Betleyowie, czyli opowieść wigilijna

W okresie Bożego Narodzenia przychodzi czas tęsknoty za dawnymi świętami, za dzieciństwem, za odchodzącym czasem i ludźmi. Przeanalizowałam moje dawne Wigilie i przypomniałam sobie jedną z nich, dość nietypową dla mnie, bo poza domem rodzinnym. Moja przyjaciółka Grażyna mieszka od dziesięcioleci w Piasecznie, mamy dzieci w tym samym wieku i w latach osiemdziesiątych dostałam zaproszenie na Wigilię do miłych gospodarzy Grażyny i Romka. Gościnny dom, miła rodzina, więc radość z zaproszenia była duża. Tym bardziej, że Grażyna bardzo dobrze i z fantazją gotuje, ma talent kulinarny. Jej śledź w oliwie, karp smażony i w galarecie, pierogi, które zawsze robi sama, nigdy nie kupuje gotowych, są pyszne. A jeszcze barszcz i zupa grzybowa to aromat i smak pierwszej jakości, a na koniec ciasta; makowiec i drożdżowe z przepisów babci. Wieczerza wigilijna odbywała się w nieistniejącym dziś, parterowym domku stojącym w zaczarowanym ogrodzie, nad którym roztaczały swoją dekoracyjną moc parasole z drzew modrzewiowych, na których osiadły płatki śniegu. Nastrój dnia był świąteczny i urokliwy. W latach 80. XX w., a może już wcześniej, w TV i radiu podawane były komunikaty o tajemniczym „stopniu zasilania”, w tym dniu ogłoszono stopień tak fatalny, że należało się spodziewać wyłączeń prądu i tak się stało. Jeszcze nie zasiedliśmy do stołu wigilijnego, gdy zgasło światło i stała się ciemność. Zapalono świece stojące w świecznikach na stole. Po ich zapaleniu zrobiło się jeszcze bardziej nastrojowo, żal było tylko pięknie oświetlonej lampkami elektrycznymi choinki, bo utonęła w mroku. Gospodarze zaprosili na Wigilię samotną sąsiadkę z ul. Rejtana, koleżankę pani Witoldy (mama Grażyny), cichą, małomówną, starszą panią Krystynę. Nie przypominam sobie, abym rozmawiała z nią podczas wieczerzy, główną uwagę przy stole, jak zawsze, przyciągały dzieci. Potem przyszedł Mikołaj, nie wiem jak on to zrobił, bo nagle pod choinką pojawiły się prezenty, a ofiarodawcy nikt nie zauważył. Któreś z dzieci dostało od Mikołaja wózek dla lalek, okazało się, że wózek może pełnić rolę szalonego pojazdu, którym w ciemności można się rozpędzać do granic rozsądku. Piszę o tym dlatego, że usiłuję sobie uświadomić dlaczego nie porozmawiałam z panią Krystyną, dlaczego nie poświęciłam jej czasu, czego bardzo dziś żałuję, bo miałam tuż obok siebie kogoś, kto mógł mi opowiedzieć tyle ciekawych historii o swojej rodzinie i dawnym Piasecznie. Dziś dom, w którym mieszkała pani Krystyna Betley, nie istnieje; wydawałoby się, że nikt już nie posiada zdjęcia jej domu, a informacje o jej rodzinie zachowały się tylko w formie przekazów sąsiadów, a te niezapisane po czasie umierają.

W ubiegłym tygodniu dostałam kilkanaście zdjęć z piaseczyńskimi zabytkowymi i ku mojemu zaskoczeniu na jednym z nich jest dom Betleyów z dołączonym ciekawym opisem. Teren „Reytan” od zawsze mnie fascynował, historia tej dzielnicy aż prosi się o monografię; każda, nawet drobna informacja badana przez historyka rozrasta się w opowieść. Tak też się okazało w przypadku Betleyów. Wacław Betley (1889-1972) mąż pani Krystyny był inżynierem. Skończył uczelnie techniczne za granicą. Przystojny, zapamiętany jako mężczyzna w charakterystycznych okrągłych okularach i bryczesach w kratkę, pomagał dzieciom sąsiadów w rozwiązywaniu zadań matematycznych. Rodzicami Wacława byli Tadeusz i Maria Betleyowie. Tadeusz był pierwszym właścicielem działki przy ul. Reytana 4, działka wówczas liczyła ponad 4286 m2 i w zamyśle pana Tadeusza miała być przeznaczona na domy jednorodzinne. Na działce w 1912 r. (w innym źródle 1910 r.) postawiono dom gospodarczy, solidny w konstrukcji i ładny. Ech! W tym miejscu nawet domy gospodarcze miały kiedyś swój ciekawy styl. Z jakiegoś nieznanego powodu, być może chodziło o wybuch pierwszej wojny światowej, zaniechano zabudowywania działki i do końca był tu tylko wspomniany domek gospodarczy. Dzielnica ta była bombardowana, wiele domów zostało zniszczonych, ale mały domek przetrwał. Kim był senior rodu Tadeusz Betley? Rodzina pochodziła z Anglii, dużo informacji można o nich odnaleźć w Płocku. Poświęcono tam nawet wystawę rodzinie Betleyów. Pisano o nich i o wystawie: „Zasadniczą częścią wystawy była ekspozycja związana z osobą malarza Jana Tadeusza Betleya, żyjącego w latach 1908-1980. Bohater wystawy uczył się i dorastał w Płocku, tu też podjął decyzję o swojej drodze życiowej, którą stało się malarstwo i praca na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jego dziadek Tadeusz Betley (1848-1923), z zawodu weterynarz, w czasie powstania styczniowego był kurierem Rządu Narodowego i żołnierzem oddziału. Brat Tadeusza, Stanisław Betley (1862-1941) z zamiłowania księgarz, zasłużył się tym, że w 1906 roku udostępnił mieszkanie dla potrzeb Czytelni Polskiej, działającej jako agenda konspiracyjnego Towarzystwa Opieki nad Mową Ojczystą”.

Weterynarz Tadeusz pierwszą pracę otrzymał w Głównym Zarządzie Stadnin w Petersburgu, skąd przeniesiono go, jako młodszego lekarza weterynarii, do Nowogrodzkiej Guberni. Następnie dostał pracę w Janowie Podlaskim, tu pracował przez blisko 35 lat na stanowisku młodszego, a od 1885 r. naczelnego lekarza weterynarii w Państwowej Stadninie. Znakomity hipiatra, wielokrotnie delegowany jako ekspert do Anglii. No dobrze, ale skąd pomysł osiedlenia się w Piasecznie? Analiza aktów stanu cywilnego rozwiązuje zagadkę: Tadeusz Betley, ożeniony z Marią Karoliną Starzeńską herbu Lis (matka z domu Podajewska). Nazwiska Starzeńska i Podajewska są zapisane na jednym z grobowców znajdujących się na cmentarzu w Piasecznie, jest to znany grobowiec rodziny aptekarzy Mzura Starzeńskich herbu Lis. Mamy więc związki krwi Wacława Betley, poprzez babkę, z rodziną w Piasecznie już w XIX wieku. To zapewne żona namówiła Tadeusza do kupna działki w Piasecznie i zamieszkania tu na emeryturze. Maria Karolina Betley, matka Wacława Betleya, zmarła 9 marca 1934 r. w Piasecznie, miejsce jej odejścia sugeruje, że po śmierci męża Tadeusza w 1923 r. w Płocku zamieszkała w domu u syna Wacława i synowej Krystyny w Piasecznie w skromnym domku zwanym „Reytany”. Maria pochowana jest w grobowcu rodzinnym na Powązkach, gdzie też spoczął Wacław i w końcu w 2008 r. Krystyna, która zmarła w Piasecznie w wieku 92 lat.