UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Turcy, Crutta, Lewiczyn i przepis na pączki (część 2)

Oceń ten artykuł
(28 głosów)

Audiencja u króla
Dzień 25 sierpnia 1777 roku był dniem wyznaczonym na audiencję posła Porty Ottomańskiej u Króla Polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Generała Byszewskiego i tłumacza królewskiego Antoniego Cruttę oraz sporą grupę młodej szlachty i dworzan królewskich wyznaczono do towarzyszenia posłowi Numan Bejowi w drodze na zamek. W przeddzień uroczystej audiencji wniesiono do zamku dary od sułtana dla króla, umieszczano je pod wielkim namiotem. Król stał na balkonie i obserwował pochód sług prowadzących rasowe konie, niosących kryształowe flaszki z aloesowymi olejkami, tureckie tkaniny i siodło pokryte złotogłowiem, a także kilka sztuk uprzęży dla koni. W dniu audiencji król do dyspozycji orszaku tureckiego posłał jednego konia bogato przystrojonego dla szanownego posła i 17 rumaków ozdobnie okulbaczonych. Parada wyruszyła o godzinie 11.00 – rozpoczynał ją oddział konny składający się z wojska koronnego z dwoma trębaczami. Zajechano do mieszkania posła. Crutta i generał Byszewski udali się do apartamentów posła, w których wspólnie z Numan Bejem wypili kawę, wypalili fajkę i posilili się konfiturami, następnie w ściśle określonym porządku udano się na zamek. Ułani rozpychali tłum gapiów i ustawiali stojące na drodze karety, jechano Krakowskim Przedmieściem, gdzie wojsko w rytm muzyki prezentowało broń. Poseł wjechał na dziedziniec zamku i udał się do sali senatu. Tu na tronie siedział Król Polski, miał nakrytą głowę, tak jak senatorowie i ministrowie siedzący według starszeństwa obok króla. Poseł stanął przed królem. Po prawej ręce miał tłumacza, po lewej gen. Byszewskiego. Dwaj marszałkowie (litewski i koronny) podeszli do króla, w cichej rozmowie zamienili kilka zdań, po czym stuknęli po trzykroć laskami marszałkowskimi w podłogę i nakazali posłowi, aby zbliżył się do monarchy. Sekretarz Numan Beja podał posłowi poduszkę, na której leżały listy od sułtana. Poseł pocałował listy i złożywszy trzy głębokie pokłony w stronę tronu, oddał listy wielkiemu kanclerzowi, a ten podał je królowi. Dano znak, że poseł może przemówić. Gdy Crutta przetłumaczył tekst mowy Numan Beja, w imieniu króla (po łacinie) przemówił ksiądz Jędrzej Stanisław Młodziejowski biskup poznański. Gdy oficjalna część spotkania zakończyła się, posła odprowadzono do apartamentów, gdzie mógł odpocząć, napić się kawy i przygotować się do obiadu. Na obiad podano kilka dań kuchni tureckiej, co niezmiernie ucieszyło Numan Beja. Król nie zaszczycił swoją obecnością obiadujących, ale wiadomym jest, że jeszcze kilkakrotnie spotykał się incognito z Numan Bejem, aby omówić sprawy porozumień turecko-polskich. Ogromną rolę w tych rozmowach odegrał pracowity tłumacz Antoni Crutta, któremu przypisuje się wielki talent dyplomatyczny i fakt, że Polska nie uwikłała się w wojnę turecko-rosyjską.

Pożegnanie
28 lutego 1778 roku książę Józef Poniatowski wydał wielki bal w pałacu Radziwiłłowskim, na który zaprosił także Numan Beja i jego najbliższych dostojników. Poseł bawił się doskonale, tym bardziej że na balu był także król, który kilkakrotnie zaszczycił posła rozmową. Turcy ucztowali do białego rana, częstowali się cukrami, chłodnikami i kawą. W kilka dni potem podskarbi Numan Beja wyjechał z Warszawy do Piaseczna z całym bagażem, aby przygotować pałac na mieszkanie dla szanownego posła. 12 marca cały dwór poselski udał się do Piaseczna. Jeden muzyk z orszaku podniecony pożegnaniami w Warszawie, a nieco był podchmielony, wystrzelił z pistoletu na wiwat! Dźwięk wystrzału zaniepokoił wszystkich. Orszak zatrzymano i z rozkazu Numan Beja kazano na oczach tłumu dać biedakowi w podeszwy bastonadę. Ledwo żywego muzyka wrzucono na wóz. Jechano przez Mokotów, tu jeszcze zatrzymano się z wizytą u księcia Lubomirskiego na dwie godziny.
Rankiem 14 marca w piaseczyńskim pałacu odbyło się wzruszające pożegnanie Numan Beja z Antonim Cruttą i orszak poselski wyruszył w drogę żegnany przez tłumy mieszkańców miasta Piaseczna i okolic. Antoni Crutta napisał w swoim pamiętniku o bardzo miłym wspomnieniu, jakie pozostało po delegacji poselskiej Porty Ottomańskiej, w Piasecznie upamiętnionej półksiężycem na ratuszu, ale nie tylko. Legenda mówi, że Turcy pozostawili nam umiejętność parzenia wyśmienitej kawy i wyborny przepis na pączki, o których często opowiada się w Piasecznie, bo też piaseczyńskie pączki były przez dziesięciolecia wyjątkowo smakowite.

Antoni Łukasz Crutta
Zapomniano zupełnie o tłumaczu Antonim Łukaszu Albańczyku (lub Wenecjaninie, jak chcą inni historycy) znawcy prawie wszystkich europejskich języków, jak również perskiego, tureckiego i tatarskiego. Ciekawostką jest, że Crutta wydał za mąż córkę Elizę urodzoną w Larnace za generała Bedlińskiego herbu Wieniawa z Lewiczyna.
W odległości około 34 km od Piaseczna, jadąc przez Grójec, w gminie Belsk Duży nad rzeczką Kraską prawym dopływem rzeki Jeziorki leży jedna z najstarszych na Mazowszu miejscowości – Lewiczyn. Już w XIII wieku erygowano tu parafię pod wezwaniem Biskupów Wojciecha i Marcina. Atrakcją tej wsi jest modrzewiowy kościół świetnie zachowany, w którym znajduje się sanktuarium Matki Bożej Lewiczyńskiej, Pocieszycielki Strapionych, Pani Ziemi Grójeckiej. Kościół poświęcony w 1608 roku, wybudowany został w miejscu starego drewnianego kościoła przez podstolego czerskiego Prokopa Oborskiego. Zapomniany Lewiczyn? Dlaczego? Otóż w XIX wieku zaborcy postarali się o umniejszenie znaczenia, kiedyś dynamicznie rozwijającej się miejscowości, budowano drogi tak, aby Lewiczyn odsunąć od głównych szlaków podróżnych. Była to zemsta za czynny udział mieszkańców Lewiczyna w powstaniu styczniowym. Po powstaniu skonfiskowano dobra kościelne i rozdano je żołnierzom/weteranom rosyjskim, a miejscowego proboszcza zesłano na Syberię. Zanim zaistniały te dramatyczne wydarzenia w miejscowości Lewiczyn, w czasach jego świetności osiedlił się tu na starość Antoni Łukasz Crutta. Wybudował dla siebie niewielki dom. Zmarł w 1812 roku w wieku 85 lat, spoczywa na cmentarzu przy kościele wraz z córką i zięciem.
Legenda głosi, że w czasie, kiedy Polska zniknęła z mapy Europy, na dworze sułtana zawsze stało puste krzesło czekające na polskiego ambasadora, a podczas prezentacji dyplomatów dworzanie niezmiennie recytowali formułkę: „Poseł Lechistanu jeszcze nie przybył”, co jak się domyślamy mocno denerwowało naszych zaborców.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama