UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

17 maja stołeczny ratusz ogłosił przetarg na budowę drogi rowerowej wzdłuż ul. Puławskiej od Piaseczna do Warszawy.

 

O planach Warszawy dotyczących wybudowania ścieżki rowerowej od ul. Domaniewskiej do Mysiadła pisaliśmy wiele razy. Obecnie przystąpiono do konkretyzacji planów. Stołeczny ratusz zamieścił na swojej stronie internetowej ogłoszenie o przetargu na wykonanie inwestycji pod nazwą ,,Budowa drogi rowerowej wzdłuż ulicy Puławskiej” w zakresie realizacji infrastruktury rowerowej w obrębie węzła ul. Puławska – ul. Rzymowskiego – ul. Dolina Służewiecka. Ścieżka rowerowa na odcinku od ul. Domaniewskiej do ul. Niedźwiedziej będzie biegła po wschodniej stronie ul. Puławskiej, a dalej, aż do granicy z gminą Lesznowola, po dwóch stronach jezdni. Powstaną również przejazdy poprzeczne przez ul. Puławską, w tym na węźle Wyścigi. Termin zakończenia prac budowlanych został wyznaczony do 15 czerwca 2018 r.
Miłośnicy rowerów już zacierają ręce. Czy jest szansa, że już niedługo część naszych mieszkańców do pracy do Mordoru na Domaniewskiej (potoczna nazwa olbrzymiego zespołu biurowców na warszawskim Służewcu) uda się w garniturach na rowerze? Obecnie to miejsce, gdzie codziennie dojeżdża tysiące pracowników, a korki i zatłoczona komunikacja publiczna to chleb powszedni.
– Gdyby zrobili profesjonalną drogę rowerową to ja na pewno w okresie wiosenno-letnim przesiadłbym się z samochodu na rower. Do pracy dojeżdżam codziennie do Mordoru, nie dość, że praca stresująca, to jeszcze dojazd tam to droga przez mękę i dodatkowy stres – mówi nam pan Kuba, mieszkaniec naszego powiatu.

1 komentarz

  • Link do komentarza Mioon Mioon 1 czerwca 2017

    Zastanawia mnie tylko, czy ta droga rowerowa będzie oddzielona od chodnika fizycznie, czy tylko bladym kolorem, tak jest to w Piasecznie na odcinku Energetyczna-Geodetów i dalej. Krótko mówiąc hulaj dusza: "Bo kolory mnie nie interesują, gdyż nie czuję ich pod kołami/stopami, a zatem jeżdżę/chodzę gdzie mi się podoba i co mi zrobicie?". Szczerze mówiąc, jak patrzę w sezonie letnim na to co dzieje się na tym odcinku, to boli mnie, że są ludzie, którzy projektując to zarobili dzięki podatkom, tworząc coś co jest praktyczne tylko w projekcie, na wirtualnym rzucie z góry.

    Łączenie ruchu pieszego, z natury wolnego i mało skoordynowanego, z ruchem rowerowym, z natury szybkim i także słabo skoordynowanym, bo przecież to nie jazda po szynach, jest jak malowanie linii na skraju posiadłości zamiast stawiania płotu, z wiarą, że dzikie zwierzęta dzięki temu nie rozkopią ziemi w ogrodzie, zjadając/niszcząc wszystko.

    Urzędnicy na sugestie, niestety, reagują tylko wtedy, gdy otrzymują w krótkim czasie dziesiątki zgłoszeń od zwykłych obywateli lub chociaż jedno ze strony kogoś bliskiego poszkodowanego takim stanem rzeczy. W jednym i drugim przypadku prawdopodobieństwo jest niewielkie, więc taki stan rzeczy może trwać przez kolejne naście lat. Potrącenia, kłótnie, pretensje, stres, są codziennością, tylko dlatego, że przecież niedomyślenia dla niektórych jest łącznie ruchu rowerowego z samochodowym, ale z ruchem pieszym jak najbardziej OK. Samochody jeżdżą w mieście 50-60-70 km/h. Rowerzyści jeżdżą 15-20-30 km/h. Piesi chodzą 4-5-6 km/h. Widać różnicę? Ci ostatni są najwolniejsi, nie mają jak zapiąć pasów, chronić głowy kaskiem, używać oświetlenia, czy nawet rejestratora. Mogą być schorowani, niepełnosprawni lub dobiegać lat osiemdziesięciu. Może dlatego powinni być przez urzędników najbardziej chronieni?

    Porządek w ruchu jest tylko na odcinkach z wyraźnie, czyli fizycznie, wyznaczonymi granicami (trawniki, krawężniki, różnice poziomu). Są takie w Warszawie i zawsze jest tam spokój. Dziwi to, że wiele najnowszych dróg dla rowerzystów jest budowana nadal w styczności i w jednej płaszczyźnie z chodnikiem, różniącej się wyłącznie kolorem kostki, który i tak znika pod śniegiem lub w sodowym (pomarańczowym) oświetleniu ulic.

    Mam nadzieję, że Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie kumuluje doświadczenia i że są osoby, które będą zadowolone ze swojej pracy na tyle długo, aby móc te doświadczenia wykorzystać w kolejnych projektach.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama