć kołem młyńskim, co spowodowało, że młyn ten zlikwidowano. W Wyszogrodzie 27 grudnia 1424 roku od księcia Janusza Mazowieckiego mieszkaniec Piaseczna Florian otrzymuje młyn piaseczyński. Następnego dnia odbyło się nadanie młyna w Chylicach i ten z kolei młyn otrzymał syn Floriana, Mikołaj. Obaj otrzymali przywilej dziedziczenia młyna. Istnienie i trwanie przez wieki w dobrej kondycji młynów na naszym terenie jest dowodem na dobrą formę finansową miasta. Zapotrzebowanie na pracę młynarzy było zawsze duże. Krótko, w czasach Insurekcji Kościuszkowskiej był na Pólku również młyn prochowy. Firma produkująca proch strzelniczy. Proch czarny to mieszanina zawierającą 75% saletry potasowej, 15% węgla drzewnego i 10% siarki. Produkcja polega na drobnym zmieleniu tych trzech składników, dokładnym ich wymieszaniu i zlepieniu dla uzyskania możliwie trwałych jednorodnych grudek. Produkowano proch czarny w młynach ze stęporami podnoszonymi kołem wodnym.
Właścicielami piaseczyńskiego młyna na przełomie XIX I XX w była rodzina Grabau i do końca jego istnienia nazywano go… Młynem Grabau, nawet wtedy, gdy od lat był magazynem GS.
Rodzina Grabau przybyła do osady Pólko prawdopodobnie w pierwszej połowie XIX wieku, o czasie tym świadczą zapisy w piaseczyńskich księgach parafialnych. Szczególnie ciekawy jest akt małżeństwa Bronisława Erazma Grabau z Wandą Dargiewicz, mówiący o tym, że Bronisław urodził się we wsi Pólko, a panna młoda była ze Skolimowa. Ślub odbył się w 1894 w Skolimowie. Siostry Bronisława, Zofia, Karolina, Jadwiga, Cecylia, wyszły za mąż za: Bonifacego Kreczmara z Warszawy, Jana Orłowskiego z Chojnowa i Tadeusza Skrzypińskiego z Warszawy (był mężem Jadwigi i Karoliny, oczywiście w różnym czasie). Bronisław Grabau pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Piasecznie. W innym grobie odnajdziemy Marię Grabau.
Grabauowie byli kolonistami niemieckimi przybyłymi na teren Mazowsza na początku XIX wieku. Większość kolonistów, która osiedliła się w okolicach Piaseczna była z Badenii- Wirtembergii lub z Westfalii. Jacek Mrówczyński, który wnikliwie badał losy kolonistów niemieckich z okolic Piaseczna, uważa, że rodzina Grabau przybyła z Meklemburgii i na początku osiedliła się w okolicach Łodzi (Nowosolna). Poszukując krewnych właścicieli młyna na Pólku, znajduję kilka osób mieszkających w Warszawie. Na Nowym Świecie był na początku XX wieku zakład zegarmistrzowski należący do zegarmistrza o nazwisku W. Grabau. Ślady wiodą też do Jeziornej. W 12 czerwca 1859 roku Tomasz Chmielewski pracownik fabryki papieru w Jeziornej, ożeniony z Matyldą Grabau, w obecności świadków, dyrektora w fabryce papieru Henryka Segno i wójta Hipolita Karczewskiego, zgłosił narodziny córki Emilii Felicji. Chrzestnymi małej Emilii byli: Emilia Grabau i Henryk Segno.
Na mapach okolic Piaseczna z początku XX wieku w miejscu osady Pólko widnieje nazwa GRABY. Nazwa dawno zapomniana, szkoda, bo ciekawa i jak sądzę związana z rodziną Grabau. Nie dziwi mnie też fakt, że opowiadano o tym miejscu ciekawe historie. W wielu kulturach młynom przypisuje się magiczne lub diabelskie moce. Młynarze, choć budzili spory szacunek miejscowej ludności, byli postrzegani jako skąpcy, czarownicy i ludzie mający konszachty z siłami nieczystymi. Wykształcony młynarz był po trosze kupcem, cieślą, stolarzem, bednarzem, konstruktorem i księgowym. Jego wyposażenie materialne było nieporównywalnie lepsze niż pozostałych mieszkańców miasteczka czy wsi. W pojęciu prostego chłopa młynarzowi posiadającemu młyn wodny pomagał mieszkaniec topieli wodnych – wodnik. Wodnikowi składano dary jeszcze na początku XX wieku. Młynarzom młynów wietrznych przypisywano magiczną moc opanowywania sił przyrody, aby zarobić musiał usłyszeć wiatr. Stąd powiedzenie „czujny jak uszy młynarza”. Rodziny młynarzy trzymały się razem, jak w przysłowiu – „jak się żenić, to równo – młynarz z młynarzówną”.
Młyn Grabau spłonął w wielkim pożarze na początku lat 70. XX wieku. Należał wtedy do Gminnej Spółdzielni i pełnił wówczas funkcję magazynu. Od dawna nie zatrudniano w nim młynarzy. Chodziły słuchy, że ktoś go podpalił umyślnie. W jednym czasie w okolicy Piaseczna spłonęły jeszcze dwa podobne magazyny z identyczną zawartością, co sugerowało umyślne działanie. Po pożarze jeszcze długo można było zobaczyć zgliszcza młyna, można też było zobaczyć rowerzystów z przemalowanymi ramami rowerów, ponoć łup zdobyczny w czasie pożaru.
600-letnia tradycja budowania i utrzymywania młyna w okolicach Pólka zakończyła się jak już pisałam pożarem. Zniknął budynek. Gdzie zniknęli piaseczyńscy Grabauowie? To proste, tak się dzieje wtedy, gdy w rodzinie rodzą się same dziewczynki.

fot.Jacek Mrówczyński

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama