Gdzie się podziały brylanty z banku Landaua?

124

Pisząc tę opowieść zastanawiam się: czy Piaseczno powinno się szczycić, że wszystkie drogi tej niezwykłej historii prowadzą do naszego miasta? Raczej nie! Ale opowieść jest ciekawa, złodzieje imponują sprytem i bezczelnością, niebywałą fachowością w „zawodzie” kasiarza i są na pewno inspiracją do wielu filmów i książek. Dzieła o tej tematyce w każdej epoce znajdują swoich wielbicieli. Nie jest zaskoczeniem dla mnie to, że fikcyjni bohaterowie, jak choćby Henryk Kwinto, Gustaw Kramer, Duńczyk z filmu „Vabank” Juliusza Machulskiego, czy słynny złodziej Arsène Lupin, stworzony przez pisarza Maurice’a Leblanca, fascynowali widzów i czytelników. Znane wszystkim wymienione postaci miały swoje pierwowzory w osobach żyjących naprawdę. Stanisław Cichocki, posługujący się pseudonimem Szpicbródka, żył naprawdę, był bohaterem wielu filmów i książek. Scenariusze do filmów powstawały na kanwie prawdziwych wydarzeń. Jaką rolę w jednej z tych prawdziwych historii odegrało Piaseczno – opowiem. Może ktoś kiedyś napisze o tym scenariusz, a może powieść kryminalną.

Bank Landaua

Gabinet dyrektora banku Landaua fot: „Przegląd techniczny” z 1907 r.

Bank firmy bankierskiej Wilhelma Landaua mieścił się przy ul. Senatorskiej 42 w Warszawie (dziś pod nr 38). W tymże gmachu równo sto lat temu miały miejsce największe w czasach międzywojnia włamanie do sejfu i kradzież bajecznych skarbów, a plan całego przedsięwzięcia powstał w Piasecznie, w dzielnicy letniskowej Rejtany.

Budynek banku przetrwał zawieruchy wojenne i jest przykładem urokliwej secesji w sztuce architektonicznej. Gdy w 1945 r. Warszawa była w gruzach, nad pustynią zniszczeń wojennych królowała wieża budynku, a raczej niezwykła kopuła. Dlaczego Niemcy w szale niszczenia oszczędzili ten budynek? Zapewne znajdzie się uzasadnienie, ale nie o tym jest ta opowieść. Kopuła nad ryzalitem zniknęła po 1951 r., gdy do dzieła zniszczenia zabrała się głupota rządzących Warszawą. Gmach banku został pobudowany na początku XX w., projekt wyłoniono na drodze konkursu. Z nadesłanych do konkursu pięciu projektów większością głosów wyłoniono dzieło warszawskiego architekta Stanisława Grochowicza. Na podstawie tych pięciu zamysłów konkursowych, firma bankierska Landaua powierzyła architektowi Gustawowi Landau-Gutenteger z Łodzi opracowanie ostatecznego projektu. Postawiono kilka warunków co do wyglądu poszczególnych pomieszczeń. Dla tej opowieści ważne będzie pomieszczenie skarbca dla publiczności, zaprojektowane i zrealizowane w podziemiach gmachu. W „Przeglądzie technicznym” z 1907 r. odnalazłam projekt i opis pomieszczeń skarbca i wskazuje on na to, że włamanie się do tego pomieszczenia było niemożliwe. Oto opis: „Wokoło skarbca znajduje się korytarz dla kontroli i komunikujący się z mieszkaniem dozorcy. Mury, grubości 0,72 m, otaczające skarbiec, jak również i podłoga wykonane zostały z betonu z szabru granitowego; strop, przykrywający skarbiec, żelazobetonowy systemu MATRAY 40 cm grubości, ze żwiru i siatki drucianej 10 mm grubej. Wszystkie ściany, strop i podłoga wyłożone są płytami pancernymi, grubości 10 mm, ze stali Siemens-Martin i Compound; połączenie pojedynczych płyt ze sobą wykonano dla większej trwałości w sposób, wskazany na rys. 8 w przecięciu poziomem, skutkiem czego uniknięto osłabienia

Plan podziemia fot: „Przegląd techniczny” z 1907 r.

płyt przez nity. Drzwi, prowadzące do skarbca, są kasowe, grubości 260 mm i wiszą w ramie stalowej o przekroju stopniowym, zamurowanej w murze. W dzień drzwi zamykane są kratą z prętów stalowych 26 mm grubości. Pancerz, przykrywający podłogę, zalany jest betonem i przykryty linoleum. Wszystkie ściany wewnętrzne otynkowano dla uniknięcia wilgoci zaprawą wapienną, nie zaś cementową. Oświetlenie skarbca odbywa się za pomocą wyłącznika (kontaktu) przez otwarte drzwi; skarbiec przewietrza się wiatraczkiem elektrycznym. Wysokość skarbca w świetle równa się 3,30 m, powierzchnia skarbca równa się 40,70 m2. W skarbcu ustawiono: 6 szaf stalowych, wysokości 2,30 m, o 650 kasetkach stalowych różnej wielkości”. W 1920 roku, gdy dokonano obrabowania skarbca, kaset było ponad 1000. Podstawowym pytaniem do rozwikłania zagadki napadu jest: czy złodzieje mieli szczegółowy plan banku, czy byli jego klientami? Moim zdaniem tak, a cała operacja była dopracowana mistrzowsko w najdrobniejszych szczegółach. Prasa z 1920 r. niewiele pisze na ten temat, bo miała mało informacji, banki strzegły swoich tajemnic, a kasiarze umieli trzymać „gęby na kłódki”. Ponieważ napadu dokonano w czerwcu 1920 roku, mogłam ustalić, co robili mieszkańcy miasta w tym czasie i jakie wydarzenia zajmowały policję. Warszawa przygotowywała się do odparcia nawałnicy sowieckiej. Większość społeczeństwa była zaangażowana w wojnę z Sowietami. Sprawdziłam też, co robili w tym czasie mieszkańcy piaseczyńskich Rejtan. Okazuje się, że albo zgłaszali się do wojska, albo – tak jak sam właściciel Rejtan Bronisław Gałczyński, a pisze o nim w Dziennikach pisarka Maria Dąbrowska – zatrudnieni byli w instytucjach planujących obronę stolicy. „Bronek Gałczyński także w kurtce wojskowej pracuje w propagandzie” – pisze Dąbrowska. W takiej scenerii dwaj panowie o wyglądzie arystokratów, bardzo eleganccy, budzący zaufanie, włamali się do skarbca banku.

Początek historii

Skarbiec dla publiczności w banku Landaua fot: „Przegląd techniczny” z 1907 r.

Pod koniec marca 1920 roku do administratora domu przy ul. Rymarskiej przybyli dwaj wytworni panowie, przedstawili się jako Szulc i Kamiński i poczęli pertraktować z właścicielem nieruchomości wynajęcie szopy na luksusowy garaż dla kilku samochodów. Umowę zawarto bez przeszkód. Szulc i Kamiński sprowadzili z zagranicy bardzo kosztowne i nowoczesne narzędzia do przeprowadzenia remontu. W trakcie prac okazało się, że potrzebna jest obszerna piwnica na zmagazynowanie w niej pojemników z benzyną. Administracja domu zgodziła się na wykopanie piwnicy, zgodę wydano w formie zezwolenia pisemnego. Praca nad „urządzeniem piwnicy” trwała do 15 czerwca, poczynania panów Szulca i Kamińskiego nikogo nie dziwiły, ich działań nie kojarzono z sąsiadującym bankiem.

Gdy 28 czerwca pracownicy banku przyszli do pracy, a był to poniedziałek, okazało się, że drzwi do skarbca nie otwierają się. Po trwających kilka godzin próbach ktoś wpadł na pomysł, aby zrobić pod drzwiami podkop. Gdy zrealizowano ten pomysł stwierdzono, że drzwi zasypane są ziemią.

Wówczas dyrektor banku zawiadomił policję. Gdy policja przybyła na miejscu, dwaj rabusie byli już w Piasecznie na Rejtanach i dzielili łupy.

CDN