Długi Prochowiec

0
263

Uciekł mi autobus. No dobrze, oddam sprawiedliwość kierowcy – autobus pewnie był punktualnie, a to ja się spóźniłam.

Ciężko zresztą stwierdzić, ponieważ jesienne chłody najwyraźniej dały się we znaki lokalnym mieszkańcom i zmusiły ich do wykorzystania rozkładu jazdy jako rozpałki. Z nadpalonej, okopconej tabliczki ciężko było wywnioskować, kto był punktualny – ja czy ZTM. Fakt pozostaje faktem – kiedy dotarłam na przystanek, ogon autobusu znikał już za wzniesieniem na horyzoncie.
Na szczęście popołudnie było ciepłe, a ja wracałam już do domu, więc nie gonił mnie żaden termin i nie musiałam się spieszyć. Wyciągnęłam z plecaka książkę i pogrążyłam się w lekturze w oczekiwaniu na następny transport. Zanim dotarłam do końca trzeciej strony, na przystanku pojawił się pan w długim prochowcu i średnim wieku.
– Ech – westchnął Długi Prochowiec po pięciu minutach. Pojedyncze westchnięcie zwykle zawiera zbyt mało danych, by wywnioskować powód, kontekst i adresata, zignorowałam je więc, nie odrywając się od lektury.
– Mhm – dobiegło mnie po kolejnych dwóch minutach. Przewróciłam stronę książki.
– No tak to właśnie jest. – O, pojawiła się artykulacja, więc można założyć, że mój przystankowy współstacz szuka interakcji. Podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się do Prochowca. Wyraźnie na to czekał.
– Jeżdżą jak chcą te autobusy – zagaił. Przytaknęłam grzecznie, co go rozochociło. – Ale zobaczy pani. Jak skończą z tymi złodziejami, to wezmą się i za autobusy.
O w mordę. Człowiek stoi sobie spokojnie na przystanku, czyta w ciszy książkę, a tu przychodzi taki Prochowiec i wali polityką w dziób. Bo że o politykę chodzi, to łatwo wywnioskować – temat tak powszechny i popularny, że nawet nie trzeba dopytywać, co to za złodzieje i kto z nimi skończy i weźmie się za transport publiczny. Nie lubię być wciągana w przypadkowe dysputy na ciężkie tematy, więc pochyliłam znów głowę nad książką, sygnalizując brak chęci do konwersacji. Ale było za późno. Prochowiec był już gotów plunąć ogniem ze wszystkich dział i ewidentnie miał gotowy scenariusz rozmowy, bo w moje milczenie wpisywał sobie kontrargumenty do własnej tyrady.
– Pani młoda, to skąd może pani wiedzieć. Tyle lat nas okradali, każdy byle nażreć się w korycie, a zwykłych, ciężko pracujących ludzi, każdy miał w dupie! Ta komuna to się nigdy nie skończyła. Co pani może wiedzieć o komunie, pani młoda! No ale to się zmieni. Dorwą ich wszystkich. Ja to bym wieszał, proszę pani. Karę śmierci trzeba przywrócić. Na tych złodziei wszystkich.
Prochowiec urwał dla nabrania oddechu i dostrzegłam szansę na zepchnięcie jego zakorkowanego złodziejami umysłu na inny tor.
– A tak właściwie orientuje się pan, o której teraz będzie autobus? Bo rozkładu nie ma, a już chwilę czekamy, pewnie zaraz będzie, nie? – zagaiłam prędko.
– A to pani nie wie, kiedy autobus?! Zobaczyłem, że pani stoi to przyszedłem, bo pomyślałem, że skoro pani czeka, to zaraz będzie.
Kiedy autobus wreszcie przyjechał, uciekłam na drugi koniec.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię