Klik klik

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

„Głupio piszę, gadki, szmatki, tanie szkice.
Naucz mnie, naucz od nowa - klik, klik.
Historia gotowa, prosto, szybko, sprawnie, szast,
produkt musi być dla mas.
Za siedmioma blokami, szemranymi budami,
gdzie szczury ze skrzydłami, latają nad głowami.
Stała się rzecz straszna, morderstwo w centrum miasta (...)”.*


Kiedy powstała telewizja (czego nie pamiętam), wieszczono upadek radia. Nie upadło. Kiedy Internet stał się rzeczą masową (co już pamiętam), wieszczono upadek prasy drukowanej. Nie upadła.
Gazety musiały się zmienić, to oczywiste. Są kolorowe, zmniejszyły format, niektóre faktycznie upadły, choć powstają nowe, a te, które nie upadły, rozwijają się. Wciąż się mówi co prawda, że prasa przeżywa kryzys, bo tnie się etaty w redakcjach na całym świecie. Tylko gdzie się nie tnie?
Mówi się, że jakość gazet obniża się. Ale nagle ktoś podnosi z totalnego upadku, z nicości i odmętów zapomnienia „Przekrój”. Nie jest on już tygodnikiem, a kwartalnikiem, za to jest gruby (164 strony w formacie A3), a treść to prawdziwa intelektualna uczta. Są też zdjęcia, komiksy, humor i krzyżówka, mózg się więc za bardzo od tej intelektualności nie męczy, ale przede wszystkim odpoczywa od atakującej go zewsząd głupoty i sensacji.
Historia „Przekroju” to zresztą doskonały dowód dla mnie, że nie jest z ludzkością tak źle. Z mądrego periodyku stał się tygodnikiem nijakim, nudnym, podobnym do wszystkiego. Obniżał jakość, bo wyraźnie komuś się wydawało, że produkt musi być dla mas. Masa ma jednak wiele produktów dla siebie, na pewno niemiałkich. Gołe cycki, morderstwa, historia o człowieku, który nie spał, bo musiał trzymać kredens, nie są nijakie. „Przekrój” obniżył jakość, ale nie zaspokoił głodu masy na sensację. Upadł. Ktoś jednak wrócił do najlepszych lat tego tygodnika, do doskonałej grafiki i mądrej treści. Nie zaspokaja głodu masy, ale zaspokaja głód intelektualny pewnej, wcale niemałej grupy ludzi. I odniósł sukces.
Kiedyś gazety były tylko dla elit. Niekoniecznie intelektualnych, ale na pewno bogatych. Roczna prenumerata „The Times” była równa rocznej pensji nauczyciela. To było jednak bardzo dawno temu, w pierwszej połowie XIX wieku. W końcu jakiś geniusz wymyślił reklamę i gazety zaczęły tanieć. Stały się produktem masowym, czyli takim, który trafia do wszystkich, a nie wszyscy przecież mają potrzebę czytania rzeczy mądrych. Dlatego na rynkach na całym świecie dominują tabloidy. Widocznie wypadki, krew i durne tytuły historii o niczym trafiają do masy. To akurat pokazujemy powszechnie klikaniem. Wypadek na stronie internetowej to jakiś cud nad Wisłą, wszyscy chcą zobaczyć. A jeżeli jest trup? O matko! My naprawdę kochamy trupy. Żądamy krwi, jak jakieś rekiny.
Śmiem jednak sądzić, że do kryzysu jeszcze daleko. Tabloidy wiodące są dwa. Gazet ambitnych, z treścią nie dla każdego, jest cała masa. W pojedynkę mają oczywiście mniejszy nakład niż tabloid na F. Tylko czy ktoś kiedyś zsumował nakłady ambitniejszych tytułów z nakładami F. i SE?
Ludzkość nie zidiociała więc do reszty. Uwielbiamy sensację, ale wciąż powszechnie potrzebujemy mądrej treści. Wszystkiego dobrego.
*Karolina Czarnecka, „Za siedmioma blokami”

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama