UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Efekt Gołaszewskiego

Oceń ten artykuł
(1 głos)

W tym sezonie oglądaliśmy dwie zupełnie różne ekipy MKS Piaseczno.


Efekt nowej miotły zadziałał, w związku z czym MKS Piaseczno zamiata ostatnio ligowych rywali. Kiedy po wysokiej porażce z Błonianką Błonie trenera Tomasza Grzywnę zastąpił były zawodnik Piaseczna, a także legenda Polonii Warszawa, Igor Gołaszewski, mało kto spodziewał się, że zespół momentalnie zacznie łapać punkty. Zmiana, jak na razie, bardzo mocno podziałała na piłkarzy, którzy w ostatnich tygodniach pokonali 2:0 rezerwy Znicza Pruszków i wygrali na wyjeździe z dużo mocniejszą na papierze Pogonią Grodzisk Mazowiecki 3:2. Trudny sprawdzian czekał zawodników z Piaseczna tydzień później, tym razem przy nowych trybunach na własnym terenie, gdyż przy ul. 1 Maja zameldowała się ekipa Broni Radom.
Ku zaskoczeniu kibiców, na wstępie można powiedzieć, że faworyci nie wyszli z autokaru na murawę. Pierwsza część gry bezsprzecznie należała do podopiecznych trenera Gołaszewskiego, którzy od pierwszego gwizdka sędziego zaatakowali wysokim pressingiem i wcale nie był to pressing w stylu Macieja Iwańskiego. Już po kilku minutach „Broniarze” musieli wyciągać piłkę z siatki, ponieważ po dokładnym dośrodkowaniu z prawej strony bramkę dla gospodarzy zdobył Łukasz Krupnik. Ataki Piaseczna nie ustępowały, po szybkim odbiorze piłka wędrowała do skrzydła i błyskawicznie tworzyło się zagrożenie pod bramką Michała Kuli. Wystarczyły dwa podania i MKS był już pod polem karnym Radomia. Sporo zamieszania sprawiały również stałe fragmenty gry, a konkretnie rzuty rożne konsekwentnie zagrywane w stronę długiego słupka.
„Apatia – to słowo dobrze oddaje z kolei obraz piaseczyńskiej ofensywy tego dnia. Brak dynamiki i dokładności w kreowaniu okazji do wyrównania” – pisaliśmy niedawno odnośnie domowego meczu z Energią Kozienice. Tutaj mieliśmy zupełnie inny obraz gry, piasecznianie mogli się podobać, a przede wszystkim zaangażowanie, jakie pokazali w pierwszej części gry. Śmiało można powiedzieć, że każdy z nich wyszedł na boisko „napakowany jak kabanos”.
Bardzo dobrze wyglądała linia defensywy, obrońcy raz za razem neutralizowali ataki Broni, a Radosław Wąszewski nie miał zbyt wiele pracy w pierwszej połowie. Cały zespół był świetnie zorganizowany. Zmiana nadeszła wraz z gwizdkiem sędziego na przerwę.
W drugiej odsłonie meczu Broń wreszcie odpaliła i jej zawodnicy przynajmniej w kilku akcjach mogli zdobyć gola. Sztuka ta udała się w końcówce, gdy parę minut przed końcem wynik wyrównał występujący niegdyś w barwach Piaseczna Zbigniew Obłuski, wykorzystując błąd obrony. Pierwsza część na wysokich obrotach dała się we znaki graczom MKS-u, u których widać było zmęczenie, ale nie przeszkodziło im to w kreowaniu własnych sytuacji. Gdyby w końcowych minutach Łukasz Krupnik dokładniej zagrał do wychodzącego na pozycję Emila Wrażenia, to właśnie gospodarze cieszyliby się z kompletu punktów. Nie można jednak mieć pretensji do nikogo – cała drużyna MKS-u zagrała bardzo dobre zawody.
MKS zajmuje obecnie 12 pozycję w ligowej tabeli, za tydzień klub rozegra wyjazdowe spotkanie z LKS-em Jedlińsk.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama