Echa przeszłości

275

Piaseczno jest miastem, w którym wystarczy wbić w ziemię łopatę na głębokość metra, żeby trafić na historyczne znalezisko: a to ratusz, a to austerię ze szczątkami srebrnej zastawy stołowej, a to fundamenty barokowego pałacu. Zastanawiam się, co znaleziono w czasie budowy rządowego traktu od Warszawy do Puław? Jak wiadomo, ulica Puławska bierze swoje początki w XIX wieku, a ściśle mówiąc w 1825 roku, kiedy został ukończony puławski trakt, droga bita o znaczeniu strategicznym dla rządu carskiego. Droga była tak wyznaczona, że miała tylko dwa zakręty i wypadła akurat przez centrum Piaseczna. W tych czasach Puławy nazwano Nową Aleksandrią stąd droga bierze nazwę „trakt nowoaleksandryjski”. Przed 1825 r. Piaseczno było zabudowane zupełnie inaczej, a ponieważ trakt był tak wyznaczony, że musiał biec przez centrum Piaseczna, powstała nowa ulica nazwana Aleksandryjską (dzisiejsza ul. Kościuszki). Budowa traktu spowodowała wyburzenie domów stojących na drodze planowanej inwestycji i – co się z tym szło – zmianę kształtu, numeracji i lokalizacji działek. Można powiązać tę inwestycję z dwoma wydarzeniami, których wspólnym mianownikiem były zmiany urbanistyczne miasta i budowa drogi.

Posąg króla Kazimierza Wielkiego

Pod koniec XIX wieku w wielu czasopismach ukazała się notatka na temat pewnego posągu. W Tygodniku Ilustrowanym z października 1898 r. czytamy: „Posąg Kazimierza Wielkiego. Przy ulicy Grzybowskiej pod nr 24, na podmurowaniu studni, stoi jeden z zabytków starożytności. Posąg wyobraża, o ile się zdaje, króla Kazimierza Wielkiego. Na głowie ma koronę, a w ręku jabłko. Postać cała nosi na sobie ślady czasu: korona, zarówno jak i ręka, dźwigająca berło, jest uszkodzona. Obecnie plac, gdzie stoi posąg, ma być zabudowany”. Te informacje zainspirowały historyków do odtworzenia historii figury. Otóż posąg ten został znaleziony w 1823 roku podczas budowy traktu nowoaleksandryjskiego pod Piasecznem, w okolicy Lesznowoli. Ówczesny dyrektor zarządu dróg w Królestwie Franciszek Jarosław Christiani, zdając sobie sprawę z wartości kamiennej rzeźby, ofiarował posąg Towarzystwu Warszawskiemu Przyjaciół Nauk. W 1824 roku Stanisław Staszic ogłosił na spotkaniu członków TWPN, skąd pochodzi rzeźba i kto ją ofiarował. Gdy wybudowano przy Krakowskim Przedmieściu gmach dla TWPN, posąg króla ustawiono w atrium. Stał sobie król w przedsionku razem z „Babą chęcińską”, „Pątnikiem” i „Śpiącym rycerzem”, do 1832 r., kiedy zlikwidowano TWPN. Zbiory pojechały a to do Petersburga, a to do biblioteki głównej, a to w nieznanym kierunku. Na szczęście Jan Przygocki, właściciel gruntu przy ul. Grzybowskiej 24, zakupił posąg i ustawił go na swojej posesji. Figura jest wymieniana w inwentaryzacjach posesji w 1860 r. I tak mijały lata, król coraz bardziej był zasłaniany gruzem i śmietnikiem, aż w początku XX w. niejaki pan Thursz, nowy właściciel posesji, uświadomiony o wartości figury, odrestaurował ją, dokleił brakujące elementy i ogrodził kratą. Gdy postanowiono zabudować miejsce, w którym stała rzeźba, posąg Kazimierza Wielkiego oddano do Muzeum Warszawy i tu się kończy moja wiedza o tym, gdzie obecnie król przebywa; prawdopodobnie jest w bezpiecznym miejscu, z przypisanym numerem katalogowym. Na szczęście pozostały fotografie. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, skąd się wzięła rzeźba na drodze pod Piasecznem i dlaczego ją tam zakopano? To pytanie zadają wszyscy, którzy zainteresowali się kamiennym posągiem. Zakopano go, bo obawiano się zniszczenia posągu przez np. żołdaków rosyjskich, a może szwedzkich? Nie było czasu na wywiezienie jej w bezpieczne miejsce? W 1794 r. płonął dewastowany i równany z ziemią pałac saski w Piasecznie. Może to wtedy? Przed pałacem stała postawiona na prośbę królowej Marii Józefy Habsburg, córki cesarza Józefa, niezwykle cenna rzeźba św. Józefa, która zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy ktoś ratował co cenniejsze rzeczy z pałacu piaseczyńskiego i jego otoczenia, zakopując je w ziemi? Jest jeszcze trzecia rzeźba, posag Fortuny, do niedawna ulokowana w niszy dworku Poniatówka. Czy też należała do zabytków z pałacu? Wreszcie – czy opisywany posąg był na pewno poświęcony Kazimierzowi Wielkiemu, może chodziło o innego władcę? Pytania, pytania, pytania… Gdyby ktoś odnalazł ponownie posąg Kazimierza Wielkiego, można by przeprowadzić badania, byłoby mniej tajemnic i pytań.

Dom u zbiegu ulic Kościuszki i Sierakowskiego

Echem przeszłości jest też nieistniejący dziś dom, stojący niegdyś przy ul. Kościuszki (dawniej ul. Aleksandryjska) i ul. Sierakowskiego (dawniej ul. Krakowska). W czasie wyznaczania ul. Aleksandryjskiej, u zbiegu z ul. Krakowską powstała czworokątna działka. W jej rogu wybudowano w 1910 r. dom, który przez jakiś czas pozostał obiektem wolnostojącym. Front murowanego domu był zwrócony na niewielki plac zwany „małym rynkiem”. Architekt domu nie jest znany. Wydaje się, że od początku budynek miał funkcję usługową, były tu zaprojektowane sklepy i herbaciarnia. W zamyśle budowniczego dom ten miał pełnić funkcję zajazdu dla przejeżdżających przez miasto i chcących tu odpocząć przed wjazdem do stolicy. W późniejszym czasie dom rozbudowano i przybrał kształt litery L. Piętrowa kamienica od strony ul. Kościuszki została zbudowana dużo później, na wydzielonej niewielkiej działce i została połączona wąskim przejściem z budynkiem pierwotnym. Część strychu interesującego nas budynku adaptowano na cele mieszkaniowe. Posesja do 1939 r. należała do Michała Lejbradta. W latach powojennych istniał tu kultowy sklep o dowcipnej nazwie „Malinka”, pachnący landrynkami i tanim winem. Przed wejściem do sklepu piętrzyły się drewniane skrzynki z pustymi butelkami po oranżadzie. Zawsze tu można było kupić kruche ciastka w pudełku, kawę i „inne delikatesy”. Obok istniał sklep z telewizorami, radiami i antenami. Od strony ul. Sierakowskiego było biuro kominiarzy i często na schodkach przy wejściu można było zobaczyć dwóch braci kominiarzy, ubranych w mundury przynależne ich zawodowi. Był tu też elegancki sklep z biżuterią, firmowany przez znanego w mieście jubilera – ale to już inna opowieść.