Felieton banalny

Banalny, bo nic odkrywczego w nim nie będzie. Trzeba czytać książki dzieciom. Wiadomo. A jednak…
Na Facebooku wyświetla mi się zdjęcie koleżanki, w łóżku z dziećmi. Piękna rodzina. Dzieci trzymają w łapkach tablet, a mama robi zdjęcie. Możliwe, że potem odłożyła telefon, dzieci odłożyły tablet, a ona im poczytała. To jednak mało prawdopodobne.
Widziałam podobnych zdjęć kilka. Wiem od znajomych i od znajomych znajomych, że to częsta praktyka. Bajka na tablecie na dobranoc, rodzice z telefonem, dzieci zasypiają i święty spokój.
Nie oceniam. Ba! Rozumiem. Kiedy mam do napisania trzy artykuły, bliźnięta zasnęły, a córka mówi „mamo! Poczytaj mi!”, myślę sobie „o matko, nie zdążę!”. O ile łatwiej by mi było, gdybym dała jej wtedy tablet z bajką. A kiedy nie mam do napisania żadnych zaległych tekstów, sama bym sobie poczytała. Najlepiej kryminał. Ale siadam na łóżku i czytam dziecku swemu. W sumie to lubię, chociaż czasami bardzo męczy. Bo córka moja to twarda sztuka i czasami czytam dwie godziny. Na szczęście zdarza się, że jest tak zmęczona, że sama idzie do łóżeczka i zasypia.
Rozumiem więc rodziców, którzy tego nie robią. Niemniej popełniają błąd.
Pisałam już kiedyś, że schowałam klasyki bajek i baśni głęboko i czekają one, aż dzieci mi podrosną i będę mogła im wytłumaczyć, że to są standardy z XIX wieku, a świat poszedł do przodu, przynajmniej w kwestii równouprawnienia płci.
Ucieszyła mnie ta moja decyzja, bo te baśnie są potwornie nudne. Ile razy w tygodniu można przeczytać Kopciuszka?
Z tego też powodu starannie wybieram książki dla dzieci. W zasadzie na razie głównie dla córki, synkowie korzystają z tych samych. Mają być ciekawe dla niej, ale również dla mnie.
Zdecydowanym hitem w moim domu są „Pszczoły” wydawnictwa Dwie Siostry. Moja córka je uwielbia i często mówi „poczytajmy pszczónki”. Czasem to ona czyta mnie. Bierze tę ogromną w swych wymiarach książkę i czyta: „pszczónki, pszczónki, pszczónki [przewraca stronę] pszczónki, pszczónki, pszczónki”. Książka jest pięknie wydana, ale zawiera również niezwykle ciekawe informacje. Poza tym, że moja córka, niespełna lat 3, wie, skąd się bierze jej ulubiony miodek, co jedzą pszczoły (choć ostatnio bardziej ją interesuje, co jedzą krokodyle), wie gdzie pszczoły mieszkają i że z kwiatków zbierają pyłek, to ja także dowiedziałam się o życiu pszczół wielu rzeczy. Mogę jej więc czytać i opowiadać dwie godziny i wcale nie jest to dla mnie nudne. Gapienie się w bajkę na smartfonie byłoby nudne na pewno.
Podstępne są natomiast wyliczanki. Mam taką, ślicznie wydaną, z dobrymi ilustracjami, absurdalną w swej wymowie, ale przez to śmieszną, przynajmniej dla mnie. Zaczęłam ją nieopatrznie czytać mojej ledwo patrzącej już na oczy córce i ona (o zgrozo!) rozbudziła się. Przeczytałyśmy, dość krótką wyliczankę, około 50 razy. Może jednak tablet, pomyślałam, ale opanowałam się. W sumie i tak go nie mam.
Czytania dzieciom książek rodzice nie powinni wcale uważać za obowiązek. Książki (i to będzie chyba najbardziej banalne zdanie w tym felietonie) to jednak spore ułatwienie w wychowywaniu i edukowaniu naszych pociech. Możemy czytać o cyferkach, możemy czytać po angielsku, możemy także czytać książki, dzięki którym dzieci poznają świat – geografię, historię i przyrodę.
Poza takimi oczywistymi oczywistościami są także inne oczywistości. Np. to że wyrabiamy w dzieciach nawyk czytania, ćwiczymy jego pamięć, a dziecię uczy się języka i myślenia przyczynowo-skutkowego.
Muszę jednak przyznać, że podobnie jak całe macierzyństwo, nawet czytanie dziecku na dobranoc mnie zaskoczyło. Okazało się bowiem, że gdzieś między budową ula a rozmnażaniem pszczół, poznałam imiona dzieci z przedszkola, pań z kuchni, dowiedziałam się, w co się bawią w przedszkolu i co było na obiad.
Potrafię więc zrozumieć moment, w którym rodzic podaje dziecku tablet, zamiast mu poczytać. Rozumiem, że może mu się po prostu pod koniec ciężkiego dnia już zwyczajnie nie chcieć.
Nie umiem jednak zrozumieć, jak można wychować człowieka bez czytania mu książek. Myślę wręcz, że skutki mogą być opłakane. A jak mówi moja znajoma „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”.