Życzę zdrowia…

92

Wolę być zdrowa. Ale gdybym miała zachorować, wolę, żeby mój lekarz był zdrowy i wypoczęty.

 

Wolę, żeby gabinet, w którym mnie przyjmie, był czysty i dobrze wyposażony, a przede wszystkim – żeby był jego jedynym miejscem pracy. Wolę, żeby miał czas na mnie spojrzeć, wysłuchać, co mi dolega. Wolę nie czekać w kolejce do kolejki do lekarza. Wolę, żeby lekarz przyjął mnie jutro, a nie za pół roku.

Ot, proste marzenia prostego człowieka, który póki co jest zdrowy, ale to przecież w każdej chwili może się zmienić. To nie są nierealne mrzonki. Przy składkach, jakie wszyscy regularnie płacimy, tak właśnie powinno być. Nie jest tak, bo najwyraźniej zawsze są ważniejsze wydatki niż godna pensja lekarza i pielęgniarki, odpowiadająca realnym potrzebom liczba etatów i dobre wyposażenie placówek służby zdrowia.

Znam kilku lekarzy i ratowników. Każdy z nich mógłby opowiedzieć setki, jeśli nie tysiące historii o swojej pracy – o ratowaniu wartości nadrzędnej, jaką jest ludzkie życie. I każdy z nich opowie też, jaką drogą przez mękę jest ich praca. I nie chodzi mi tu o rozterki zawodowo-sercowe, jak w serialu „Chirurdzy”, gdzie bohaterowie zmagają się z takimi dramatami jak utrata ukochanego pacjenta czy pijacki seks w dyżurce. Chodzi o bardziej prozaiczne problemy – jak przetrwać trzecią dobę bez odpoczynku, jak pogodzić pracę z nauką i skąd wziąć pieniądze na kolejny niezbędny podręcznik, wart 500 zł.

Nie potrafię zrozumieć, skąd w ogóle biorą się pogardliwe głosy, zachęcające medyków do wyjazdu za granicę albo zmiany pracy. Czy ludzie, którzy w ten sposób komentują trwający strajk służb medycznych, naprawdę nie zdają sobie sprawy, jak będzie wyglądać sytuacja, jeśli medycy nie będą zarabiać należnych im za ciężką pracę pieniędzy? Czy kolejki do specjalistów naprawdę są tak krótkie, że możemy sobie pozwolić na utratę lekarzy, którzy sfrustrowani fatalną sytuacją finansową w końcu faktycznie wyjadą z kraju?

Narodowe media serwują nam coraz większe bzdury o zagranicznych wycieczkach i kanapkach z kawiorem. A im większe androny plotą, tym bardziej widać, jak rozpaczliwie próbują zakryć prostą prawdę – nasza służba zdrowia, od sanitariusza po specjalistę, jest niedofinansowana i zaniedbana. I do tej pory każdej kolejnej władzy uchodziło to na sucho. Ale ostatnie głośne zgony lekarzy na dyżurach i błędy medyczne w końcu przelały czarę goryczy.

Zresztą medycy walczą nie tylko o pensje dla siebie. Walczą o zwiększenie środków na całą służbę zdrowia – na wyposażenie, na szkolenia, na liczbę etatów. Na całą machinę utrzymującą kraj w jako takim zdrowiu.

A Tobie, internetowy trollu, szarżujący znad klawiatury na głodującego rezydenta, życzę z całego serca, abyś po pół roku czekania w kolejce do specjalisty trafił na śmierdzący szpitalny oddział, gdzie będzie na Ciebie czekać zmęczona pielęgniarka i kolacja złożona z kromki chleba i plastra mortadeli.