Kreowanie kryzysu

Zaczęło się! Nadchodzi gospodarczy Armageddon! Nasze złe, przebrzydłe i głupie władze dopięły swego i wprowadziły zakaz handlu w niedziele! Dramat ludzi sięga zenitu! Krytycy krzyczą o nadchodzącej fali zwolnień, budują przerażające wizje głodującej dziatwy, bo głowa rodziny nie zdoła zapewnić im chleba naszego powszedniego. Polacy, gotujmy się na śmierć i porutę!

 

Obserwując medialne doniesienia, dotyczące zakazu handlu w niedzielę, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z bezprecedensowym atakiem na wolny rynek i obywatelskie swobody Polaków. Gazety i telewizje prześcigają się w poradach, jak przeżyć dzień bez pójścia do sklepu, jednocześnie publikując listy miejsc, gdzie wciąż będzie można ulżyć swojej manii zakupowej. Czy faktycznie grozi nam załamanie rynku i wzrost bezrobocia?

Oczywiście, że nie.  Wręcz przeciwnie – czeka nas gwałtowny wzrost gospodarczy. Owszem, będzie to chwilowy skok, po którym za 2 lub 3 miesiące nie będzie śladu, ale w nadchodzących tygodniach usłyszymy o nagłym wzroście wpływów z VAT. Będzie on spowodowany właśnie zamknięciem sklepów w niedziele. A głównym jego architektem będą media, które skupiły się na kreowaniu atmosfery kryzysu.

Mechanizm kreowania kryzysu jest prosty – wystarczy przestraszyć ludzi, by zmanipulować ich do wykonywania określonych czynności. W tym przypadku mroczna wizja zamkniętych sklepów sprawi, że w sobotę pójdziemy na większe zakupy i zrobimy więcej zapasów, nawet jeśli i tak zwykle nie robimy zakupów w niedzielę. Identyczny model zachowań można było dostrzec już wcześniej, przed jakimkolwiek świętem. Nawet jeśli dzień świąteczny wypada w środku tygodnia i już następnego dnia wszystkie sklepy znów będą stać otworem, w przeddzień święta kolejki w sklepach są  wielokrotnie dłuższe niż zazwyczaj. Mówię tu nie tylko o punktach sprzedających artykuły pierwszej potrzeby, jak piekarnie czy apteki – nawet sklepy meblowe przeżywają oblężenie, jakby istniało ryzyko, że akurat w święto zabraknie nam dywanu czy pralki. Kiedy zawiśnie nad nami choćby odległa groźba deficytu, gotowi jesteśmy poświęcić mnóstwo czasu, energii i pieniędzy, byle się przed nim uchronić, nawet jeśli za chwilę mielibyśmy wyrzucić do kosza połowę kupionego pieczywa czy mięsa.

Media, których celem wszak jest również sprzedaż, wiedzą doskonale, że nic tak dobrze nie sprzedaje jak strach. Podkręcają zatem atmosferę, abyśmy kliknęli w jeszcze jeden artykuł, kupili jeszcze jedno wydanie, włączyli telewizor jeszcze na chwilkę.

Czy należy się obawiać, że zakaz handlu w niedziele pozbawi ludzi pracy i odejmie chleb od ust? Nawet jeśli miałoby się tak zdarzyć, nastąpi to nieprędko.  Sklepy wydłużą godziny pracy w inne dni tygodnia, klienci nauczą się gospodarować czasem na zakupy tak, by w niedzielę mieć pełną lodówkę i nie zabrakło papierosów czy pasty do zębów, i zanim się obejrzymy, wolne niedziele nam spowszednieją.

A może faktycznie przyda nam się jeden dzień oddechu od tego pędu, w którym wiecznie tkwimy?