Nie ma nic za darmo

733

Chociaż mieszkania socjalne i komunalne otrzymuje się od gminy za darmo, to trzeba płacić za nie czynsz. Dopiero kilka lat temu samorząd znalazł skuteczny sposób na uświadomienie tego faktu lokatorom, którzy uważają, że wszystko im się należy.

Eksmitowanie ludzi, których osiągany dochód był na tyle niski, że pozwolił na otrzymanie lokalu komunalnego lub socjalnego, na pierwszy rzut oka nie wygląda dobrze. Ale jeśli dokładniej przyjrzeć się problemowi, okazuje się, że jest to czasem jedyne i sprawiedliwe rozwiązanie. Zgadzają się z tym szczególnie osoby, które cierpliwie czekają w kolejce na przydział mieszkania.

– Jestem w kolejce na odległym miejscu i czekam już 3 lata. Muszę wynajmować mieszkanie, chociaż mój niski dochód uprawnia mnie do bycia na liście oczekujących. A ktoś już dostał mieszkanie i nawet nie chce mu się płacić małego czynszu – mówi nam jedna z kobiet, która oczekuje z synem na mieszkanie komunalne od gminy.

Zadłużenia wcale nie są małe, czasem sięgają kilku czy kilkunastu tysięcy złotych za jeden lokal, a przecież czynsze nie są wygórowane. Za metr mieszkania socjalnego płaci się 3,24 zł, czyli za 40-metrowe mieszkanie wynosi on tylko 129 zł miesięcznie. Jeżeli ktoś faktycznie nie ma dochodów, może się ubiegać o dodatek mieszkaniowy.

– Od 3 lat gmina, za zadłużenia czynszowe, kieruje wnioski do sądu o eksmisję. Musimy reagować, brak zdecydowanej reakcji byłby niesprawiedliwy wobec tych, którzy rzetelnie  regulują należności  – mówi nam wiceburmistrz Hanna Kułakowska-Michalak.

Sytuacje oraz historie lokatorów z gminnego zasobu mieszkaniowego często są trudne, dlatego gmina wyszła tym osobom naprzeciw, wprowadzając 4 lata temu program odrabiania zaległości czynszowych.  Przeważnie są to drobne prace porządkowe, zamiatanie, koszenie trawy, itp. Chętnych niestety nie widać , w ciągu roku zgłasza się może jedna osoba. Za to eksmisji w zeszłym roku było 4, w tym będzie ok. 10.

– Mamy kilkanaście takich przypadków, gdzie zadłużenie zostało spłacone od razu po tym, jak skierowaliśmy sprawę do sądu – mówi nam wiceburmistrz.

– Od trzech lat na szczęście dłużników nam ubywa. Być może nasze działania uświadamiają im, że te mieszkania jednak nie są za darmo. Większość lokatorów docenia, że nie musi płacić kredytu, albo płacić wysokich stawek rynkowych za wynajem. Eksmisje to ostateczność, ale w tych 10 tegorocznych przypadkach konieczna – mówi nam Ewa Witkowska, naczelnik Wydziału Polityki Mieszkaniowej UMiG w Piasecznie.

Sytuacja z mieszkaniami nie jest łatwa, chociaż i tak jest dużo lepsza niż kilka lat temu, bądź w innych gminach. W tym roku w Piasecznie zostało oddanych do użytku 69 lokali, jednak pozwoliły one głównie na rozwiązanie problemu lokatorów z tzw. awaryjnego stanu technicznego, czyli budynków, które nadawały się już wyłącznie do wyburzenia, jak te przy ul. Nadarzyńskiej czy ul. Warszawskiej.

Na przydział lokalu  należącego do mieszkaniowego zasobu w gminie czeka ok. 160 rodzin. Jednak proces budowy nowego budynku trwa ok. 3 lat i trzeba na to znaleźć też środki w budżecie. Samorząd buduje średnio jeden, dwa budynki w kadencji. Zwalniają się pojedyncze mieszkania, np. po eksmisji lub zgonie.