Dzieci marca 1968

„Nie chcę przykładać ręki do dalszej nienawiści, obojętnie z której strony, i jeśli to oznacza, że mam zapomnieć o moich – naszych – krzywdach z przeszłości, so be it”. Henryk Dasko

 

Tło wydarzeń

Od czego mam zacząć tę – dla mnie nigdy do końca niezrozumianą – wielowątkową historię? Przypominam sobie wydarzenia marca 1968 r. doskonale; jako uczennica ósmej klasy szkoły podstawowej w Piasecznie, próbowałam zrozumieć, co się dzieje. U mnie w domu huczało od polityki, ciągle mam jeszcze w uszach pisk łapanej radiowej fali Radia Wolna Europa i widzę mojego ojca, jak podskakuje nerwowo na krześle, gdy głos spikera nagle zanika. Skąd te nerwy? Ano stąd, że ojcu zależało, dotrzeć do prawdy, bo media w kraju nie były wiarygodne. Na ustach wszystkich było hasło „prasa kłamie!”. Rozczarowanie obietnicami października 1956 r., wyrażone dobitnie w 1964 r. w liście intelektualistów polskich, nazwanym „Listem 34”, w którym czytamy: „Ograniczenia przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzenie cenzury prasowej stwarza sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej”, wróżyło niepokoje społeczne. Wyrazem tych niepokojów był marzec 1968 r.. Nie mam zamiaru zastanawiać się w tym tekście nad tym, kto te niepokoje wykorzystał i do jakich celów, dla mnie najważniejsze jest to, w jaki sposób na życiu wielu tysięcy rodzin odbiła się ówczesna sytuacja polityczna w Polsce. Bo to, że Polska straciła rzesze intelektualistów, nie podlega dyskusji. Intelektualistów, którym polskie władze dały dokument wyjazdu w jedną stronę z adnotacją – „posiadacz niniejszego dokumentu podróży nie jest obywatelem polskim”. Czytelnikowi pozostawiam ocenę tego, co dziś nam z tych doświadczeń pozostało.

Początek historii

Jestem gościem w tonącym w zieleni sosen i dębów, skromnym domu Anny. Gospodyni rozkłada przede mną dokumenty z 1968 r.. Anna gdy wraca myślami do tamtych dni, denerwuje się, widać, że są to dla niej trudne do opowiadania historie, ciągle żywe. W 1968 r. miała 25 lat, mąż Tadeusz był o kilka lat starszy. O ich losie zadecydował gomułkowski system wartości. Tadeusz, dziennikarz, doskonale zapowiadający się scenarzysta. Rodzina polska pochodzenia żydowskiego, rodzice zginęli w gettcie warszawskim. Tadeusz i jego siostra, małe wówczas dzieci, cudem uratowane po ucieczce za mury getta.

Anna, żona Tadeusza, montażystka filmowa o urzekającej urodzie modelki, ekonomistka z tradycyjnej polskiej rodziny. Tadeusz – bystry, dowcipny obserwator życia codziennego w peerelu. Niedawno opublikowano jego esej o polskiej rzeczywistości, tej spod budki z piwem, sklepu monopolowego, knajpy i o niedzielnym, pokościelnym wpadaniu „na jednego”. Ten esej będzie działał jak akt oskarżenia, stanie się pretekstem dla urzędów bezpieki. Wyrok zapada – Tadeusz jest wrogiem Polski Ludowej. W zakłamanej rzeczywistości nie mogło być miejsca na prawdę o tym, że jedyne, czego nie brakowało w kraju nad Wisłą w tych czasach, to alkohol. A że brakowało całkowicie kultury jego picia, pisać nie wolno. W Pałacu Mostowskich, do którego został wezwany Tadeusz, milicjant proponuje mu inną pracę albo wyjazd z Polski, wróży i obiecuje, że w polskiej prasie nie ma miejsca dla takich jak on. Tadeusz nie był zatrudniony nigdzie na etacie, nie należał do partii, wyrzucenie go z pracy, czy organizacji nie wchodziło w rachubę. Propozycje współpracy, do niedawna liczne, nie przychodzą przez kilka miesięcy. Ponowne wezwanie do pałacu bezpieki uświadamia Tadeuszowi, że będzie coraz gorzej. Milicjant na uwagę Tadeusza, że od miesięcy nie dostał pracy proponuje mu przekwalifikowanie się na tramwajarza. Mówi: brakuje nam w Warszawie prowadzących tramwaje.

Chyba najgorszym – mówi Anna – okazało się, że coraz mniej osób ich odwiedza, zauważyła, że niektórzy znajomi na jej widok przechodzą pospiesznie na drugą stronę ulicy. Latem 1968 r. otrzymują mieszkanie spółdzielcze tuż obok dworca gdańskiego w Warszawie. Kupują wersalkę, trochę rzeczy. W sumie niedużo, bo zaczyna w nich dojrzewać decyzja o wyjeździe z Polski.

Emigracja z Polski

Tadeusz pisze scenariusze i artykuły, których nikt nie chce. Zapada decyzja o wyjeździe. Zostają złożone stosowne dokumenty, są zmuszeni do napisania podania o zwolnienie z obywatelstwa polskiego. Annie i Tadeuszowi zostają zabrane dowody osobiste i wręczone słynne książeczki z adnotacjami o pozbawieniu obywatelstwa, które są paszportami w jedną stronę. No i bilety do Wiednia. Wyruszają w podróż z dworca Warszawa Gdańska. Dostają także spis, co wolno zabrać z Polski. Ten spis leży dziś na stole, na pożółkłej kartce stemple biura celnego i wypisane rzeczy: obrus, poduszka, rzeczy osobiste, grafiki Tadeusza itd. W sumie cztery walizki. Największy bagaż to stara maszyna do pisania, okropnie ciężka. Dziś stoi na szafie w piaseczyńskim mieszkaniu, wróciła, objechawszy świat, do domu.

 W Wiedniu należało się zgłosić do Agencji Żydowskiej SOCHNUT, jeśli decydują się na wyjazd do Izraela. Po załatwieniu formalności dostają dokumenty podróżne. Zatrzymują się w Hajfie, tam okazuje się, że praca czeka na Tadeusza w Jerozolimie, gdzie zostaje natychmiast zatrudniony w radiu. Anna dość szybko znajduje pracę w biurze. Wynajmują mieszkanie, życie powoli układa się, uczą się języka hebrajskiego.

Życie codzienne na emigracji

Najgorsza jest tęsknota, to tragiczne uczucie. Kontakt z Polską jest bardzo utrudniony. Listy do Warszawy przywożone są przez znajomych z Danii, którzy często podróżują do Polski. Rozmowy telefonicznie praktycznie nie są możliwe. Należało zamówić rozmowę w centrali telefonicznej, ta z kolei wyznaczała datę kontaktu, a potem i tak rozmowy się rwały, nic nie było słychać, koszmar. W sumie przez te dwadzieścia pięć lat tylko raz Anna spotkała się z siostrą i z matką w Jugosławii, gdzie obie panie przyjechały z wycieczką Orbisu. Na pogrzeb rodziców Anna nie dostała zezwolenia na wjazd do Polski. Z rodzeństwem spotkała się drugi raz w Rumunii.

Powrót do domu

Wrócili do domu, jak mówi Anna o swoim powrocie do kraju w 1991 r., jak tylko można było wrócić. Należało napisać podanie o nadanie polskiego obywatelstwa, nie o przywrócenie. Nadanie! Mieszkanie spółdzielcze zabrano z powodu wyjazdu w 1968 r. Kupili mały, stary domek w Piasecznie. Wymagał remontu, zainstalowania wodociągu, kanalizacji i gazu. Anna jest z dziećmi w Polsce, Tadeusz został za granicą. Często przyjeżdża, ale na stałe nie chce w Polsce mieszkać. Pytam Annę o wrażenie jakie zrobiła na niej po powrocie Polska. Bez zastanowienia odpowiada – zaskoczyło mnie to, że ludzie nie uśmiechają się do siebie, nie łapią kontaktu wzrokowego. Moje dzieci wychowane za granicą też były tym zaskoczone. Stwarzamy wrażenie bardzo smutnego narodu.