Reklama

Dziki lokator z Okulickiego. Co dalej z samotnym „Chrumkiem” w centrum Piaseczna?

Od ponad dwóch miesięcy młody dzik samotnie mieszka na zaśmieconej prywatnej działce przy ulicy Okulickiego w Piasecznie. Zwierzę żyje obok pustostanu zajmowanego przez osoby bezdomne. Urzędnicy przyznają, że mimo licznych zgłoszeń wciąż nie mają sposobu, by rozwiązać ten problem.
Dziki lokator z Okulickiego. Co dalej z samotnym „Chrumkiem” w centrum Piaseczna?

Młody dzik pojawił się przy ul. Okulickiego mniej więcej przed świętami Bożego Narodzenia i od tego czasu najwyraźniej na stałe zajął teren działki położonej niedaleko marketu Kaufland. Na posesji stoi pustostan, w którym przebywają osoby w kryzysie bezdomności, regularnie odwiedzane zimą przez straż miejską – funkcjonariusze sprawdzają ich stan zdrowia i dostarczają żywność. Dzik żywi się głównie z resztek oraz ze śmieci wyrzucanych w okolicy. Za dnia najczęściej kręci się wokół pustostanu, a po zmroku wyrusza na spacery po Piasecznie, docierając nawet w okolice parku i innych części miasta. Z czasem zwierzę zostało oswojone przez ludzi – część mieszkańców i klientów pobliskiego sklepu traktuje je niemal jak maskotkę, przynosząc jedzenie wracając z zakupów.​

Samotny dzik wśród pustostanu i śmieci

Według relacji pracowników sąsiadującej z pustostanem wypożyczalni sprzętu budowlanego, dzik spędza większość czasu na zaśmieconej przestrzeni korzystając z prowizorycznego legowiska w trawie. Chrumek – bo tak został ochrzczony przez pracowników magazynu wypożyczalni – ma zniekształcony pysk. Część ryja jest uszkodzona, co utrudnia mu oddychanie i może świadczyć o dawnym urazie. Choć na początku pracownicy bali się zbliżać do dzikiego zwierzęcia, szybko okazało się, że Chrumek sam podchodzi do ludzi po jedzenie, bierze pokarm z ręki i nie przejawia agresji wobec osób, które go dokarmiają. Jednocześnie, jak podkreślają rozmówcy, z miesiąca na miesiąc wygląda coraz chudziej, a dostęp do naturalnego schronienia i karmy, jakie miałby w lesie, zastępują mu śmieci, resztki i doraźne gesty mieszkańców.​

Dzika przyciągają odpady i resztki jedzenia wyrzucane na przez osoby z pustostanu. fot. DG

– Codziennie mu jakąś kukurydze czy ziemniaki dajemy, bo szkoda po prostu tego zwierzęcia, nie lubię patrzeć, jak się męczy. On już jest tu dwa miesiące, coraz chudszy się robi, śpi w śniegu, na wygniecionym kawałku trawy, do środka pustostanu go nie wpuszczają. Jakby go złapać i zawieźć kilka kilometrów do lasu, miałby normalne warunki, to naprawdę dla odpowiednich służb byłaby akcja na dwie godziny – mówi pracownik wypożyczalni.

Mieszkańcy zwracają uwagę, że przyciągają go także śmieci i resztki wyrzucane na teren działki przez ludzi przebywających w pustostanie. Sam fakt, że dzik od tygodni nie opuszcza terenu, nasuwa przypuszczenie, że kiedyś zgubił się, odłączył od stada i nie potrafi już odnaleźć drogi do lasu.​

„Maskotka” salonu BMW

Bezpośrednim sąsiadem dzika jest salon samochodowy BMW przy ul. Okulickiego, którego pracownicy codziennie obserwują „lokatora” zza ogrodzenia. Dyrektor oddziału przyznaje, że dzik stał się swego rodzaju maskotką miejsca: zwierzę podchodzi pod płot, wita się z ludźmi, staje na dwóch łapach po jedzenie i daje się głaskać po pysku. Jednocześnie pracownicy mają świadomość, że to dzikie zwierzę, które broni swojego „terenu” i na samym placu przy pustostanie potrafi reagować nerwowo na obcych.​

– On jest strasznie uroczy, zachowuje się jak piesek, podbiega do ogrodzenia, daje się pogłaskać, dzieci są zachwycone, klienci też. Ale to nie jest normalna sytuacja, żeby dzik mieszkał praktycznie w centrum miasta, przy ruchliwej drodze, obok marketu i salonu samochodowego. My się boimy dwóch rzeczy: że ktoś kiedyś po prostu przyjedzie i go zastrzeli, albo że przestraszony człowiek na śliskim chodniku przewróci się na jego widok. To nie powinno tak zostać, tylko nie wiadomo, kto ma się tym zająć – mówi Łukasz Grodzki, dyrektor salonu BMW przy ul. Okulickiego.​

Jak dodaje, pracownicy próbowali we własnym zakresie przegonić dzika z terenu, ale zwierzę po prostu spokojnie wychodziło z posesji i… wracało w to samo miejsce. Zdarza się, że Chrumek spaceruje chodnikiem wzdłuż ulicy, pojawia się w okolicach innych sklepów czy zakładów, jednak zawsze obiera za bazę ten sam plac przy pustostanie.​

Zobacz galerię zdjęć Chrumka:

40 zgłoszeń i ograniczone możliwości gminy

Sprawa dzika z Okulickiego od dawna nie jest dla gminy i straży miejskiej nowością – do Straży Miejskiej w Piasecznie wpłynęło łącznie 40 zgłoszeń dotyczących jego obecności na tej nieruchomości i w okolicach. Jak informuje rzeczniczka Urzędu Miasta i Gminy Piaseczno Joanna Ferlian‑Tchórzewska, zawiadomienia wielokrotnie napływały od samych strażników, którzy w okresie mrozów regularnie odwiedzali osoby bezdomne w pustostanie przy Okulickiego. Z ustaleń Referatu Zarządzania Kryzysowego wynika, że to najprawdopodobniej ten sam dzik, który wcześniej widywany był w okolicach parku, później „zwiedził” kilka innych miejsc w mieście, a ostatecznie na dłużej zatrzymał się na posesji nieopodal marketu.​

– Wynika to głównie z tego, że ma tam stosunkowo łatwy dostęp do pożywienia, a dodatkowo bywa niestety dokarmiany przez mieszkańców. Celowe dokarmianie dzików albo łatwy dostęp do resztek pożywienia, to główna przyczyna problemów z dzikami na terenach zamieszkałych – dziki wracają tam, gdzie mają łatwy dostęp do pożywienia. Zakres działań, jakie można podjąć, jest jednak bardzo ograniczony, a ze względów prawno‑proceduralnych sytuacja jest naprawdę trudna. Koło Łowieckie nie może interweniować w obszarze zabudowanym, fundacja Animal Rescue Poland z kolei poinformowała nas, że ze względu na strefę zagrożenia ASF nie ma uprawnień do podejmowania czynności wobec dzika. O sytuacji zostało powiadomione Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego, ale do chwili obecnej nie otrzymaliśmy żadnej informacji zwrotnej w tej sprawie – wyjaśnia Joanna Ferlian‑Tchórzewska.​

Rzeczniczka przypomina, że gmina nie może dziś finansować z własnego budżetu umów na pomoc dzikim zwierzętom.

– Straż Miejska w Piasecznie nie posiada procedur postępowania dotyczących dzikich zwierząt, ponieważ zagadnienie to leży w gestii Wydziału Ochrony Środowiska, który do czasu zakwestionowania przez RIO możliwości finansowania zadań związanych z udzielaniem pomocy dzikim zwierzętom z budżetu Gminy Piaseczno, podpisywał umowy z podmiotami zewnętrznymi dotyczące ochrony dzikich zwierząt. Jednak nawet gdyby umowa taka była podpisana, ze względu na AFS nie byłoby możliwości odłowienia dzika i przewiezienia go w inne miejsce. Strażnicy miejscy ze swej strony jedyne co mogli zrobić to informować mieszkańców o potencjalnym zagrożeniu ze strony tego konkretnego dzika. Były również podejmowane próby przegonienia go w kierunku lasu, kiedy przez chwilę przebywał w okolicach ulicy Sienkiewicza i Dworcowej, ale niestety, jak widać preferuje życie w mieście – informuje rzeczniczka.

Straż Miejska: „Nie mamy narzędzi, żeby pomóc”

Kierownik Straży Miejskiej w Piasecznie, Paweł Szondermajer, przyznaje wprost, że nie ma ani uprawnień, ani technicznych możliwości, by zorganizować odłów czy przemieszczenie dzikich zwierząt. Jak mówi, dzikie zwierzęta – w tym dziki, łosie czy sarny – podlegają co do zasady pod wojewodę, a tym samym właściwym organem staje się starostwo. W praktyce częste telefony mieszkańców kończą się bezradnym rozkładaniem rąk i próbą kierowania sprawy do innych instytucji.​

– Nasza jednostka nie dysponuje narzędziami ani uprawnieniami do działań wobec dzikich zwierząt – mówi Paweł Szondermajer. – Jest to trudna sytuacja, ponieważ mieszkańcy zgłaszają problem oczekując pomocy, a my mówimy z bólem serca, że nie mamy możliwości, ani uprawnień, żeby skutecznie interweniować. Dziki podlegają pod jurysdykcję wojewody, co teoretycznie oznacza starostwo, lecz w praktyce odpowiedzialność jest przerzucana z instytucji na instytucję – wyjaśnia.

W ciągu dnia Chrumek trzyma się przy pustostanie, nocą zaś wyrusza na wędrówki po Piasecznie. Przechadza się chodnikiem obok ulicy, pokazuje się koło sklepów i firm, lecz zawsze wraca do swojej bazy. fot. DG

W rozmowie ze strażnikiem miejskim Wojciechem Waszczukiem funkcjonariusz opowiada, że w praktyce kontakt z Chrumkiem przy pustostanie wygląda prosto: gdy strażnicy przychodzą do bezdomnych, rzucają dzikowi na bok kawałek chleba, ten przenosi uwagę na jedzenie, a w tym czasie funkcjonariusze wchodzą i wychodzą z terenu. – Troszeczkę nogawki latają, bo to jednak dzikie zwierzę, ale przy takim podejściu nie mieliśmy z nim żadnych problemów – mówi Wojciech Waszczuk. Strażnik stanowczo zaprzecza, aby używano wobec zwierzęcia petard – takich rzeczy strażnicy po prostu nie mają na wyposażeniu. Wytłumaczenie krążące wśród mieszkańców mówi, że funkcjonariusze rzucają petardami w stronę dzika, by utorować sobie drogę do pustostanu, a zwierzę biorąc je za jedzenie, miało wziąć wybuchający przedmiot do pyska, co spowodowało poważne zniekształcenie ryja – relacja ta nie znajduje jednak potwierdzenia w słowach strażników.

ASF i ślepa uliczka procedur

Część instytucji, do których zwracali się mieszkańcy i sąsiedzi dzika – w tym fundacje zajmujące się pomocą dzikim zwierzętom – odmawia interwencji, powołując się na ograniczenia związane z afrykańskim pomorem świń (ASF). Podobne argumenty pojawiały się w rozmowach z urzędnikami gminy oraz strażnikami miejskimi – wszyscy powtarzali, że ze względu na strefę zagrożenia nie można dzika odłowić i przewieźć w inne miejsce.

Powiatowy lekarz weterynarii w Piasecznie, dr Małgorzata Bruczyńska, zwraca uwagę, że powiat znajduje się w procesie uwalniania od ASF i od siedmiu lat nie stwierdzono dodatnich wyników u dzików na terenie gminy Piaseczno. Ewentualne decyzje o odstrzale czy odłowie nie leżą jednak w gestii inspekcji weterynaryjnej, lecz władz samorządowych. Główny lekarz weterynarii dopuścił rozwiązanie, by dzika odłowić, wywieźć poza teren miejski i tam uśmiercić, ale nie ma możliwości, by go przemieścić po to, żeby wypuścić w lesie. Jeśli do lata nie pojawią się nowe dodatnie przypadki ASF, jest szansa na całkowite uwolnienie powiatu od ograniczeń – wtedy katalog możliwych działań mógłby się zmienić.

Kto odpowiada za Chrumka i dokąd ma pójść?

Na razie na pytanie „kto odpowiada za dzika z Okulickiego?” nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć ani urzędnicy gminy, ani starostwo, ani służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i ochronę zwierząt. Klient wypożyczalni sprzętu budowalnego, który jako jeden z pierwszych zaczął alarmować instytucje, wysyłał e‑maile do kilku fundacji zajmujących się dzikimi zwierzętami, kontaktował się z organizacjami ratującymi dziki i jelenie, ale wszędzie słyszał, że „nic nie mogą z tym zrobić”, albo nie dostawał odpowiedzi. Samorządowe instytucje odsyłają się wzajemnie: gmina do starostwa, starostwo z powrotem do gminy, a straż miejska podkreśla brak narzędzi.​

– Pisałem do kilku fundacji, do azylu dla dzikich zwierząt, nawet do organizacji z innej części Polski, prosząc choćby o namiary, gdzie się zgłosić w Mazowieckiem z takim problemem. Jedni odpisali, że przez ASF nie mogą przemieszczać dzików, inni pytali, czy zwierzę jest ranne, a gdy usłyszeli, że ma uszkodzony ryj, i tak stwierdzali, że nic nie zrobią. W końcu usłyszałem, że to zwierzę skarbu państwa i każdy po kolei umywa ręce – opowiada klient wypożyczalni, który złożył też oficjalne pismo w tej sprawie.​

Tymczasem dzik pozostaje na działce w centrum miasta. Jedni widzą w nim sympatyczną maskotkę, inni potencjalne zagrożenie, a jeszcze inni dowód na bezradność systemu, w którym regulacje o ochronie zwierząt i bezpieczeństwie ludzi tworzą gąszcz, z którego trudno wyprowadzić choćby jednego zagubionego dzika.

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Reklama