Będą kary

0
118

Wspólnoty mieszkaniowe narzekają na jakość obsługi przez nowego wykonawcę odbierającego śmieci. Z kolei PUK Piaseczno narzeka na jakość segregacji. Niebawem wspólnoty będą musiały zmobilizować swoich mieszkańców do przestrzegania zasad albo zapłacą kary.

Przepełnione śmietniki, nieterminowe odbiory, pomijane altanki – lista skarg na jakość usługi odbioru odpadów przez firmę PUK Piaseczno na terenie budownictwa wielorodzinnego jest długa.

– Dodzwonienie się z reklamacją graniczy z cudem, więc wysyłam maile, ale oczywiście nie mam żadnej informacji zwrotnej – mówi nam administrator jednego z budynków w centrum miasta. – W Wydziale Gospodarki Odpadami dowiedziałem się, że takich reklamacji jest około 2 tysięcy miesięcznie, więc nie są w stanie jeszcze na nie odpowiadać – relacjonuje. Zaznacza, że sytuacja zdecydowanie się pogorszyła, odkąd śmieci odbiera PUK Piaseczno, które ewidentnie nie ma wystarczających sił przerobowych.

– Myślę, że pobiliśmy rekord. Gabaryty zostały od nas odebrane 63 dni po terminie – mówi administrator wspólnoty, która dysponuje zaledwie dwiema altankami śmietnikowymi. – To jest postawione na głowie. Ja się wywiązuję z płatności, a firma się nie wywiązuje z realizacji umowy. I nie mam możliwości tej umowy rozwiązać i wybrać usług innej firmy, tak jak to było kiedyś.

Śmieci jest za dużo

Prezes PUK Piaseczno Grzegorz Tkaczyk przyznaje, że ilość sprzętu oraz pracowników jest niewystarczająca do obsługi sektora 3.

– Kiedy rozpoczęliśmy realizację umowy okazało się, że śmieci jest dwa razy więcej niż wynikało to ze specyfikacji przetargu – zauważa. – Staramy się sprostać temu zadaniu, ale oczywiście zdarzają się i opóźnienia, i różne niedopatrzenia – przyznaje i przeprasza mieszkańców. Zaznacza jednak, że nie zawsze wina leży po stronie wykonawcy. – Dostęp do niektórych altanek jest utrudniony czy wręcz niemożliwy. Warto pamiętać, że rotacja pracowników w tej branży jest duża, więc źle oznaczone altany, rozproszone w różnych miejscach na osiedlu, mogą być trudne do namierzenia.

Wspólnoty muszą znaleźć sposób
na wyegzekwowanie od swoich
mieszkańców prawidłowej segregacji

Zwraca też uwagę na to, że w niektórych wspólnotach ilość śmietników jest zbyt mała w stosunku do liczby mieszkańców i częstotliwości odbioru odpadów. Kolejny problem to fatalna jakość segregacji. Zgodnie z założeniami powinniśmy oddawać co najmniej 50% śmieci posegregowanych. Tymczasem w najlepszych wspólnotach udaje się uzyskać segregację na poziomie 25% .

Segregacja we wspólnotach to mit

Dla wykonawcy oznacza to jedno – w instalacji nikt nie odbierze od niego rzekomo posegregowanych tworzyw sztucznych czy papieru, jeśli w danej partii znajdzie się chociaż kilka „obcych” elementów.

– Instalacja odbierze je jako zmieszane. Za tonę papieru dostałbym jeszcze złotówkę. Za papier, do którego ktoś wrzucił przysłowiowe cztery pomidory, zapłacę 850 zł za tonę – wyjaśnia Grzegorz Tkaczyk. Oczywiście te wyższe koszty ostatecznie muszą ponieść mieszkańcy. Po dostosowaniu lokalnych przepisów do ustawy (gmina ma na to czas do września), segregacja będzie obowiązkowa, a jej brak będzie karany. Jak dotkliwie? Na razie nie wiadomo. We wspólnotach mieszkaniowych czeka nas więc „odpowiedzialność zbiorowa”. Wystarczy bowiem, że jeden ze stu mieszkańców celowo lub niechcący wrzuci odpady do niewłaściwej frakcji. Wspólnoty muszą więc znaleźć sposób na wyegzekwowanie od swoich mieszkańców prawidłowej segregacji.

– Niekiedy są wyznaczone godziny, w których można wyrzucać śmieci i nadzoruje to pracownik administracji, a poza tymi godzinami altana jest zamknięta. Bywa, że wspólnoty zatrudniają osobę, która wstępnie segreguje śmieci – podpowiada rozwiązania stosowane w innych miastach burmistrz Daniel Putkiewicz. Pewnym rozwiązaniem jest też nadzór kamer, choć oczywiście nie wychwycą one wszystkich nieprawidłowości.

– Burmistrz na spotkaniach opowiada o dalekosiężnych planach budowy nowoczesnej infrastruktury do odbioru śmieci, a my mamy realne problemy ze śmieciami tu i teraz. Przy tej częstotliwości odbioru, a dodatkowo opóźnieniach, już teraz pojawiają się gryzonie, a co będzie latem? – zastanawia się administrator jednego z osiedli.