Sprawdzimy, naprawimy

333

Ktoś zrobił chodnik, ktoś wyciął drzewo. Resztka pnia nadal utrudnia poruszanie się chodnikiem. Urzędnicy nie wiedzą jak do tego doszło, ale obiecują, że się tym zajmą.

Absurdalną sytuację na ul. Markowskiego zgłosił do nas jeden z okolicznych mieszkańców.

– Byłem świadkiem sytuacji, w której kobieta szła z dziecięcym wózkiem i musiała zjechać na ulicę żeby ominąć to miejsce, bo przejechać się nie da. Akurat nadjechał samochód i kierowca nawrzeszczał na kobietę, że skoro ma chodnik, to powinna z niego korzystać – relacjonuje. I nie może się nadziwić, że nikt tego nie uporządkuje chodnika.

Ulica pozostaje pod opieką Gminy i to ona swego czasu położyła tam chodnik. Prawdopodobnie, gdy był on układany (około dwóch lat temu, jak twierdzą urzędnicy), drzewo jeszcze rosło i podjęto decyzję o jego pozostawieniu. Chodnik został więc położony po obu stronach pnia i już od początku poruszanie się nim wymagało zejścia na ulicę w okolicach drzewa. Prawdopodobnie mieszkańcy przyjęli to ze zrozumieniem ze względu na ocalenie drzewa, ale później z jakiegoś powodu drzewo zostało wycięte.

– Prawdopodobnie my to drzewo wycięliśmy, nie pamiętam oczywiście szczegółów – wyjaśnia naczelnik Wydziału Utrzymania Terenów Publicznych Grzegorz Chrabałowski. Przyznaje też, że nie jest pewien, czy najpierw był układany chodnik, a później wycinane drzewo, ale ze względu na absurdalność sytuacji woli wierzyć, że tak właśnie było. Naczelnik Wydziału Utrzymania Infrastruktury i Transportu Publicznego Włodzimierz Rasiński deklaruje uzupełnienie kostki w brakującym fragmencie chodnika, ale wcześniej wydział UTP musi sprzątnąć resztki drzewa i wyrównać teren.

– Oczywiście sprawdzimy to i zajmiemy się uporządkowaniem tej sytuacji w najbliższym czasie – zapewnia Chrabałowski.

Doceniamy oczywiście zaangażowanie urzędników i gotowość do działania. Pień jednak nie wygląda na ścięty kilka dni wcześniej. Dodatkowo, jeśli wycinki dokonali pracownicy urzędu, a w każdym razie odbyła się ona za ich wiedzą i zgoda, trudno nam zrozumieć, że trzeba interwencji mieszkańców i ewentualnie mediów, żeby problem zauważyć, a następnie go rozwiązać.