Zarobić na oponach

385

Klient zostawia zużyte opony w warsztacie. A warsztat płaci firmie utylizacyjnej za ich odbiór. No chyba, że nie. Kilkudziesięciu sztuk bowiem do lasu osoba prywatna raczej nie wywozi.

Na spacerze w Lesie Chojnowskim, gdzieś między Piskórką a Grochową, znajduję kilkadziesiąt porzuconych opon. Usiłuję się dowiedzieć, kto powinien je sprzątnąć, jakie są w tej sytuacji procedury, czy ktoś próbuje ustalić „sprawcę”. W związku z tym, że opony znajdują się przy leśnym szlaku, w miejscu nieco oddalonym od zwykłej drogi i ludzkich zabudowań, obstawiam, że taki obowiązek spada na… leśników. Od rzecznika Nadleśnictwa Chojnów Sławomira Fiedukowicza dowiaduję się, że owszem, nielegalne wysypiska śmieci w lesie często znajdują leśnicy, ale to wcale nie musi oznaczać, że leżą one na terenie należącym do Lasów Państwowych. A wedle obowiązujących przepisów śmieci należą do tego, na czyim terenie się znajdują. Kiedy podaję orientacyjną lokalizację spotkanego składowiska, Fiedukowicz od razu mówi, że może być problem, bo tam dodatkowo spotykają się dwie gminy – Piaseczno i Prażmów. Po sprawdzeniu, czy sprawa został już zgłoszona do Nadleśnictwa okazało się, że nawet poniekąd została załatwiona. Po ustaleniu dokładnie, na czyim terenie leżą opony, Nadleśnictwo Chojnów poinformowało mailowo Urząd Gminy Piaseczno, że na należącym do gminy terenie znajdują się śmieci i powinna podjąć działania zmierzające do ich uprzątnięcia. Jak poinformowali nas pracownicy Nadleśnictwa, część opon (35 sztuk), która leżała na podlegającym im terenie, została uprzątnięta 5 sierpnia. Oznacza to, że kiedy ja spotkałam górę opon, była ona już znacząco uszczuplona. Pismo trafiło do Urzędu Gminy 17 lipca. Czy zostały podjęte jakieś kroki w tej konkretnej sprawie, nie udało nam się na razie ustalić, ze względu na okres urlopowy i nieobecność osoby, która się tym problemem zajmuje. W Wydziale Utrzymania Terenów Publicznych dowiedziałam się, że śmieci z lasu zabiera firma, która wykonuje usługę odbioru odpadów wielkogabarytowych i wszystkich innych porzucanych przy drogach, w rowach, czy lasach właśnie. Za tę usługę oczywiście płaci.

W ubiegłym roku taka sama sytuacja miała miejsce w Gołkowie

I tu rodzi się pytanie, na które nie udało mi się uzyskać odpowiedzi. Czy ktoś próbuje ustalić „właściciela” porzuconych w lesie kilkudziesięciu opon? Wiadomo, że w samym lesie o monitoring trudno. Jednak trudno też uwierzyć, że nikt nie zauważy tak dużego transportu odpadów do lasu. Nie da się tego przewieźć w bagażniku samochodu osobowego. I na pewno nie przywiozła tego osoba prywatna z własnych zbiorów.

– Sam zostawiam opony u wulkanizatora, płacę kilka złotych za sztukę i wierzę w to, że trafią tam, gdzie powinny – mówi jeden z leśników. To wygodne rozwiązanie, jeśli nie mamy gdzie przechować opon do terminu odbioru tzw. gabarytów lub nie chce nam się ich zawieźć do PSZOK. Opłatę za pozostawiane opony wulkanizatorzy pobierają od kilku lat. Zwykle jest to 5 zł od sztuki. Deklarują, że następnie odbiera je od nich specjalistyczna firma. Przy wymianie opon 100 klientom zakład zarabia więc 2000 złotych. Jeśli nie przekaże ich firmie utylizującej, pieniądze te zostaną w kasie firmy.

– Trzymam wszystkie rachunki i dokumenty – mówi jeden z właścicieli zakładów wulkanizacyjnych. Czy kiedykolwiek straż miejska lub inne służby gminne je sprawdzały? Nie, ale nasz rozmówca zastrzega, że zakładów jest kilkadziesiąt, więc może zdarzyło się to w innych. W trzech innych przypadkowo wybranych również takiej kontroli nie było.