Zostań w domu

0
262

Podejmowane przez rząd i samorządy decyzje mają jeden cel – zapobieganie rozprzestrzenianiu się wirusa. I to powinno być zadanie nas wszystkich na najbliższe dni. Prewencja szerzenia epidemii. Nie zdobycie zapasu papieru toaletowego.

Zamknięte placówki oświatowe, domy kultury, biblioteki, samorządowe centra sportowe. Ograniczony dostęp do urzędów, które owszem interesantów przyjmują, ale proszą o wykorzystanie na ile to tylko możliwe kontaktu mailowego, telefonicznego czy przez ePUAP. Zamknięte dla odwiedzających szpitale. Kolejne firmy decydujące się na wprowadzenie pracy zdalnej. Wiadomo, że taka sytuacja nastręcza wiele problemów, a przy okazji podwyższa poziom lęku, bo to, z czego żartowaliśmy jeszcze kilka dni temu, wydaje się dziś bardzo realnym zagrożeniem.

Panika? Tę generujemy sami. Tak, media również. Nie da się bowiem ukryć, że jest to teraz temat numer jeden i tym żyje całe społeczeństwo. Starajmy się dawkować sobie liczbę informacji na temat sytuacji epidemiologicznej z umiarem, a przede wszystkim korzystajmy z pewnych źródeł. Istotne komunikaty podaje Ministerstwo Zdrowia (https://www.gov.pl/web/koronawirus), Główny Inspektor Sanitarny (https://gis.gov.pl/kategoria/aktualnosci/), czy WHO (https://www.who.int/emergencies/diseases/novel-coronavirus-2019). Informacje lokalne podają na swoich stronach urzędy gmin. Piaseczno utworzyło specjalną podstronę: https://piaseczno.eu/category/koronawirus/

Zakupy na czas zagłady

Co zrobiliśmy po ogłoszeniu zamknięcia szkół i innych miejsc, w których spotyka się wiele osób, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa? Ruszyliśmy szturmować supermarkety.

Internet rozgrzał się do czerwoności informacjami o tym, gdzie już brakuje wózków, jak długie są kolejki, no i najważniejsze: czy jeszcze jest makaron i papier toaletowy. Ten ostatni stał się hitem dnia, którym dwa tygodnie temu było… mydło. Obecnie już bezproblemowo na półkach sklepowych dostępne. Są na nich również kasze, makarony i ryż. O ile damy szansę obsłudze sklepu na wyłożenie zapasów magazynowych. Albo udamy się do małego osiedlowego sklepu.

Oczywiście część osób udała się na duże zakupy, bo zmiana życia związana z tym, że zostajemy w domu z dziećmi na dwa tygodnie, wymaga uzupełnienia zapasów, jeśli na co dzień dzieci jedzą przynajmniej część posiłków w szkole czy przedszkolu, a my w pracy. Sklepów nikt nam nie zamyka.

– Nie planujemy zamykania sklepów. Nie ma też powodów do obaw, że sklepy nie będą zaopatrzone – poinformowała w czwartek 12 marca minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. – Dziś nie ma powodów, by troszczyć się o produkty suche i jakiekolwiek produkty żywnościowe. Tych w Polsce na pewno nie zabraknie – zapewniała Emilewicz podczas konferencji prasowej.

Jak wyjaśniła, rozmawiała z przedstawicielami branży spożywczej w Polsce i dostała zapewnienie, że moce produkcyjne w zakładach są w tej chwili wykorzystywane w około 80 procentach. – Jest więc możliwość, żeby zwiększyć produkcję – uspokajała.

We Włoszech, w których sytuacja epidemiologiczna jest bardzo poważna, dopiero w środę 11 marca zapadła decyzja o zamknięciu sklepów, ale dotyczy wszystkich poza spożywczymi i aptekami.

Zdrowy rozsądek lekiem na panikę

Zróbmy więc niezbędne zakupy, niekoniecznie w tłumie ludzi, gdzie zachowanie bezpieczeństwa i higieny zalecanej jako profilaktyka zakażeń, jest niemal niewykonalne. A jak już zrobimy te zakupy, po czym odkazimy dokładnie ręce, którymi dotykaliśmy wózków, terminali, lady, półek i dziesiątek towarów – zostańmy w domu. Czy naprawdę warto ryzykować i iść na siłownię, do baru czy do kosmetyczki? Może jednak lepiej przez te dwa tygodnie przeżyć bez tego. Poćwiczyć w domu, zrobić sobie drinka do filmu i domową maseczkę.

Plac zabaw, skatepark i galeria handlowa to też nie jest teraz właściwe miejsce na spędzanie czasu. Z małym dzieckiem można pojechać na spacer do lasu. Dużemu musimy wytłumaczyć, że ma obowiązek siedzieć w domu. Wyjaśnić, dlaczego to takie ważne. I egzekwować przestrzeganie tego obowiązku.

To nie jest panika. To rozsądek i czysta matematyka, powiązane z obserwowaniem rozprzestrzeniania się wirusa w różnych krajach. I danymi od wirusologów. Ten wirus u nas już jest. Przypadków zakażenia jest znacznie więcej niż te już wykryte i potwierdzone. Nosicielem może być każdy z nas, bo w dzisiejszej rzeczywistości stykamy się z dziesiątkami ludzi bezpośrednio, a pośrednio z wielokrotnie większą ich liczbą (te wszystkie klamki, terminale itd.). Być może w ogóle się o tym nie dowiemy, bo nasz organizm poradzi sobie z infekcją prawie lub w ogóle bezobjawowo. Ale możemy tego wirusa przekazać dalej. Komuś, kto niedawno przeszedł operację, jest w trakcie chemioterapii, ma osłabiony układ odpornościowy z powodu chorób przewlekłych lub wieku. Albo komuś, kto taką osobą się opiekuje.

Myśl o innych, myśl o sobie

Stoi przed nami w tej chwili ogromne wyzwanie społeczne: odpowiedzialności za innych. A ponieważ z tym bywa u nas różnie i niejeden młody, zdrowy człowiek może powiedzieć: „mam w nosie innych, nikt mnie nie będzie ograniczał, a koronawirusa przejdę ewentualnie jak katar”, to pomyślmy… o sobie.

Nie boisz się koronawirusa? A jesteś pewien, że nie dostaniesz w najbliższej przyszłości ataku wyrostka? A Twoje dziecko szalejące już z nudów w domu nie spadnie ze schodów? A ojciec nie dostanie zawału? Ty lub twoi bliscy mogą potrzebować pomocy w szpitalu. Ale w tym szpitalu sprzęt i personel medyczny będą zajęte pomaganiem lawinowo przyrastającym ofiarom koronawirusa. Albo sam będzie zarażony. Pomyśl o tym. Zrób wszystko, by nie stać się potencjalnym źródłem zakażenia. I żeby nie zachorować. Bo poza wszystkim pobyt w izolacji w szpitalu nie należy raczej do najprzyjemniejszych. Nawet jeśli miałbyś chorować łagodnie.

Pomyśl o tym, czy nie masz w sąsiedztwie lub w rodzinie osoby starszej czy chorej, której warto pomóc. Zaproponuj zrobienie zakupów, odebranie leków z apteki. Oszczędzajmy osoby najbardziej narażone na poważny przebieg choroby, a nawet śmierć. Przekażmy im też wiedzę i uprzedźmy przed naciągaczami, którzy chcą zarobić na naszym strachu, oferując maseczki, specjalne preparaty zapobiegające zakażeniom czy wzmacniające odporność.

Telefon zamiast wizyty w przychodni

Do niezbędnych wizyt powinniśmy też ograniczyć kontakty z lekarzami. O kontaktowanie się głównie telefonicznie apelują też placówki medyczne, zarówno prywatne jak i państwowe. W pierwszej kolejności powinniśmy korzystać z teleporady. W przypadku przychodni na ul. Fabrycznej w Piasecznie podany do kontaktu numer to 781 600 732. Dzięki teleporadzie medycznej można otrzymać zalecenia lekarskie, e-zwolnienie oraz e-receptę. Jeśli będzie taka konieczność lekarz może wskazać konieczność bezpośredniego kontaktu w przychodni. Teleopieka dotyczy nie tylko podstawowej opieki medycznej, ale również pacjentów poradni specjalistycznych, którzy już pozostają pod stałą opieką i wymagają okresowej kontroli. Dzięki teleopiece ograniczamy ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa, zapewniając większe bezpieczeństwo pacjentom i personelowi medycznemu.

Wyłączmy się na chwilę

Postarajmy się tym razem nauczyć na błędach innych. I posłuchać specjalistów. Postarajmy się zrobić wszystko, by powstrzymać rozprzestrzenianie wirusa. Jeszcze zdążymy pójść na koncert, wyjechać na wakacje, spotkać się z przyjaciółmi. W dzisiejszych czasach w domu mamy pod ręką cały świat. Możemy z tego korzystać. A przede wszystkim pograjmy z dzieciakami w planszówki, popracujmy zdalnie, kiedy nasze dzieci będą się uczyć czegoś online. Ugotujmy coś razem. To paradoksalnie może być całkiem wartościowy czas dla nas wszystkich. Na zatrzymanie się, zastanowienie nad tym, co jest naprawdę ważne. Na właściwą perspektywę.

I nie traćmy poczucia humoru. Rozsądek jest ważny. Traktowanie zagrożenia epidemiologicznego poważnie też. Ale te wszystkie memy i żarty w Internecie pomagają nam wszystkim nie zwariować.

W tym miejscu zapadła dramatyczna decyzja 😉