1984

0
1143

1984 rok jest dla mnie szczególny, ponieważ właśnie wtedy się urodziłam. Powiedziałam zresztą kiedyś mamie, że jest on także szczególny dla świata, ponieważ powstały o nim co najmniej dwie dobre książki („Rok 1984” G. Orwella oraz „Osiem cztery” M. Nahacza), na co mamusia moja kochana odpowiedziała, że tak – jedna o totalitaryzmie, a druga o ćpaniu…

Niemniej jednak rok urodzenia dzieli ze mną Robert Kubica, Weronika Rosati, Mark Zuckerberg i książę Harry. Co prawda niczego to nie dowodzi, bo Jolanta Rutowicz także (jeżeli nie wiecie, kto to jest to dobrze).
Przechadzając się jednak po znanym dyskoncie, znanym wszystkim matkom z rewelacyjnych i tanich pieluszek, trafiłam na książeczkę „Wyjątkowy rocznik 84”. Przypadek? – pomyślałam i wzięłam, zwłaszcza że z 24,90 przeceniona była na 4,99. W domu przestało mnie to dziwić, bo to jednak gniot i 25 zł to wygórowana cena.
Zaznaczę jeszcze, że na półce nie było innych roczników, czyli tak jakby wg dyskontu tylko 84 był wyjątkowy, choć istnieje możliwość, że po prostu wszystkie inne roczniki zostały wykupione, a tego nikt nie chciał. Wiemy jednak wszyscy, że Zuckerberg i Kubica raczej nie chodzą po piaseczyńskich dyskontach, Rutowicz niespecjalnie pewnie kupuje książki, no to kto to miał kupić? Dobrze, że ja akurat wpadłam po pieluszki.
Z książki dowiedziałam się m.in., że wydarzyło się wtedy 8 ważnych rzeczy, w tym Apple wprowadziło na rynek pierwsze macintoshe (co w sumie ważne i wyjątkowe, a Wikipedia mi jeszcze podpowiedziała, że powstał wówczas Dell, no to już w ogóle), a podczas kręcenia reklamy pepsi coli zapaliły się włosy Michaela (dlatego też uważam to za kompletny gniot, bo ktoś gdzieś doczytał, że zapaliły się włosy Michaela, ale już nie zauważył, że ta reklama to po prostu mistrzostwo świata i polecam wpisanie sobie w youtube Michael Jackson pepsi commercial 1984 – totalny mistrz!). Oprócz tego miały miejsce premiery „Terminatora”, „Like a virgin” Madonny oraz „Gliniarza z Beverly Hills”. Wśród 8 ważnych wydarzeń znalazło się także porwanie księdza Jerzego Popiełuszki.
Jest wywiad z Dodą (bo Dorota też jest osiem cztery).
Jest także mocny fragment o warunkach i standardach na porodówkach, które matki sprzed 32 lat uważały za normalne (z drugiej strony było lepiej niż 10 lat wcześniej), a dzisiaj na szczęście jest to zamierzchła przeszłość. „Matkom nie pozwalano przynosić do szpitala własnej bielizny, dostawały tylko kusą koszulkę. Co więcej po porodzie nie otrzymywały czystej koszulki, tylko nadal miały nosić tę, w której rodziły. Na korytarzach roiło się od prusaków. O wpuszczeniu ojca na oddział położniczy nie było mowy. Matka dostawała dziecko tylko w porach karmienia, poza tym nie oglądała go”. Tak się rodził osiem cztery!
W książeczce jest także o „Złotych Myślach”, szale na kolorowe karteczki z notesów, Pegasusie, Chicago Bulls (a zdjęcia Jordana, Rodmana i Pippena o dziwo przypomniały mi o przednastoletnich fascynacjach i niekoniecznie chodziło o koszykówkę) oraz o wężyku z pierwszych Nokii. Jest także podany numer 0202122, potrzebny do połączenia z internetem, dzięki któremu po koniec lat 90. można było sobie np. zbiorowo porozmawiać z człowiekiem w Tokio, co dzisiaj na nikim nie robi wrażenia, ale wtedy to naprawdę było coś. Zbiorowo, bo żeby połączyć komputer z internetem za pomocą 0202122, trzeba było mieć komputer, co nie było wówczas powszechne.
Fakt, że poza 8 wydarzeniami oraz wyborem Dody do wywiadu, można by było całą treść książeczki przypisać rocznikom od 76 do 86, a może nawet od 73 do 89, więc na dobrą sprawę nie dowiedziałam się, czemu rocznik 84 jest wyjątkowy. Choć dla mnie ze zrozumiałych względów oczywiście jest.
Ja się ogólnie cieszę, że przypadł mi ten rocznik. Najbardziej z tego, że to nie ja wtedy rodziłam. Poza tym urodziliśmy się w wyjątkowym czasie – apogeum Zimnej Wojny, a w dodatku nie dotyczyło nas to wcale i kompletnie nie zdawaliśmy sobie sprawy z możliwości wybuchu konfliktu atomowego. Mieliśmy Barbie i matchboxy, pepsi colę czasami też, chociaż jej reklamę z Michaelem mogliśmy obejrzeć sobie dopiero na youtube.
1984 zapewne jest tak samo wyjątkowy jak każdy inny. Ale skoro Orwell wymyślił sobie, że to będzie odpowiedni tytuł, Nahacz uznał, że coś jest w nim coś specyficznego (oczywiście sam się wówczas urodził, no ale też nie każdy pisze książkę o swoim roczniku), a w dodatku popularny dyskont go zauważył, uznałam, że oddam mu co jego, bo w końcu zawdzięczam mu życie. 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię