Porobiło się

167

„Jest mi bardzo miło”, „Cieszę się, witam”, „Nie będę odpowiadał na pytanie w takich warunkach”, „Ja panu nie przerywałam”, „Prezydent podejmie decyzję…”. To wyjątki z całego szeregu wypowiedzi naszych polityków. Żyjemy w szalenie enigmatycznym świecie, nikt już w prosty sposób nie odpowiada na proste pytania. Ciężko dziś o rzeczy oczywiste, bo stały się niewiarygodne. Używam mediów do przekazywania swoich myśli, ale przecież zdaję sobie sprawę z tego, że to, co piszę w tej chwili, przez jednych jest w całości zrozumiałe, a dla innych jest kłamstwem. Oczywiście tak było zawsze i zdarza się na całym świecie, ale w naszym pięknym kraju już dawno przekroczone zostały wszystkie granice absurdu. Przekroczone, a wciąż przekraczane są nowe granice. Człowiek, który nigdy nie był w wojsku, zostaje ministrem obrony narodowej i daje złoty medal za obronność kraju innemu człowiekowi, który nie chciał i nigdy w wojsku nie był. Emeryt polskiego pochodzenia mieszkający na stałe w USA otrzymuje zgodę na zapoznanie się z tajnymi dokumentami największego w historii Polski przetargu na sprzęt wojskowy, a potem się publicznie chwali, że to jemu zawdzięczamy stratę miliardowych zysków z offsetu. MON jako jedyna instytucja, która mogła udzielić takich zezwoleń, odcina się od całej sytuacji, tłumacząc, że ten pan nie brał udziału w pracach dotyczących przetargu. Z kolei inny pan, który się otacza taką liczbą ochroniarzy, że go z zza nich nie widać, nakazuje postawienie pomnika bez uzgodnienia z kimkolwiek i bez stosownych zezwoleń. Na to ten pierwszy rozkazuje naszej armii strzec popiersia, bo okazuje się, że to ich całkiem nowy, wojskowy obowiązek. Z kolei horda facetów trzymająca w jednej ręce faszystowską flagę, a w drugiej kij baseballowy odmawia „Ojcze nasz” przed teatrem, który właśnie chcą podpalić. Policja nie reaguje…
Co z tego może zrozumieć statystyczny wyborca? Z pewnością upewni się, że jeśli coś mu się nie podoba w kinie czy teatrze, to może wziąć racę i teatr podpalić. Rozumie, że najważniejszą osobą w kraju nie jest prezydent czy premier, ale człowiek otoczony chmarą ochroniarzy i nie jest ważne, czy za coś ponosi osobistą odpowiedzialność, czy nie. Zrozumie również, że spełnił się w Polsce amerykański sen i kariera od pucybuta do milionera jest wreszcie możliwa, bo nie są ważne umiejętności, doświadczenie i nabyta wiedza, ale to, z kim się dziś znamy i jakie mamy poglądy polityczne. Wreszcie dowie się, że armia to zgraja chłopaczków, którzy (jeśli trzeba) mają stać na deszczu, czekając przez godzinę na swojego właściciela lub pilnować popiersi w krzakach. A te mnożą się na potęgę (popiersia, nie krzaki). Upewni się, że z tajnymi dokumentami nie jest już tak ostro i jak się wie kogo poprosić, to dostaniesz zezwolenie na wgląd w dokumenty i nikt nie sprawdzi nawet tego, czy przypadkiem nie jesteś szpiegiem. Chociaż tak w ogóle to szpiegów nie lubimy, nawet tych naszych, więc ich lista też nie będzie tajemnicą, bo będzie dostępna w IPN. Porobiło się…