Rozkład nie obowiązuje

Co robi kierowca, kiedy autobus jest opóźniony i pasażerowie marzną na przystankach? Wychodzi na papierosa, po czym siada wygodnie w fotelu i czeka nie wiadomo na co…

 

Ciężkie jest życie pasażera komunikacji miejskiej, tym bardziej w godzinach wieczornych, kiedy duża część autobusów przyjeżdża po rozkładowym czasie. Na przystanku zimno, ludzie się denerwują i zastanawiają, dlaczego muszą tak długo czekać. I chyba żadna z tych osób nawet nie wyobraża sobie, że w momencie kiedy wszyscy marzną, autobus, który miał ich zawieźć do domu, najzwyczajniej w świecie… stoi. I też czeka – nie wiadomo na co.

W poniedziałek 12 lutego zmierzałem z redakcji na pętlę autobusową przy Szkolnej w Piasecznie. Autobus linii 710, zgodnie z rozkładem, miał odjechać w stronę Warszawy o godzinie 19:58. Jak to zwykle bywa, nie obyło się bez spóźnienia – tym razem drobnego, kierowca przyjechał tylko kilka minut po czasie. Pasażerowie szybko wsiedli do pojazdu, natychmiast po wejściu – zgodnie z regulaminem ZTM – skasowali bilety i… konsternacja. Bo prowadzący jechać wcale nie zamierzał.

„Ja pojadę 20:18”

Ku zdumieniu osób będących w autobusie pan kierowca opuścił pojazd i udał się do przenośnej toalety. Ludzka potrzeba, trzeba wykazać się zrozumieniem. Dalszej części jego zachowania niestety nie rozgryzł już nikt, bo o ile wstrzymywanie moczu faktycznie może być bardzo szkodliwe dla zdrowia, o tyle palenie tytoniu raczej go nie polepszy, a na tym właśnie skupił się kierowca przez kilka następnych minut. Po wypaleniu papierosa nasz bohater wrócił na miejsce. „Wreszcie…” – pomyśleli już nieco zirytowani ludzie. Nic z tego, silnik dalej milczał, co zaczęło jeszcze bardziej denerwować pasażerów, ponieważ bilet skasowany, a minuty uciekają. W międzyczasie na pętlę podjechał drugi autobus linii 710 i tak sobie oba stały przez pewien czas.

– Ja pojadę 20:18 – odpowiedział kierowca na pytanie jednej z pasażerek.

Zajrzałem w rozkład i coś tu się nie zgadzało. Zgodnie z nim autobus odjeżdża albo o 19:58, albo 20:28, nic pomiędzy nie widnieje. Zapytałem pana, czy może doszło do jakiejś zmiany.

– Autobusy są opóźnione i teraz rozkład już nie obowiązuje – odparł chłodno.

Szczerze mówiąc, gdyby nie stoicki spokój, który charakteryzuje mnie od zawsze, pan z pewnością usłyszałby w tamtym momencie kwiecistą wiązankę składającą się z wyrazów na „ch”, na „s”, na „k”, a nawet na „z”. Bo jeszcze zrozumiałbym, gdyby w tej sytuacji autobus, mając w poważaniu wspomniany rozkład jazdy, pędził od przystanku do przystanku, zgarniając zmarzniętych pasażerów, ale wybierania godziny odjazdu na zasadzie totolotka niestety pojąć już nie potrafię, zresztą chyba nie tylko ja. Poza tym można przecież zawsze uprzedzić.

Pojawia się również pytanie, co z osobami, które skasowały bilet czasowy. Czy w razie kontroli musiałyby zapłacić karę? Przecież to nie ich wina, że kierowca, zamiast jechać, palił papierosa…

Blisko 2 tygodnie temu zwróciłem się z pytaniem do rzecznika prasowego ZTM, czy rzeczywiście, jeśli autobus jest nieco opóźniony, kierowcy mogą sobie sami ustalać godzinę odjazdu, bez względu na rozkład oraz co się dzieje w przypadku kontroli biletów. Odpowiedzi nie uzyskałem.