UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Wypowiedzieli dożywocie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Reakcją na wezwanie adwokata do remontu budynku było wysłanie do państwa Piędzio wypowiedzenia dożywotniego użytkowania. Ale to niestety nie wszystko.


W numerze 159. PP z 2 sierpnia w artykule „Za Niemców było lepiej” opisaliśmy historię Michała i Anny Piędzio z Baniochy, dzieci Andrzeja Piędzio, społecznika i hokeisty. Żyją w skandalicznych warunkach, ponieważ 15 lat temu nieruchomość, na której stoi ich rodzinny dom, kupiło rodzeństwo D., a państwo Piędzio wg aktu notarialnego mają prawo dożywotniego użytkowania domu. Niestety rodzeństwo D. jest innego zdania.
Przez kilkadziesiąt lat był spokój
– Tata był pracownikiem spółdzielni Grupa Techniczna, mam pismo od Zarządu, z którego wynika, że raczej zaufanym – mówi nam Michał Piędzio i pokazuje pismo z 15 stycznia 1945 roku.
„Niniejszym zlecamy Panu (…) opiekę nad nieruchomością, fabryką i całym pozostałym majątkiem Spółdzielni (…) w czasie nieobecności Pana Dyrektora Fabryki (…). Powierzony Panu w opiekę majątek przekaże Pan w przyszłości przedstawicielowi Spółdzielni (…), który wykaże się należytymi uprawnieniami do odbioru dyspozycji majątkiem Spółdzielni”, pisał do Andrzeja Piędzio Zarząd Spółdzielni, mającej siedzibę w Alejach Ujazdowskich.
W czasie wojny w willi rodzeństwa D. mieszkali Niemcy, po wojnie pan Andrzej, posiadający już dwójkę dzieci, dalej był pracownikiem Spółdzielni i z całą rodziną mieszkał w domu przy Sportowej, opisanym w gminnej ewidencji zabytków jako domek ogrodnika z 1906 r. Po śmierci swojego pracownika Spółdzielnia nie zrobiła niczego, co mogłoby uprzykrzyć życie jego dzieciom. W spokoju mieszkali oni w rodzinnym domu, do momentu kiedy Spółdzielnia postanowiła sprzedać całą nieruchomość przy Sportowej. Jej kupno przez rodzeństwo D. okazało się dla pani Anny i pana Michała początkiem horroru.
Przed spisaniem aktu notarialnego pani D. podpisała umowę z państwem Piędzio, w której ci zobowiązują się do napraw domu. Całą historię tej umowy opisaliśmy w poprzednim artykule. Według adwokata Michała Rosy, pełnomocnika państwa Piędzio, umowa jest nieważna.
Dom nie nadaje się do użytku
Dom jest w katastrofalnym stanie, w salonie i w kuchni w suficie widnieją dwie wielkie dziury, z których w czasie deszczu leje się woda. Według adwokata odpowiedzialnym za stan budynku są jego właściciele, czyli rodzeństwo D. W lipcu wysłał im wezwanie, w którym zażądał podjęcia natychmiastowych działań dążących do kompleksowego remontu budynku. Reakcja właścicieli jest szokująca.
– Najpierw zniknął prąd. Przyjechał nasz adwokat, pan Rosa, wezwał policję – mówi nam Michał Piędzio. – Pan D. twierdził, że nam nie odłączył prądu, ale na swojej skrzynce zainstalował rozgranicznik. Prąd po tej operacji zniknął. Po interwencji adwokata i policji, dwa dni później, zainstalował nam przy wejściu kontakt, teraz lodówka stoi na korytarzu, a prąd w pokoju mamy z przedłużacza, czyli w zasadzie siedzimy przy lampce nocnej i świecach – mówi dalej.
Problemy z prądem to jednak tylko część reakcji na wezwanie do remontu.
– Pierwszego września otrzymaliśmy listem poleconym wypowiedzenie umowy użytkowania – mówi pan Michał.
W piśmie czytamy, że na podstawie umowy, która zresztą wg adwokata jest nieważna, rodzeństwo D. wypowiada państwu Piędzio użytkowanie oraz wzywa ich do niezwłocznego dokonania niezbędnych prac budowlanych zabezpieczających budynek przed zawaleniem. Jeżeli tego nie zrobią, mają opuścić budynek. W piśmie nie ma terminu, za to w uzasadnieniu czytamy: „Bezczynność Państwa w tym zakresie doprowadziła do totalnej degradacji budynku, który w obecnej chwili nie nadaje się na pobyt ludzi, gdyż zagraża ich bezpieczeństwu”.
Do pisma załączona została ekspertyza techniczna budynku z 28 sierpnia br. Jest tam m.in. informacja, że rynny są z blachy ocynkowanej i że trzeba je wymienić.
– To jest dziwne. Był tu ten pan, do środka nie wchodził, ale dom widział. Co jak co, ale akurat rynny są dobre i plastikowe. Sami je wymieniliśmy w 2004 r., chociaż to nie nasz obowiązek – mówi nam pan Michał.
Budynek nie nadaje się do użytkowania, co widać gołym okiem. Problem polega jednak na tym, że to właściciele budynku zobowiązani są do jego remontu, co zresztą wynika z aktu notarialnego. Umowa, na którą się powołują, jest nieważna.
Czy konieczne będą dalsze kroki prawne wobec rodzeństwa D.? Po reakcji na wezwanie do remontu wystosowane przed adwokata wydaje się, że będą niezbędne.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama