A wille w stylu groźnym, czyli świdermajer

Oceń ten artykuł
(13 głosów)

...tak jak stały, tak stoją -
dzień i noc; i znów nocą
nikły blask je oświetla;
cóż im „Concerto grosso”
Fryderyka Jerzego Haendla!
Te wille, jak wójt podaje,
są w stylu „świdermajer”.
K.I. Gałczyński

Idziesz aleją kasztanowców, jest ciepły wczesnojesienny dzień, zbliża się południe, w oddali słychać dzwonek zamykanych szlabanów kolejowych, konkurujący z dźwiękiem piły z tartaku, a zielone wesołe jeżyki kasztanów rozbijając się o chodnik, uwalniają brązowe, wypolerowane nasiona. Dochodzisz do ogrodzenia szkoły i z drewnianego obszernego domu, z otwartego na rozcież okna, którego skrzydła po staremu otwarte są na zewnątrz, dochodzi dźwięk z radia – hejnał z Wieży Mariackiej. Myślisz – dwunasta. To jest ulica mojego dzieciństwa... i niech mi się przyśni co jakiś czas. Świętojańska.
Początki domu
Dom Zarębów sąsiaduje z budynkiem szkoły, wydłużony prostokąt stoi wąskim bokiem do ulicy i jest jednym z najbardziej fascynujących budynków w Piasecznie. Czaruje artystów wszelkiej profesji – filmowców, malarzy i poetów. Czaruje swoim wyglądem, stylem architektonicznym i tym co się nazywa „duszą domu”, czyli tajemnicą. Zachwycają zdobione werandy. Dach kryty kiedyś gontem, ściany i werandy pomalowane dawniej w kolorze ceglanego różu. Jeszcze pod dachem i na werandach można zobaczyć ten kolor. Okna pozostały te same, przedwojenne, i, co jest już rzadkie, skrzydła ich otwierają się na zewnątrz, a wiatr wywiewa z pomieszczeń koronkowe firanki. W latach 40. i 60. XX wieku wyburzono drewnianą część gospodarczą – stajnie, obory, chlewy i niewielki budynek dla służby. Dachy na nich też były kryte gontem.
Dom powstał w 1910 roku z przeznaczeniem na pensjonat dla letników. Był drugim wybudowanym w tej okolicy domem, po domu z posesji Świętojańska nr 7 (dziś). Ignacy Zaremba odkupił budynek z ogrodem od Bejlii Glass i Haliny Glass z domu Horowitz w 1919 roku za sumę 200 tys. marek i od tego czasu nieruchomość pozostaje w rękach rodziny – 93 lata.
Zarębowie prowadzili gospodarstwo rolne przez kilka pokoleń, Inek Zaręba (Ignacy po dziadku) jest jednym z ostatnich z rodu Zarębów, którzy gospodarzą w Piasecznie. Z nazwiskiem jest problem, dziadek Ignacy pisał nazwisko przez om, ale już jego syn Jerzy w księgach parafialnym został zapisany przez ę. Toteż nie dziwcie się, że raz będzie Zaręba a innym razem Zaremba. Takie były czasy.
Czas wojny
We wrześniu 1939 roku, a konkretnie 10 września, po koszmarnej nocnej walce na terenie miasta, którą to walkę stoczyło wojsko polskie z Niemcami, od 9 września stacjonującymi w Piasecznie, w domu Zarębów miało miejsce ciekawe wydarzenie. Kilku polskich żołnierzy poprosiło o ubrania cywilne, przebrali się i pozostawili białą broń i mundury. Natychmiast zostało to zakopane. Trzeba było zorganizować im ubrania i buty. Jedynie, co zostało na pamiątkę tego wydarzenia, to strzemię kawaleryjskie.
W październiku Niemcy wysiedlili rodzinę Zarębów z domu. W szkole obok powstał szpital niemiecki. Lekarzy i średni personel medyczny zakwaterowano w opustoszałej części domu. W jednym z pokojów urządzono kasyno oficerskie i mając tę informację, zaraz sobie wyobraziłam jak to „szulerzy na werandach krzyczą »kiery« i »karo«”. Jak w poemacie Konstantego.
Gospodarze musieli uważać, aby nie wchodzić w drogę nowym lokatorom, nie zaistniały między nimi układne stosunki. Niemcy zdawali sobie sprawę, że gospodarstwo musi funkcjonować, ale też czuli się panami w okupowanym kraju.
Chyba też na zasadzie „pod latarnią najciemniej” młodzież z rodziny Zarębów należała do konspiracji, na Świętojańskiej była przechowywana broń. Jerzy Zaręba był w Szarych Szeregach, w oddziale pod dowództwem Wojtka Hassa. Jerzy ranny szrapnelem w nogę 1 sierpnia 1944 roku na warszawskiej Ochocie, przeszedł znaną w Piasecznie drogę powstańczą pod dowództwem ppłk. „Grzymały” Sokołowskiego – Ochota–Pęcice–Lasy Chojnowskie. W Pęcicach był świadkiem śmierci swoich kolegów z oddziału. W partyzantce AK byli też obaj wujowie Inka – Tadeusz Zaremba i Henryk Słowik.
Wojnę zakończył pożar domu. Dokładnie 9 maja 1945 roku została prawdopodobnie podpalona stodoła, od niej zajął się dach domu. Na szczęście akcja gaszenia ognia była na tyle błyskawiczna, że spłonęła tylko część dachu, ale ta uszkodzona część spowodowała, że trzeba było usunąć gont z całego dachu. W tym pożarze spaliła się również drewniana sala gimnastyczna przy szkole podstawowej.
Duch
Nikt nie pamięta, od kiedy dom zaczęły nawiedzać dziwne zjawiska. Głównie chodzi o rozgardiasz robiony na klatce schodowej, przestawianie z hałasem sprzętów. Dom emituje czasami niewyjaśnione dźwięki. Nie jest tajemnicą, że kilka razy ukazała się zjawa mężczyzny. Nikt też z rodziny nie wie, dlaczego zjawa ukazuje się w ich domu. Dom ma opinię wyjątkowo miłego do życia miejsca, jego mieszkańcy dożywają późnego wieku, ci co szli na wojnę, zawsze wracali z niej szczęśliwie, bez większego uszczerbku na zdrowiu. Nie jest pewne, co się wydarzyło w pierwszych dziewięciu latach istnienia budynku, wtedy, gdy istniał tu pensjonat. Okres 96 lat to losy jednej rodziny, znane, opowiedziane przez babcie i dziadków historie. W czasie remontu znaleziono pustą paczkę po carskich papierosach z 1909 roku i to jest jedyny ślad pierwszych mieszkańców. Ślad czasów, w których dom był ekskluzywnym pensjonatem dla żydowskich elit, w pięknym ogrodzie w pobliżu dzikiej i urokliwej rzeki Jeziorki, a las podchodził do ogrodzenia podwórka.
Po wojnie
W latach sześćdziesiątych właściciele domu dostali z urzędu wiadomość, że jest planowana rozbudowa szkoły, że obejmie ogród i spowoduje rozbiórkę budynku. Taka informacja w planach miasta trwała przez kilka dekad. To sprawiło, że żal było inwestować pieniądze w większe remonty budynku, bo właściciele ciągle siedzieli na niepewnym. Młodzież, nie widząc perspektyw rozwoju w tym miejscu, wyprowadzała się z siedziby przodków. A wiadomo, dom drewniany niekonserwowany systematycznie podupada. Stan dzisiejszy jest taki, że lokatorzy boją się każdej większej wichury.
Architektura domu kusi artystów, ale też spacerowiczów, to chyba najczęściej fotografowany dom w okolicy. Klasyczny świdermajer, jak żartobliwie nazwał ten styl Konstanty Ildefons Gałczyński w sławnym poemacie „Wycieczka do Świdra”, łącząc nazwę rzeki ze stylem architektonicznym. Stylem wymyślonym przez malarza, dziewiętnastowiecznego rysownika Michała Elwiro Andriollego. Ilustratora „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.
Co dalej z domem? Czeka na cud, czyli inwestora z zasobnym portfelem. Może duch domu pomoże mu przetrwać.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama