Młody dzik pojawił się przy ul. Okulickiego mniej więcej przed świętami Bożego Narodzenia i od tego czasu najwyraźniej na stałe zajął teren działki położonej niedaleko marketu Kaufland. Na posesji stoi pustostan, w którym przebywają osoby w kryzysie bezdomności, regularnie odwiedzane zimą przez straż miejską – funkcjonariusze sprawdzają ich stan zdrowia i dostarczają żywność. Dzik żywi się głównie z resztek oraz ze śmieci wyrzucanych w okolicy. Za dnia najczęściej kręci się wokół pustostanu, a po zmroku wyrusza na spacery po Piasecznie, docierając nawet w okolice parku i innych części miasta. Z czasem zwierzę zostało oswojone przez ludzi – część mieszkańców i klientów pobliskiego sklepu traktuje je niemal jak maskotkę, przynosząc jedzenie wracając z zakupów.
Samotny dzik wśród pustostanu i śmieci
Według relacji pracowników sąsiadującej z pustostanem wypożyczalni sprzętu budowlanego, dzik spędza większość czasu na zaśmieconej przestrzeni korzystając z prowizorycznego legowiska w trawie. Chrumek – bo tak został ochrzczony przez pracowników magazynu wypożyczalni – ma zniekształcony pysk. Część ryja jest uszkodzona, co utrudnia mu oddychanie i może świadczyć o dawnym urazie. Choć na początku pracownicy bali się zbliżać do dzikiego zwierzęcia, szybko okazało się, że Chrumek sam podchodzi do ludzi po jedzenie, bierze pokarm z ręki i nie przejawia agresji wobec osób, które go dokarmiają. Jednocześnie, jak podkreślają rozmówcy, z miesiąca na miesiąc wygląda coraz chudziej, a dostęp do naturalnego schronienia i karmy, jakie miałby w lesie, zastępują mu śmieci, resztki i doraźne gesty mieszkańców.

– Codziennie mu jakąś kukurydze czy ziemniaki dajemy, bo szkoda po prostu tego zwierzęcia, nie lubię patrzeć, jak się męczy. On już jest tu dwa miesiące, coraz chudszy się robi, śpi w śniegu, na wygniecionym kawałku trawy, do środka pustostanu go nie wpuszczają. Jakby go złapać i zawieźć kilka kilometrów do lasu, miałby normalne warunki, to naprawdę dla odpowiednich służb byłaby akcja na dwie godziny – mówi pracownik wypożyczalni.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że przyciągają go także śmieci i resztki wyrzucane na teren działki przez ludzi przebywających w pustostanie. Sam fakt, że dzik od tygodni nie opuszcza terenu, nasuwa przypuszczenie, że kiedyś zgubił się, odłączył od stada i nie potrafi już odnaleźć drogi do lasu.
„Maskotka” salonu BMW
Bezpośrednim sąsiadem dzika jest salon samochodowy BMW przy ul. Okulickiego, którego pracownicy codziennie obserwują „lokatora” zza ogrodzenia. Dyrektor oddziału przyznaje, że dzik stał się swego rodzaju maskotką miejsca: zwierzę podchodzi pod płot, wita się z ludźmi, staje na dwóch łapach po jedzenie i daje się głaskać po pysku. Jednocześnie pracownicy mają świadomość, że to dzikie zwierzę, które broni swojego „terenu” i na samym placu przy pustostanie potrafi reagować nerwowo na obcych.

– On jest strasznie uroczy, zachowuje się jak piesek, podbiega do ogrodzenia, daje się pogłaskać, dzieci są zachwycone, klienci też. Ale to nie jest normalna sytuacja, żeby dzik mieszkał praktycznie w centrum miasta, przy ruchliwej drodze, obok marketu i salonu samochodowego. My się boimy dwóch rzeczy: że ktoś kiedyś po prostu przyjedzie i go zastrzeli, albo że przestraszony człowiek na śliskim chodniku przewróci się na jego widok. To nie powinno tak zostać, tylko nie wiadomo, kto ma się tym zająć – mówi Łukasz Grodzki, dyrektor salonu BMW przy ul. Okulickiego.
Jak dodaje, pracownicy próbowali we własnym zakresie przegonić dzika z terenu, ale zwierzę po prostu spokojnie wychodziło z posesji i… wracało w to samo miejsce. Zdarza się, że Chrumek spaceruje chodnikiem wzdłuż ulicy, pojawia się w okolicach innych sklepów czy zakładów, jednak zawsze obiera za bazę ten sam plac przy pustostanie.
Zobacz galerię zdjęć Chrumka:
40 zgłoszeń i ograniczone możliwości gminy
Sprawa dzika z Okulickiego od dawna nie jest dla gminy i straży miejskiej nowością – do Straży Miejskiej w Piasecznie wpłynęło łącznie 40 zgłoszeń dotyczących jego obecności na tej nieruchomości i w okolicach. Jak informuje rzeczniczka Urzędu Miasta i Gminy Piaseczno Joanna Ferlian‑Tchórzewska, zawiadomienia wielokrotnie napływały od samych strażników, którzy w okresie mrozów regularnie odwiedzali osoby bezdomne w pustostanie przy Okulickiego. Z ustaleń Referatu Zarządzania Kryzysowego wynika, że to najprawdopodobniej ten sam dzik, który wcześniej widywany był w okolicach parku, później „zwiedził” kilka innych miejsc w mieście, a ostatecznie na dłużej zatrzymał się na posesji nieopodal marketu.
– Wynika to głównie z tego, że ma tam stosunkowo łatwy dostęp do pożywienia, a dodatkowo bywa niestety dokarmiany przez mieszkańców. Celowe dokarmianie dzików albo łatwy dostęp do resztek pożywienia, to główna przyczyna problemów z dzikami na terenach zamieszkałych – dziki wracają tam, gdzie mają łatwy dostęp do pożywienia. Zakres działań, jakie można podjąć, jest jednak bardzo ograniczony, a ze względów prawno‑proceduralnych sytuacja jest naprawdę trudna. Koło Łowieckie nie może interweniować w obszarze zabudowanym, fundacja Animal Rescue Poland z kolei poinformowała nas, że ze względu na strefę zagrożenia ASF nie ma uprawnień do podejmowania czynności wobec dzika. O sytuacji zostało powiadomione Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego, ale do chwili obecnej nie otrzymaliśmy żadnej informacji zwrotnej w tej sprawie – wyjaśnia Joanna Ferlian‑Tchórzewska.

Rzeczniczka przypomina, że gmina nie może dziś finansować z własnego budżetu umów na pomoc dzikim zwierzętom.
– Straż Miejska w Piasecznie nie posiada procedur postępowania dotyczących dzikich zwierząt, ponieważ zagadnienie to leży w gestii Wydziału Ochrony Środowiska, który do czasu zakwestionowania przez RIO możliwości finansowania zadań związanych z udzielaniem pomocy dzikim zwierzętom z budżetu Gminy Piaseczno, podpisywał umowy z podmiotami zewnętrznymi dotyczące ochrony dzikich zwierząt. Jednak nawet gdyby umowa taka była podpisana, ze względu na AFS nie byłoby możliwości odłowienia dzika i przewiezienia go w inne miejsce. Strażnicy miejscy ze swej strony jedyne co mogli zrobić to informować mieszkańców o potencjalnym zagrożeniu ze strony tego konkretnego dzika. Były również podejmowane próby przegonienia go w kierunku lasu, kiedy przez chwilę przebywał w okolicach ulicy Sienkiewicza i Dworcowej, ale niestety, jak widać preferuje życie w mieście – informuje rzeczniczka.
Straż Miejska: „Nie mamy narzędzi, żeby pomóc”
Kierownik Straży Miejskiej w Piasecznie, Paweł Szondermajer, przyznaje wprost, że nie ma ani uprawnień, ani technicznych możliwości, by zorganizować odłów czy przemieszczenie dzikich zwierząt. Jak mówi, dzikie zwierzęta – w tym dziki, łosie czy sarny – podlegają co do zasady pod wojewodę, a tym samym właściwym organem staje się starostwo. W praktyce częste telefony mieszkańców kończą się bezradnym rozkładaniem rąk i próbą kierowania sprawy do innych instytucji.
– Nasza jednostka nie dysponuje narzędziami ani uprawnieniami do działań wobec dzikich zwierząt – mówi Paweł Szondermajer. – Jest to trudna sytuacja, ponieważ mieszkańcy zgłaszają problem oczekując pomocy, a my mówimy z bólem serca, że nie mamy możliwości, ani uprawnień, żeby skutecznie interweniować. Dziki podlegają pod jurysdykcję wojewody, co teoretycznie oznacza starostwo, lecz w praktyce odpowiedzialność jest przerzucana z instytucji na instytucję – wyjaśnia.

W rozmowie ze strażnikiem miejskim Wojciechem Waszczukiem funkcjonariusz opowiada, że w praktyce kontakt z Chrumkiem przy pustostanie wygląda prosto: gdy strażnicy przychodzą do bezdomnych, rzucają dzikowi na bok kawałek chleba, ten przenosi uwagę na jedzenie, a w tym czasie funkcjonariusze wchodzą i wychodzą z terenu. – Troszeczkę nogawki latają, bo to jednak dzikie zwierzę, ale przy takim podejściu nie mieliśmy z nim żadnych problemów – mówi Wojciech Waszczuk. Strażnik stanowczo zaprzecza, aby używano wobec zwierzęcia petard – takich rzeczy strażnicy po prostu nie mają na wyposażeniu. Wytłumaczenie krążące wśród mieszkańców mówi, że funkcjonariusze rzucają petardami w stronę dzika, by utorować sobie drogę do pustostanu, a zwierzę biorąc je za jedzenie, miało wziąć wybuchający przedmiot do pyska, co spowodowało poważne zniekształcenie ryja – relacja ta nie znajduje jednak potwierdzenia w słowach strażników.
ASF i ślepa uliczka procedur
Część instytucji, do których zwracali się mieszkańcy i sąsiedzi dzika – w tym fundacje zajmujące się pomocą dzikim zwierzętom – odmawia interwencji, powołując się na ograniczenia związane z afrykańskim pomorem świń (ASF). Podobne argumenty pojawiały się w rozmowach z urzędnikami gminy oraz strażnikami miejskimi – wszyscy powtarzali, że ze względu na strefę zagrożenia nie można dzika odłowić i przewieźć w inne miejsce.

Powiatowy lekarz weterynarii w Piasecznie, dr Małgorzata Bruczyńska, zwraca uwagę, że powiat znajduje się w procesie uwalniania od ASF i od siedmiu lat nie stwierdzono dodatnich wyników u dzików na terenie gminy Piaseczno. Ewentualne decyzje o odstrzale czy odłowie nie leżą jednak w gestii inspekcji weterynaryjnej, lecz władz samorządowych. Główny lekarz weterynarii dopuścił rozwiązanie, by dzika odłowić, wywieźć poza teren miejski i tam uśmiercić, ale nie ma możliwości, by go przemieścić po to, żeby wypuścić w lesie. Jeśli do lata nie pojawią się nowe dodatnie przypadki ASF, jest szansa na całkowite uwolnienie powiatu od ograniczeń – wtedy katalog możliwych działań mógłby się zmienić.
Kto odpowiada za Chrumka i dokąd ma pójść?
Na razie na pytanie „kto odpowiada za dzika z Okulickiego?” nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć ani urzędnicy gminy, ani starostwo, ani służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i ochronę zwierząt. Klient wypożyczalni sprzętu budowalnego, który jako jeden z pierwszych zaczął alarmować instytucje, wysyłał e‑maile do kilku fundacji zajmujących się dzikimi zwierzętami, kontaktował się z organizacjami ratującymi dziki i jelenie, ale wszędzie słyszał, że „nic nie mogą z tym zrobić”, albo nie dostawał odpowiedzi. Samorządowe instytucje odsyłają się wzajemnie: gmina do starostwa, starostwo z powrotem do gminy, a straż miejska podkreśla brak narzędzi.
– Pisałem do kilku fundacji, do azylu dla dzikich zwierząt, nawet do organizacji z innej części Polski, prosząc choćby o namiary, gdzie się zgłosić w Mazowieckiem z takim problemem. Jedni odpisali, że przez ASF nie mogą przemieszczać dzików, inni pytali, czy zwierzę jest ranne, a gdy usłyszeli, że ma uszkodzony ryj, i tak stwierdzali, że nic nie zrobią. W końcu usłyszałem, że to zwierzę skarbu państwa i każdy po kolei umywa ręce – opowiada klient wypożyczalni, który złożył też oficjalne pismo w tej sprawie.
Tymczasem dzik pozostaje na działce w centrum miasta. Jedni widzą w nim sympatyczną maskotkę, inni potencjalne zagrożenie, a jeszcze inni dowód na bezradność systemu, w którym regulacje o ochronie zwierząt i bezpieczeństwie ludzi tworzą gąszcz, z którego trudno wyprowadzić choćby jednego zagubionego dzika.




![Zwłoki pod mostem - przechodnie słyszeli wystrzał [AKTUALIZACJA] Zwłoki pod mostem - przechodnie słyszeli wystrzał [AKTUALIZACJA]](https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/sm-16x9-zwloki-pod-mostem-przechodnie-slyszeli-wystrzal-1770994670.jpg)






















Napisz komentarz
Komentarze