Filantropi i pauperzy

0
314

Pukanie do drzwi. Na uprzejme zaproszenie gospodyni nie ma reakcji, drzwi ani drgnęły, tylko lekko poruszyła się klamka.

Gospodyni zagląda do sieni. W mroku pomieszczenia stoi „obraz nędzy i rozpaczy” – stara kobieta. Nie zapomnę tej żebraczki w łachmanach do końca życia. Przychodziła regularnie co kilka tygodnia, czasami z dłuższą przerwą. Milcząca, jakaś skurczona i zupełnie z innej epoki. Wyglądała jak Jędza z bajki o Jasiu i Małgosi. Nigdy nie dowiedziałam się, kim ani skąd była. Nikt jej nie wyrzucał ani nie dyskutował o niej i z nią. Dostawała złotówkę w garść, przyglądała się przez chwilę i odchodziła. Na moje pytanie kim jest ta pani, dorośli odpowiadali – „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Dlaczego wszyscy na jej temat milczeli? A może nie było w tym tajemnicy, tylko zwyczajny los żebraczy? Pamiętam też kilku żebraków pod kościołem św. Anny w Piasecznie w dzień odpustowy, zjeżdżali do miasta, licząc na sowite jałmużny. I tak było od zarania dziejów człowieczych. Zajrzyjmy w wiek XVI i XVII.
Czas przedświąteczny to czas dla filantropów. Jakimi motywami kierowano się, dbając o biedne rodziny, trudno powiedzieć, być może była to zwyczajna potrzeba serca, moda (trwająca wieki całe), obyczaj albo też chęć uzyskania zbawienia wiecznego, jedno jest pewne – fundatorów było wielu. Kościoły, możnowładcy, władza świecka, fundacje wywodzące się z cechów rzemieślniczych i nie tylko itd. chętnie wykładały fundusze na cele charytatywne. Fundowano stypendia, utrzymywano szpitale i przytułki, przy okazji świąt kościelnych rozdawano jałmużny. W Piasecznie w wiekach średnich duża rolę odgrywały wspólnoty rzemieślnicze. Cechy miały obowiązek w czasach kryzysu wspierać rodziny rzemieślników, którym nie sprzyjała fortuna. W XV wieku na terenie miasta było około 15 profesji pozarolniczych. Większość profesji tworzyła swoje cechy – szewców, kuśnierzy, krawców, balwierzy, stolarzy, piwowarów i bednarzy itd. Organizacje dbały o swoich przynależnych.
W czasie epidemii miasto utrzymywało miejsce izolacji dla chorych. Tworzono szpital dla biedniejszych mieszczan. Z dokumentów wizytacji biskupa Goślickiego w Piasecznie w 1603 roku dowiadujemy się, że w czasie tragicznego pożaru Piaseczna ocalał szpital, przeniesiony do nowego budynku jeszcze przed pożogą. Spaliły się budynki sąsiedzkie starego szpitala będące tuż obok kościoła. Były to budynki zamieszkałe przez prebendarza. Informacja ta potwierdza istnienie opieki zdrowotnej w Piasecznie. Szpital był płatny, ale też fundusze z datków społecznych były istotne.
Żebrakom dawano pracę przy opiece nad chorymi i przy uroczystościach pogrzebowych, za grosze myli zmarłych, czuwali przy zwłokach i asystowali grabarzom.
Członkowie cechów mieli pierwszeństwo do miejsca w szpitalu, dostęp do skrzynek św. Mikołaja, stypendiów. Pierwsza skrzynka św. Mikołaja powstała w Krakowie w XVI wieku. Pomysłodawcą był Piotr Skarga. Św. Mikołaj patron ubogich, cnotliwych dziewcząt, posłużył jako pomysł działalności charytatywnej. Dziewczętom, które otrzymały rekomendację z parafii, dawano posag z mikołajowej skrzyneczki. I w tym przypadku pierwszeństwo miały biedne córki rzemieślników cechowych.
Ciekawostką, dla historii naszego powiatu, jest utworzony przez królową Marię Ludwiką Gonzaga tzw. Instytut Św. Kazimierza, będący pod zarządem Sióstr Miłosierdzia Św. Wincentego a Paulo, znanych Szarytek nazwa od francuskiego słowa charité (czyt. szarite) co znaczy miłosierdzie, który praktyczną działalność rozpoczął w 1659 r. Przywileje dla zakonu potwierdził w późniejszych czasach Jan III Sobieski. W 1677 roku, podczas zarazy morowej siostry opiekowały się 4 tys. chorych w Warszawie. Zakład ten mieścił się przy ul. Tamka (przetrwał do powstania warszawskiego, potem odbudowany). Pierwotnie miał on być sierocińcem dla ubogich dziewcząt. Instytut Św. Kazimierza został bardzo hojnie uposażony przez fundatorkę królową Marię Ludwikę. Podarowała mu: Kamieniec Mazowiecki, folwark Kałęczyn, dobra Pęchery (nabyte przez królową w 1662 r.), a także majątki: Rusów, Bogatki, Grodzów, Jazgarzew. Czy Rusów i Grodzów to Runów i Grochowa? Prawdopodobnie. Przykładem królowej Marii Ludwiki szli inni i datki w formie darowizn płynęły na działalność zgromadzenia szerokim strumieniem. W różnych epokach zakład przezywał wzloty i upadki z powodu rozporządzeń władz. Byłam w Łbiskach gościem sióstr szarytek w 1991 roku, jeszcze w starym, drewnianym budynku szkoły. Wzorowo prowadzony zakład zrobił na mnie ogromne wrażenie. Praca imponująca. Gościnność sióstr wzruszająca, staropolska. Czytam na stronie zakładu w 2015 roku: „W Ośrodku przebywają dzieci i młodzież niepełnosprawna intelektualnie w stopniu umiarkowanym bądź znacznym w wieku od 7 do 24 lat. Św. Wincenty a Paulo i św. Ludwika de Marillac, nasi Założyciele, czuli się wezwani i przynagleni Miłością Chrystusa do niesienia pomocy potrzebującemu człowiekowi. Również dziś Zgromadzenie kontynuuje tę misję”. Nic dodać. 400 lat tradycji!
Inną postacią godną omówienia w temacie filantropii jest dziekan kolegiaty warszawskiej Jan Raciborski herbu Rawicz. Był twórcą fundacji Dawidy (w 1628 roku). Fundacja zajmowała się fundowaniem stypendiów dla ubogiej młodzieży z Mazowsza. Pieniądze na zasilania fundacji początkowo szły z dóbr Raciborskiego, czyli wsi – Dawidy, Łady, Folwarkowo, Skubie i Jeziorki. Zarząd fundacji stanowili: władze kolegiackie z urzędnikami sądowymi. Raciborski zapisał się w historii Piaseczna jako fundator dofinansowania (środki ze wsi Zgorzała) szpitala w Piasecznie i szkoły kolegiackiej dla młodzieży mającej zamiar studiować. Raciborski to postać niezwykła, ksiądz, a trochę watażka, zasługuje na osobną opowieść.
Coroczne święto narodzin Syna Bożego było w naszej tradycji zawsze przypomnieniem o tych, którzy z racji urodzenia, miejsca w społeczeństwie, złego losu potrzebują pomocy. I zawsze byli tacy, którzy tym, co mają podzielić się z nimi pragnęli.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię