UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Lis zaklinował się w ogrodzeniu na terenie Konstancina. Mimo iż wyglądało to drastycznie, lis przeżył. I tu zaczyna się problem.


Straż Miejska w Konstancinie poinformowała o tym zdarzeniu Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego. To wezwało Fundację Animal Rescue Poland, w zasadzie jedyną organizację na terenie powiatu, która może podjąć taką interwencję.
Fundacja udała się na miejsce
– Lis absolutnie nie nadawał się do uśpienia. Ewidentnie można go było uratować i to właśnie zrobiliśmy. Po pierwsze jesteśmy od ratowania zwierząt, a nie uśmiercania ich, po drugie w przypadku kiedy lis nie zagraża bezpieczeństwu ludzi, i można go odratować, ustawa o ochronie zwierząt zabrania nam usypiania takiego zwierzęcia – mówi nam Dawid Fabjański z Fundacji Animal Rescue Poland.
Patrol interwencyjny uratował lisa i odwiózł go do weterynarza. Lis powinien znaleźć się w ośrodku rehabilitacji zwierząt, niestety taki nie funkcjonuje na terenie powiatu. W innych ośrodkach w pobliżu nie przyjmowane są zwierzęta spoza ich terenu. Od Fundacji przyjmuje dzikie ranne zwierzęta Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach. To koło Elbląga...
– My zawozimy do Elbląga zwierzęta, bo nie mamy gdzie. To jest kuriozalna sytuacja – mówi nam Dawid Fabjański. – Transport do Elbląga kosztuje, ale kosztów ratowania lisa, włączając w to transport, nie ma komu pokryć. Nie pojechaliśmy więc, a lis jest u weterynarza – dodaje.
Lis znaleziony został na terenie Konstancina. Konstancin stoi wciąż na stanowisku, że zadanie ratowania dzikich zwierząt należy do Starostwa. Starostwo twierdzi, że to zadanie należy jednak do gmin. Chyba że martwy lis leżałby na powiatowej drodze. No ale lis żył i nie nadawał się do uśpienia. Interpretacje prawne, które twierdzą, że to zadanie należy do gmin, i akty prawne, na które powołuje się Konstancin, podawaliśmy w artykule sprzed roku „Czy w Konstancinie sarny muszą konać?” (PP nr 107, z 22 czerwca 2016). Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Dzikie ranne zwierzęta znalezione w Konstancinie są zawieszone w próżni. Nikt nie płaci, nikt się nie przejmuje. Płaci Fundacja, która utrzymuje się z darowizn m.in. mieszkańców Konstancina. Wpłaty jednak nie są regularne, zależą od dobrej woli wpłacających, a interwencji Fundacja ma coraz więcej.
Jedni płacą, inni nie mogą
– Konstancin nam nie płaci, ale my i tak ratujemy ich zwierzęta. Straż miejska ma zakaz zgłaszania nam interwencji, ale komuś zgłosić muszą. Dzwonią więc do PCZK. Centrum nie ma patrolu interwencyjnego, więc dzwoni do nas. Wszyscy sobie zdają z tego sprawę, że to i tak trafi do nas. Bo do kogo? Ale Konstancin nam nie zapłaci, bo nie on nam zgłaszał, powiat nam też za to nie zapłaci, bo twierdzi, że nie ma tego w zadaniach. My stajemy przed wyborem – ratować czy nie ratować, więc ratujemy. Bo w końcu po to powstaliśmy – mówi nam Dawid Fabjański.
Okazuje się jednak, że chociaż przepisy pozwalają na różne interpretacje, jest gmina w powiecie, Piaseczno, która chce sobie z tym poradzić i ratować w normalny sposób zwierzęta.
– Gmina próbuje rozwiązać ten problem poprzez podpisywanie umów z fundacjami, w tym przypadku właśnie z Fundacją Animal Rescue Poland – mówi nam wiceburmistrz Piaseczna, Daniel Putkiewicz.
Gdyby lis wplątał się w jakiś piaseczyński płot , problemu by nie było, chociaż sytuacja dalej byłaby kuriozalna, bo trzeba byłoby go zawieźć do Elbląga. Lis jednak tego nie wiedział, utknął w Konstancinie i teraz przebywa w klinice weterynaryjnej. Od 1,5 tygodnia. Klinika wystawi fakturę obciążającą Fundację. Fundacja zapłaci albo nie, zależy ile pieniędzy ma na koncie. Jeżeli nie, będzie miała w klinice dług. Klinika w końcu przestanie Fundacji pomagać i przestanie przyjmować zwierzęta.
– Nie możemy doprowadzić do sytuacji, że jedna gmina oczekuje od nas pomocy i zwraca nam jej koszty, a my zbankrutujemy, bo ratujemy zwierzęta z innej gminy, która nie chce płacić, ale interwencje na jej terenie wpadają co chwila – mówi nam Dawid Fabjański. – Dlatego od tej pory nie przyjmujemy zgłoszeń z terenu Konstancina. Ja nie wiem, co się stanie z tymi zwierzętami, ale tak naprawdę nie może być. My pracujemy charytatywnie, ale to nie oznacza, że musimy wpaść w długi, które w dodatku robimy u ludzi, którzy chcą nam pomóc – oświadczył nam prezes Fundacji.

Gmina Konstancin nie płaci Fundacji. Przez dwa lata wartość interwencji ratowania dzikich zwierząt na terenie Gminy to 7614 zł.

2 komentarzy

  • Link do komentarza Irmina Irmina 28 lipca 2017

    Chce mi się wymiotować jak to czytam!!!! Dlaczego ludzie są tak znieczuleni..?
    Często przejeżdżam przez Konstancin i widzę kto i jak tam mieszka, wiec nie sądzę, że darowizna choćby 10 zł była takim obciążeniem dla tych mieszkańców, zwłaszcza, że większość z nich specjalnie się tam sprowadziła żeby korzystać właśnie z bliskości przyrody...
    zabierając tym samym dom choćby temu lisowi..
    Chciałam jeszcze zapytać jak ustosunkowali się właściciele PŁOTU!!!?? Ale nie mam złudzeń...

  • Link do komentarza miss miss 27 lipca 2017

    Smutne! Najlepiej co - uśpić i spalić. Do tego - kolejna rejonizacja ośrodka rehabilitacji - czyli brak takiego ośrodka. Tereny Piaseczna, Konstancina to lasy i pola - może ktoś z władz powinien pomyśleć o tym "problemie" i takich przypadkach? W lesie Kabackim od wielu lat prowadzone jest szczepienie lisów - i co? Teraz każdy zdziwiony, że tu naprawdę żyją lisy. Makabra.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama