Do Siego!

111

Kochani Czytelnicy Przeglądu Piaseczyńskiego!


Rok powoli dobiega końca. Święta tuż za progiem, telewizja ryczy dzwoneczkami i błyska gwiazdkowymi promocjami. Domy błyszczą kolorowymi lampkami, a dzieciaki za domem odpalają kupione po cichu petardy. I choć śniegu nie ma (i – jak podają najnowsze komunikaty – nie powinniśmy się go spodziewać w najbliższym czasie), świąteczna atmosfera, podsycana zapachem piernika i cytrusów, powoli ogarnia otaczającą nas rzeczywistość. Nadchodzi czas refleksji, podsumowań, postanowień na przyszłość.
To kolejny rok, który spędziliśmy razem. W imieniu Koleżanek i Kolegów z redakcji bardzo dziękuję za to, że jesteście z nami, że nas czytacie, że rozmawiacie z nami. A już bardziej w swoim imieniu dziękuję, że przy okazji lektury numerów Przeglądu, zerkacie i na ostatnią stronę, gdzie znalazł się kąt dla moich przemyśleń. Dziękuję za lekturę i dziękuję za listy, te miłe i te mniej sympatyczne, które piszecie. To ogromna przyjemność i nie mniejszy zaszczyt, gdy Czytelnik poświęca czas, by wejść z autorem w dialog.
W podziękowaniu za ten czas i w nadziei na następne wspólne lata, skorzystam z okazji, by starym zwyczajem złożyć życzenia.
Z okazji nadchodzących Świąt i zbliżającego się nieubłaganie nowego roku, życzę wszystkim radości, miłości, pogody ducha i spokoju sumienia. Niech ten czas spędzony przy choince przyniesie śmiech i życzliwość, a kiedy na liczniku zmieni się cyfra i pojawi się 2015, niech przywita go huczna zabawa i nadzieja na przyszłość. Niechaj niczego nam nie braknie…
Nie, chwilka.
Niech nam zabraknie.
Niechaj zabraknie nam wulgarnych słów, podsłuchanych nad talerzem krewetek.
Niech zabraknie wypadów do Madrytu, urządzanych na krzywy ryj.
Niech zabraknie nam drogich zegarków.
Niech zabraknie nam obietnic prędkości, z jaką w końcu popędzi Pendolino.
Niech zabraknie nam nikczemników, co świętościami próbują zasłonić najmroczniejsze pożądania.
Niech zabraknie nam awantur okołowyborczych.
Niech zabraknie nam kłamstw, pomówień, wyroków, maszerowania i pochodni.
Niech zabraknie nam afrykańskiego pomoru świń.
Niech zabraknie nam afrykańskiego pomoru ludzi.
Niech zabraknie nam złych wiatrów ze wschodu.
Niech zabraknie nam cudzych sumień, mieszających się w nasze życie.
Niech zabraknie nam samolotów znikających z radarów i spadających niespodziewanie z nieba.
Niech zabraknie w naszych słownikach takich słów jak „kłamstwo”, „spisek”, „nienawiść”, „zmowa” czy „pomówienia”.
Niech zabraknie durniów, bałwanów, sprzedawczyków, zdrajców i Urbanów w spódnicy.
I niech zabraknie nam w codziennych dyskusjach, debatach i informacjach polityki, a jej miejsce niech zajmie coś wartościowego – dajmy na to literatura czy podróże. Ba, niech to będą zwierzęta hodowlane z rodziny gryzoni – grunt, żeby zniknęła polityka.
Tego wszystkiego i jeszcze co nieco sobie i Państwu nie życzę, życząc jednocześnie więcej.
Więcej spokoju na wszystkich krańcach świata.
Więcej dni, kiedy cena za litr paliwa spada poniżej 5 zł.
Więcej szacunku dla intelektu obywateli.
Więcej zgody, w myśl powiedzenia, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje.
Więcej zrozumienia dla tych, którzy myślą inaczej.
Więcej cierpliwości dla tych, którzy próbują coś zmienić, wbrew przeciwnościom.
Więcej uczciwości – od innych, wobec innych i wobec siebie.
Więcej kultury przy okazji kolejnych wyborów.
Więcej kultury w ogóle.
A przede wszystkim: więcej życzliwości w codziennym życiu, płynącej z naszych serc i do nich wlewanej przez bliźnich.
Dość górnolotne to życzenia, wiem. Ale co tam – w końcu Święta to czas nadziei. I choć wiadomo, że nadzieja jest matką głupców, kto wie? Może choć część tych życzeń się spełni?
Do Siego!