UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

94 lata i dalej strzyże

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Gmina Konstancin-Jeziorna może się pochwalić wieloma ciekawymi mieszkańcami. Należy do nich również pan Ryszard – najstarszy fryzjer w Polsce.


– Zapraszam – mówi, jednocześnie wskazując dłonią na czerwony fotel znajdujący się naprzeciw okazałego, klasycznego zwierciadła, przy którym leżą liczne przyrządy do strzyżenia oraz perfumy w charakterystycznych metalowych flakonach. Minęło około 40 minut, fryzura gotowa. Dokładność co do milimetra, po aptekarsku, ale i z polotem, bez przedziałka, wszystko idealnie tak, jak chciałem – teraz można spokojnie ruszać w miasto, ewentualnie na elegancką kolację z dziewczyną. I nie, nie jest to relacja z wizyty w jednym z najdroższych studio fryzjerskich w Warszawie, ale artykuł o niezwykłym człowieku z naszego Konstancina, który udowadnia, że mimo upływu lat wciąż można łączyć pracę ze swoją pasją oraz dawać mnóstwo radości innym ludziom.
Pan Ryszard to 94-letni fryzjer męski z 80-letnim stażem, który mieszka na Grapie. Co prawda na emeryturze jest od roku 2001, nie prowadzi już zakładu, ale mimo to okoliczni mieszkańcy zawsze mogą na niego liczyć. Jak tylko zdrowie dopisuje, chętnie im pomaga.
– Gdy ktoś jest np. chory i potrzebuje się ostrzyc, to pójdę, ale grosza od niego nie wezmę. Poza tym ugłaskam go, pocieszę – mówi nam z uśmiechem na ustach. Zawsze można również do niego przyjść i poprosić o strzyżenie. Nigdy nie odmawia. Precyzją i umiejętnościami nie ustępuje najlepszym fryzjerom w Polsce, ręka ani drgnie. Szybko, ładnie i przyjemnie. Oprócz iście mistrzowskiego ostrzyżenia można liczyć również na otrzymanie rozległej wiedzy historycznej między innymi na temat dawnego Konstancina oraz Jeziorny.
Urodził się 15 października 1922 roku w Jeziornie. Fryzjerem jest od 1936 roku, zaczynał na tamtejszym rynku. Wcześniej pracował u zegarmistrza. Nie było lekko. Podobnie jak i wielu innych Polaków, on również odczuwał trudy II Wojny Światowej. Jest kombatantem, ale nie chce na ten temat zbyt wiele mówić.
Po wyjściu z wojska, w 1948 roku, rozpoczął pracę w Warszawskich Zakładach Papierniczych. Dołączył do procesu odbudowy i przywrócenia dawnej świetności papierni, którą w czasie wojny w znacznym stopniu zniszczyli Niemcy.
– Przyszedł do mnie jeden pan, Kijek się nazywał. Z fabryki, z rady zakładowej taki człowiek. I on mówi do mnie: „Panie, pan jest fryzjerem? Chodź pan do nas, mamy krawca, mamy szewca, chcielibyśmy mieć fryzjera. Niemcy zniszczyli, wywieźli wszystko, chcemy odbudować tę fabrykę. Nie płacimy nic, bo nie mamy pieniędzy, jak zaczniemy produkować, to zaczniemy płacić. Obiady gotujemy, dostanie pan obiad”. I poszedłem do tej fabryki – opisuje, po chwili dodając z przejęciem. – Przyglądałem się tym ludziom. Pracowali po 15 godzin za darmo! Za obiady, żeby odbudować tę fabrykę...
W 1956 rozpoczął własną działalność jako prywatna firma fryzjerska. Przez 45 lat prowadził swój własny zakład. Większość jego klientów już dawno nie żyje.
– Już nie mam komu powiedzieć dzień dobry. Nikt mnie nie zna ani ja nikogo. Moi klienci poumierali – mówi.
W przeciwieństwie do większości ludzi w tym wieku można o nim powiedzieć, że ma kondycję trzydziestolatka. Prowadzi aktywny tryb życia.
– Codziennie, 7.00, wychodzę na godzinny spacer. Idę do ulicy Mickiewicza, potem Matejki, Żeromskiego, następnie przez park do Sobieskiego, do cegielni i wracam. Latem jeżdżę rowerem.
Warto wspomnieć, że rower to nie jedyny środek transportu, z jakiego korzysta pan Ryszard.
– Samochodem to jeżdżę tak, jak kiedyś. Prowadząc, czuję się pewnie, nie mam kompleksów – tłumaczy fryzjer, który dawniej pasjonował się także motocyklami (miał ich łącznie 13). Jaki jest sekret tak znakomitej formy? Całkowite odrzucenie alkoholu, papierosów oraz... mięsa.
Znakomity stan zdrowia pozwala mu na realizowanie swojej pasji, jaką jest fryzjerstwo, co stanowi podstawę do tego, aby uznać, iż jest on najstarszym, aktywnym fryzjerem w Polsce! Obecnie media informują, iż tytuł ten „prawdopodobnie” należy do pani Janiny Tyrcz (1925 rocznik) z Wrocławia. Jednakże pani Janina wciąż prowadzi własny salon, a pan Ryszard, (który, dodajmy, jest także bardzo skromny, dlatego nie podajemy jego nazwiska), jak już wspomnieliśmy, skupia się wyłącznie na pomocy mieszkańcom. Co nie zmienia faktu, iż poradziłby sobie bez żadnych problemów.
– Jak widać, ręka mi nie drga – uśmiecha się.
A co o obecnych metodach strzyżenia sądzi tak doświadczony fryzjer?
– Trudno mi powiedzieć, to jest moda, ale ona mi się nie podoba. Fryzjerzy dziś nie używają nożyczek. Człowiek ma głowę nierówną, jak weźmie się maszynką, to będzie nierówno. Z górki wybierze, w dołku zostawi i cień będzie inny. Nożyczkami cień jest jednakowy. Nie mogę się zgodzić z dzisiejszym strzyżeniem, co to za robota jest... – ocenia.
Wychodząc od fryzjera, zaczepił mnie inny pan w sędziwym wieku.
– Takich ludzi jak pan Rysio to już nie ma... – rzekł.
Miałbym do Ciebie ogromną prośbę, Drogi Czytelniku. Gdybyś kiedyś przypadkiem spostrzegł pewnego niewysokiego, powoli jadącego rowerem w stronę Obór starszego pana z wąsem w kurtce i w berecie, to ukłoń się i powiedz mu „dzień dobry”. On już nie ma komu powiedzieć, a „Fryzjerowi” – jak na co dzień zwą go mieszkańcy – szacunek się po prostu należy.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama