Gołkowskie opowieści – bitwa

0
1162

Gołków, miejscowość dawnymi czasy oddalona o kilka kilometrów od Piaseczna, dziś jest w większości jego częścią. Ciekawe historycznie miejsce. W pamiętnikach z XVIII i XIX w. znajdziemy zaskakujące wydarzenia, które tu miały miejsce. Szczególnie te, których osią jest dwór w Gołkowie. Pałacyk bankiera królewskiego Teppera z XVIII wieku zaliczany był do miejsc, w których Stanisław August Poniatowski lubił odbywać obiady czwartkowe, stanowił ulubione miejsce zabaw dworu królewskiego. W 1794 roku Gołków i jego mieszkańcy byli świadkami bitwy, której finałem było spalenie pałacu myśliwskiego w Piasecznie. Nasze miasto kolejny i nie ostatni raz poniosło duże straty w wyniku chciwych zamiarów państw ościennych. Insurekcja Kościuszkowska przyniosła nam pożogi i śmierć. Dowódcą wojsk polskich w bitwie pod Gołkowem był gen. Józef Zajączek, dowodzący dywizją liczącą 7600 żołnierzy. Rosjanie dowodzeni byli przez Iwana Fersena (około 13000 żołnierzy). Grupa idąca na Piaseczno pod wodzą Fiodora Denisowa 9 lipca spotkała się z Polakami na polu bitwy pod Gołkowem.

Iwan Fersen miał w zwyczaju palić miasta i wsie, w okolicach Kozienic spalił 50 wsi i pałac myśliwski króla w mieście, piaseczyński pałac nie miał szans przetrwania.

Teatr wojny – 9 lipca 1794 r.

W czasie, gdy trwa bitwa pod Gołkowem, gen. Mokronowski uderza pod Błoniem na wojska pruskie i po zaciętej potyczce zmusza je do ustąpienia z placu boju. Wojsko pruskie ostrzeliwuje armię Kościuszki idącą pod Warszawę. Sierakowski stacza potyczkę z Moskalami pod Raszynem. Sulistrowski ściera się z Moskalami pod Janiszkielami. Patrole Mokronowskiego – z patrolami pruskimi pod Zaborowem. W bitwie pod Gołkowem raniony artylerzysta wołał: „Umieram! Ale mi słodko umrzeć dla kochanej Ojczyzny!“ Tego dnia szczególnie zasłuży się wicebrygadier Józef Kopeć.

Artyleria wojska regularnego podczas powstania Kościuszki, rys.Walery Eliasz

Bitwa pod Gołkowem w pamiętnikach wicebrygadiera Józefa Kopcia

„Generał Zajączek, obróciwszy na trakt krakowski, zajął stanowisko zwane Gołków, gdzie kilka dni wojsko polskie po batalii szczekocińskiej rasztakowało. To położenie jest leśne, a korpus nasz w następnym do boju był uszykowany porządku. Po lewej ręce mieliśmy krętą z wyniosłymi brzegami rzekę (Jeziorka), o którą opierało się lewe nasze skrzydło. Błotnisty grunt za rzeką czynił ten punkt niedostępnym i obejście skrzydła niemożliwe. Środek naszej linii był na dość równy polu ustalony; składał się z trzech regimentów piechoty i dwóch linii kosynierów, wzmacniała ich artyleria mniejszego kalibru i jedno duże działo 12 funtowe. Prawe skrzydło opierało się o niewielki las, za którym się rozciągały obszerne błota i trzęsawiska. W linii trzeciej za środkiem stali kosynierzy. Wyszkowski komenderował kawalerią na lewem, a ja na prawem skrzydle.

Postrzegliśmy naprzód na górach panujących nad lasami blask bijący od oręża piechoty nieprzyjacielskiej. Nieprzyjaciel posuwając się w szyku bojowym, odkomenderował z prawego swego skrzydła małe oddziały piechoty i kawalerii celem obejścia naszego skrzydła, ale było dobrze chronione. Gen. Zajączek polecił nam przemieścić się z jednym szwadronem z lewego skrzydła i udać się na trzecią linię. Gen. Denisow dostrzegł ten manewr i posłał pułk konnych strzelców, który uzbrojony w lance, czarne mając lederwerki, czarne kaszkiety i kitki, mało co różniący się od mojej brygady umundurowaniem był trudny do odróżnienia.

W finale zostaje przywrócony porządek na prawem skrzydle naszej linii, jednak generał Denisów, korzystając z chwilowego zamieszania, zbliżył się na 200 prawie kroków od linii naszej. Tu się dopiero rozpoczął ogień piekielny z obu stron; piechota nasza i artyleria, kierując swe wystrzały do żołnierzy Denisowa zasłała plac pobitymi nieprzyjaciółmi. Jęk wielkiej liczby rannych i szczęk broni zagłuszał huk wystrzałów, całe szeregi nieprzyjacielskich kolumn padały ofiarą dowodzącego Denisowa, który nareszcie widząc pomnażającą się trwogę swoich zarządził odwrót. Mieliśmy dwie godziny na pochowanie poległych”.

Żołnierz z regimentu jenerała Wodzickiego. rys, z nat. M. Stachowicz

Z raportu gen. Zajączka (opracowanie)

„Dnia 9 Lipca o godzinie jedenastej pokazali się kozacy. Z południa spostrzegliśmy korpus nieprzyjacielski ciągnący ku lasowi. Skoro nieprzyjaciel uszykował się zaczął kanonadę, a po kilku wystrzałach zaczął się cofać do lasu, ścigać go więc nie mogłem. O 5-tej z południa pokazał się powtórnie i uderzył na naszych, lecz tak dobrze był przyjętym od bateryi i ręcznej broni pierwszej linii, iż po 5-cio godzinnem usiłowaniu z znaczną swoją stratą ustąpić musiał. Wtenczas gdy korpus atakował nas z przodu, oddzielne komendy z prawego flanku i z tyłu zaczęły wpadać na nas i mieszać drugą linią; ale odparte zostały. Najwięcej raził ich major Oberstyński, z brygadą

Madalińskiego i półbatalion piechoty regimentu Działyńskiego pod komendą majora Lipnickiego, gdzie też na pobojowisku najwięcej trupa znaleźliśmy. Nieprzyjaciel w rejteradzie zmieszany, szykował się nocą, jak wnosić można z ustawicznego ruchu, który się dał słyszeć nad ranem. Koło godziny 3-ciej awansował ku nam. Zbliżywszy się na wystrzał armatni kanonadę rozpoczął. Baterye nasze miały dziś ten awantaż że już kurz nie przeszkadzał do celnego strzelania. Armata ukryta we dworze raziła kolumnę awansującą przez wieś i przymusiła ją do cofnienia się. Przez 2 godziny stał nieprzyjaciel niemal w jednym miejscu pod kanonadą. O godzinie 6-tej nadszedł sukurs nieprzyjacielowi z artyleryi, kawaleryi i piechoty. Z tego uformowawszy drugą linią, wysłał jedne kolumnę dla przeskrzydlenia naszego prawego skrzydła, a drugą lewego. Znaczna liczba kozaków nad wodą dla wzięcia nam tyłu pokazała się. Gdy z układu wojennego wypadało mi rejterować, ruszyłem o pół do 8 z rana. Brygadyer Wyszkowski zakrywał rejteradę i zręcznie cisnącego nieprzyjaciela wstrzymywał. Ile razy miejsce pozwoliło robił front, a armatami celnie dyrygowanemi strasznie raził nieprzyjaciela, po kilka razy przymuszając tę ogromną linię, która szła za nami, do ucieczki w pełnym galopie. Mamy w tej akcyi zabitych 7. officerów, 5. towarzystwa, 2. unterofficerów, 115. gemejnów ; rannych 5. officerów, 2. unterofficerów, 78. gemejnów. Zabłąkanych od strzelców i pikienierów 100. Pod brygadyerem konia zabito.

Ile sądzić mogę strata nieprzyjaciela do 500 dochodzi, drugie tyle rannych, bo jego artylerya mało nam szkodziła, gdy przeciwnie nasze wystrzały nie były daremne”.

Plakat odezwy z 1794 r. fot: Biblioteka Narodowa

Epilog

Karol Kniaziewicz uratował furaże, z całym zaopatrzeniem i bagażami przedostał się przez Piaseczno, za co został awansowany przez Kościuszkę do rangi generała. Piaseczno i okolice doszczętnie złupione przez dziesięciolecia nie podniosą się ze strat, pałac nigdy nie zostanie odbudowany. Do dziś nie ustalono, gdzie zostali pochowani polegli w bitwie.

Ciąg dalszy nastąpi

Czytaj również: Karol Kniaziewicz czyli patroni piaseczyńskich ulic (2 części)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię