Cegła ze starej plebanii

Rozbiórka starego budynku plebanii przyniosła ciekawe odkrycie… 

 

Poszukiwacze sygnatur na cegłach, porcelanie i kaflach piecowych, czyli ogólnie rzecz ujmując na wszystkim co jest zrobione z gliny i wypalane w piecach w odpowiedniej temperaturze, w grudniu 2017 r. otrzymali nie lada jaką informację: w czasie przebudowy starej plebanii w Piasecznie znaleziono interesujące cegły z sygnaturą „S”. Cegły są doskonale zachowane i sugerują swoim wyglądem, wagą i wielkością, że mogły być użyte ponownie, czyli pochodzą z rozbiórki starszej budowli. Dzięki temu, że obecne władze gminy są zainteresowane tego typu znaleziskami, będziemy mogli wkrótce dowiedzieć się więcej na temat znalezionej cegły.

Plebania

Oczywiście pierwsze przypuszczenie było takie, że cegła ta pochodzi z pałacu Augusta III, zniszczonego w tym samym roku, co drewniany budynek plebanii, czyli w lipcu 1794 r., tuż po bitwie pod Gołkowem. Rosjanie, mszcząc się za straty w czasie bitwy, niszczyli w sposób systematyczny Piaseczno. Budynki myśliwskiego pałacu zostały podpalone, zawaliły się i nigdy nie zostały odbudowane. Prusacy, którzy na mocy postanowień rozbiorowych w 1795 r. wzięli w posiadanie Piaseczno i Chyliczki, pozwalali na dalsze niszczenie tego, co jeszcze zostało z pałacu i saskiego ogrodu. Jeśli chodzi o plebanię, istnieje kilka wersji dotyczących jej odbudowy. Przede wszystkim domysły dotyczą funduszy, czyli skąd pochodziły pieniądze na postawienie dość okazałej, wygodnej jak na tamte czasy plebanii. Historycy sugerują, iż główną fundatorką budynku była starościna Ludwika z Melinów Ryx, żona starosty piaseczyńskiego Franciszka Ryxa. Ludwika Ryxowa zmarła 15 marca 1794 r., czyli tuż przed wybuchem powstania kościuszkowskiego, plebania spłonęła w kilka miesięcy później i jeśli Ryxowa planowała przekazać fundusze na piaseczyński kościół, to raczej nie myślała o plebanii, bo za jej życia jeszcze stała. W 1803 r. probostwo piaseczyńskie objął brat Ludwiki – Franciszek Melina. Na stronie internetowej ArchWwa czytamy: „W czasie insurekcji kościuszkowskiej, w 1794 r., przez dwa miesiące, kwaterowało w kościele wojsko. Rosjanie zdewastowali jego wnętrze i spalili plebanię. Prawdopodobnie wówczas zniszczone zostały dwa ołtarze: św. Kryspina i Kryspiniana (patronów szewców) oraz Ukrzyżowanego Pana Jezusa. Nie wymieniają już ich XIX-wieczne inwentarze kościelne. Zastąpiono je przywiezionym z Warszawy w 1820 r. ołtarzem św. Augustyna oraz ołtarzem św. Aniołów Stróżów.

Z chwilą objęcia probostwa w 1803 r. ks. Franciszek Melina, przy udziale architekta Giuseppe Borettiego i budowniczego Schwarze, podjął starania zmierzające do przeprowadzenia remontu kościoła oraz uporządkowania otoczenia. Przygotowano też plany ogrodzenia przykościelnego cmentarza”. Proboszcz dysponujący majątkiem siostry mógł zadecydować, na co przeznaczyć część funduszy. Jednoznacznego dokumentu, kto był fundatorem plebanii, niestety nie ma.

 Zwiedzając dzisiejszy plac budowy, zeszliśmy do piwnic plebanii i to, co zobaczyliśmy, bardzo nas zaskoczyło. Pomieszczenie piwnicy wygląda jak lochy średniowiecznej budowli lub krypty z kolebkowymi sklepieniami z misternie ułożonej cegły. I co ciekawe? Piwnice nie są pod całym budynkiem plebani. Są zaledwie pod jej 3/4 powierzchni, co sugeruje, że pozostały po dawniej tu stojącym, mniejszym budynku pod którym były krypty. Czy jest to możliwe? To przypuszczenie wymaga
analiz archeologicznych, na dzień dzisiejszy nie otrzymamy jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Piwnice zostaną zachowane, byłoby ciekawe zrobić tam ekspozycję części zbiorów muzeum.

Do równie ciekawych elementów małej architektury wewnątrz budynku plebanii należały okiennice, zachowały się w doskonałym stanie, mają ponad 200 lat, są proste w formie, drewniane, harmonijkowe, wykładały się na glify okien. Chroniły zimą wnętrze domu przed wiatrem i mrozem, w czasie upalnego lata zamykane, stwarzały w pomieszczeniu chłód. Można było otworzyć szeroko okna i zamknąć okiennice, w ten sposób był dostęp świeżego powietrza, a jednocześnie słońce nie nagrzewało pomieszczenia. Dziś, gdy skrzydła okien otwierają się do wewnątrz, raczej trudno o taki luksus jak wewnętrzna drewniana okiennica. Smutne jest to, że znikają też z polskich starych domów okiennice zewnętrzne. Na przykład zniknęły z domów stojących przy piaseczyńskim rynku. To, co podziwiamy w architekturze Grecji, Chorwacji, Włoszech, czyli jednolity kolor dachów miast i kolorowe okiennice, jest możliwe do osiągniecia i na piaseczyńskim rynku. Jednym z tych pomysłów jest przywrócenie dawniej istniejących okiennic. Okiennice plebanii zostaną zachowane, zostały zdjęte, zapakowane i tymczasowo złożone w magazynie gminy. Zostaną wyeksponowane w nowej plebanii. Została też zachowana szafa ścienna, wykuta z ościeżnicą (ilustracja nr 2). Miejmy nadzieję, że architekt wnętrza znajdzie dla niej miejsce w nowym budynku. Szafa ta jest cennym zabytkiem sztuki stolarskiej końca XVIII wieku.

Cegła z sygnaturą

I tu mamy problem, czy to co widzimy na cegle, jest sygnaturą, czy tajemniczym znakiem w kształcie węża, umieszczonym być może prawie 270 lat temu przez strycharza z cegielni Sułkowskiego, Sanguszki, a może zupełnie kogoś innego? Na mapie z 1803 r. wokół Piaseczna cegielni jest kilka. Widzimy cegielnie w Dąbrówce Wilanowskiej, Kierszku, Gołkowie, Chylicach, Musimy poczekać na wynik badań archeologiczny wskazujących skąd brano cegłę na budowę plebanii, a 60 lat wcześniej pałacu. Oczywiście moim marzeniem i wielu z moich przyjaciół jest (i byłoby to cudownie), żeby ta cegła była z pałacu Augusta III. Czy jest starsza o te 60 lat od starej plebanii? To może potwierdzić tylko specjalista archeolog. Na razie możemy przypuszczać, że tak i są to przypuszczenia graniczące z pewnością. Być może wkrótce dowiemy się co się stało z pałacem, gdzie zostały wbudowane cegły po likwidacji ruin, chociażby te z cegielni księcia Janusza Sanguszki. A są dowody, że Sanguszko pożyczył 45 tysięcy cegieł staroście piaseczyńskiemu Aleksandrowi Sułkowskiemu na budowę pałacu saskiego do Piaseczna. Wiemy też jednak, że Sułkowski miał swoją cegielnię przy Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. I wiemy, że Janusz Sanguszko posiadał pałac w Warszawie przy ul. Wierzbowej. Oddał go staroście piaseczyńskiemu Henrykowi Brühlowi w 1750 r., spłacając tym samym swe długi, czyli był w ciągłych kontaktach z oligarchami związanymi z Piasecznem.

Na razie mamy porozrzucane puzzle i małe szanse na ich szybkie ułożenie w całość pod tytułem „Obrazek piaseczyński z lat 1736 – 1807”.