Ciuchcia w czasach wojny cz. II

1 sierpnia 1944 roku. Ciągle przychodzą do mnie nowe informacje o tych, dla których ten dzień stał się tragiczny.

 

Jeszcze kilka dni temu nic nie wiedziałam o Zofii i Witoldzie Trzeciakowskich, właścicieli Pólka. Ot, wsiedli w Piasecznie do kolejki wąskotorowej właśnie 1 sierpnia 1944. Ten dzień był ostatnim dniem ich życia.

Na stacji kolejki Warszawa Południowa, 31 lipca maszynista Stanisław po raz ostatni widział małżeństwo Krupskich, mających dom przy ul. Bema w Piasecznie. Krupscy część domu odnajmowali rodzinie kolejarza, sami przyjeżdżali z Warszawy na niedzielę. Zawołali do Stanisława:  „Do zobaczenia!”. Jakby się mieli z nim spotkać w następną letnią, wakacyjną niedzielę, jak co tydzień. Oboje zostali rozstrzelani na warszawskiej Woli, nikt nie zna okoliczności ich śmierci.

Stacje kolejki, kolejarze, tłumy ludzi spieszących się w ten wojenny czas; to wszystko składa się w opowieść o kolejce grójeckiej czasów wojny.

Stacja Szopy

Starsze pokolenie mieszkańców południowych okolic Warszawy, tych korzystających z komunikacji między Warszawą a okolicami, pamięta doskonale nazwę stacji kolejki grójeckiej Warszawa Południowa lub Dworzec Południowy. Dziś te nazwy jeszcze funkcjonują, zanikają jednak i dla większości osób to miejsce nazywa się Wilanowska. Tym bardziej, że pod tą nazwą, w miejscu od kilku dekad nieistniejącej stacji kolejki wąskotorowej, jest stacja warszawskiego metra. Otóż ten węzeł komunikacyjny przy ul. Puławskiej i al. Wilanowskiej, z dużymi tradycjami i ciekawą historią, nazywał się kiedyś Szopy, od nazwy kolonii Szopy Polskie i Szopy Niemieckie, leżących w parafii Służew, włączonych w 1916 r. wraz z Mokotowem do Warszawy. Od 20 kwietnia 1943 r., czyli od momentu zmiany rozkładu jazdy pociągów WKZ, stacja została nazwana Warszawa Południowa (Warschau Süd). Decyzję o zmianie nazwy podjął niemiecki zarządca kolei Karl Jürgens. Budynek stacji został zburzony w około 2000 r. O Karlu Jürgensie wiemy dość sporo ze wspomnień kolejarzy i na podstawie dzienników, wydawanych przez zarządców kolei od stycznia 1943 r. do czerwca 1944 r. („Dziennik Służbowy Warszawskich Kolei Zachodnich i Wschodnich”). Oto jedno z zarządzeń zapisanych w dzienniku:

Przewóz aresztantów i robotników z Urzędów Pracy

26 stycznia 1943 r. Urzędom Pracy oraz innym władzom podano do wiadomości, że należy powiadomić stacje kolejki o planowym transporcie osób. Stacja poinformowana przez Urząd Pracy lub policję o planowanym transporcie osób ma obowiązek przygotować kryte wagony towarowe, bądź też, gdy zgłoszenia nie może sama załatwić (np. z powodu braku wagonów), powinna zameldować o tym Naczelnikowi Służby Ruchu lub jego Zastępcy, za pośrednictwem warszawskich dyżurnych ruchu.

To zarządzenie miało ciekawy efekt – kolejarze z powiadamianej o transporcie stacji informowali kogo trzeba i tak dość szybko społeczeństwo miasta i okolic było informowane o niemieckich zamiarach, szczególnie o planowanych łapankach. Bardzo ciekawą relację z sytuacji, jaka miała miejsce na stacji Piaseczno Miasto, można przeczytać we wspomnieniach pana Stanisława Janiszewskiego, zachowanych w archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego. Pan Stanisław w czasie wojny mieszkał w budynku stacji kolejki wąskotorowej w Górze Kalwarii, w mieszkaniu służbowym, gdyż jego ojciec był pracownikiem kolei.

 Opowieść pana Stanisława Janiszewskiego mieszkańca Góry Kalwarii

„Okres okupacji dla nas młodych był bardzo ciężki, byliśmy polowani jak zające. Gdzie się człowiek pokazał, a była obława, to już była sytuacja bez wyjścia, jeżeli się nie wywinął sprytnie spod łapanki. Byłem dwa razy złapany. Raz uciekłem z transportu kolejowego w przebraniu kolejarza. Od Góry Kalwarii wieźli nas do Warszawy, na Skaryszewską musieli nas przewieźć do punktu rozdziału. Ze względu na to, że mieszkałem na stacji, wszyscy kolejarze wiedzieli, ci w transporcie, że mnie wiozą do Niemiec. W Piasecznie podali mi torbę konduktora i górną część munduru, już bez spodni, nie było na to czasu, żeby zmieniać; dostałem też czapkę oczywiście. Wagony były tak usytuowane, że dwa były przepełnione tylko złapanymi – młodzieżą (oczywiście przewidywałem, że trzeba będzie uciekać), trzeci wagon był w połowie dla złapanych, a tylko połowa dla normalnych pasażerów. Konduktor, który podawał mi całą garderobę do przebrania, zapukał, a przy tym wejściu siedział Niemiec, nogą podparł drzwi, żeby nikt nie mógł wejść i wyjść oczywiście. Jak on zapukał drugi raz, to on wychylił się: „Co tam jest takiego?”. Mówi: „Chciałem tylko dwa słowa z kolegą Janiszewskim zamienić”. Ten Niemiec folksdojcz znał mnie, bo to był mieszkaniec Góry Kalwarii. Patrzy na mnie, mówi: „Tylko tam nic nie wykombinuj, wyjdź na chwilę, bo konduktor ma do ciebie interes”. – „Co mogę zrobić? Wyjdę i zaraz wrócę”. Oczywiście to było kłamstwo. Wyszedłem za te drzwi, po jednej stronie była ubikacja w tych wagonach, a po drugiej stronie piecyk stał, w połowie przedzielony wagon. Wyszliśmy do ubikacji, on mi podał mundur, przebrałem się szybko. On oczywiście poszedł, mnie zostawił. Czekałem, zbliżaliśmy się do stacji Warszawa. Na peronie, na pomoście kolejowym stała obstawa, mimo że to byli pasażerowie, to on pilnował, żeby młodzież nie wychodziła. Denerwowałem się bardzo, ale Warszawa się zbliża, stacja kolejowa. Znałem zasady, jak kolejarze i konduktorzy się zachowują. Wychodzę na pomost, stoi taki dryblas, patrzy na mnie, mierzy mnie. Nie zdenerwowałem się za bardzo, krzyczę: „Stacja Warszawa! Wysiadać!”. Czułem, że ma chęć mnie zatrzymać, ale szybko wyskoczyłem z tego pomostu, udałem się do budynku kolejowego na stacji Warszawa Południowa”.
Rok 1944

Zarządca, powiernik, Radca Kolei Rzeszy Karl Jürgens został zastrzelony 13 kwietnia 1944 r.; był to prawdopodobnie zamach. Zarządca był człowiekiem niebywale aktywnym i wszędobylskim, ale też dość tajemniczym, do dziś zdania na jego temat wśród historyków są podzielone. Urodził się w Hamburgu 29.10.1909 r. Jürgens był z zawodu prawnikiem, studia prawnicze skończył w Tiibingen i w Hamburgu, najbardziej interesowało go prawo kolejowe. W Dziennikach, które sam stworzył, pisano o nim we wspomnieniu pośmiertnym: „Od najmłodszych już lat Karl Jiirgens zaprzedał się ciałem i duszą kolejnictwu, a warunki i problemy kolejnictwa interesowały go jeszcze w czasach szkolnych. Bogatą swą wiedzę w dziedzinie gospodarczej i finansowej oraz w dziedzinie administracji majątkiem i nieruchomościami zdobył Jürgens w dłuższej swej praktyce u władz w Hamburgu.” CDN.