UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Rabini i szamesy, czyli rzecz o Górze Kalwarii

Oceń ten artykuł
(10 głosów)

Wrzesień 2015 roku, spaceruję po Górze Kalwarii i chłonę jej jesienny urok. Chmury dziś wymarzone dla fotografa, kręcimy się po mieście, robiąc zdjęcia i co chwilę wpadamy w zachwyt. Urokliwe zaułki, domy z kutymi secesyjnymi balkonami, eklektyczne elewacje domów lub proste żydowskie czynszówki i kościoły na wzgórzach. Czyste, zadbane miasteczko.

Szukam śladów chasydów, mieszkańców tej nowej niegdyś Jerozolimy. Wita mnie pustka i cisza. Dwór cadyka zamknięty, w rynnie prywatnej synagogi rośnie mała brzózka, zwiastun śmierci budynku. W synagodze miejskiej sklep „Żabka”. Zmęczone i głodne siadamy w barze azjatyckim THIEN PHU. Dwaj Wietnamczycy uwijają się przy kuchni, żaglując wokami i po chwili serwują pieczoną kaczkę z warzywami. Przez most na Wiśle jadą tiry. Dziś tak wygląda wielokulturowość Góry Kalwarii. Widocznie każda epoka ma swój porządek i ład.
W czerwcu 1925 roku w Górze Kalwarii miało miejsce wydarzenie, które zainteresowało chasydów na całym świecie. We dworze cadyka Wielkiego Rabina Abrahama Mordechaja Altera odbył się ślub jego wnuczki, a córki syna, kupca z ulicy Gęsiej Jochweta, Joskowicza, z synem rebego z Mszczonowa. Oba te dwory bardzo się nie lubiły, a jeśli chodzi o honor i szacunek dla pewnych obyczajów, to wręcz pałały do siebie nienawiścią. Wieść o ślubie wstrząsnęła wszystkimi, dywagowano czy połączenie dwóch dynastii chasydzkich spowoduje zbliżenie obu dworów i, co najważniejsze, który z nich zmieni obyczaje tego drugiego. Byli i tacy, którzy usiłowali przeszkodzić w stworzeniu tego stadła.
Wąskotorowa kolejka do Góry Kalwarii jest od kilku dni przepełniona. Żydzi w tradycyjnych strojach zjeżdżają na ślub do rebego. W przedziałach gwar. W jednym z przedziałów panuje cisza. Okazuje się, że powodem tej ciszy jest… kobieta w sukience z dużym dekoltem. To wywołuje konsternację u chasydów. Wszyscy odwracają od niej wzrok i patrzą w okno w milczeniu. W innych przedziałach trwa rozmowa o polityce premiera Grabskiego, kryzysie i o emigracji do Palestyny. Po dwóch godzinach podróżni docierają do Góry Kalwarii. Miasteczko całą swoją egzystencję zawdzięcza cadykowi i jego chasydom. Z 5 800 mieszkańców 60% to Żydzi. Domy w mieście są tu murowane, w każdym z nich jest hotel lub pokoje do wynajęcia. Do cudotwórcy cadyka Altera z dynastii Ger (Góra Kalwaria w języku hebrajskim) zjeżdżają wyznawcy z całego świata, często zostają na dłużej, aby w tym magicznym mieście studiować w synagodze Talmud i zwoje Tory.
Dwór cadyka jest oblegany, niektórzy młodzieńcy wchodzą na drzewa lub dach dworu i tkwią tam godzinami, aby tylko móc zobaczyć wielkiego rebego lub doświadczyć szczęścia najwyższego – audiencji. Marzeniem wielu jest usłyszeć od rebe choć „szalom”.
Dzień ślubu jest okazją do spotkania z Rabinem Abrahamem Mordechajem Alterem (1866–1948). Jest on czwartym rabinem z dynastii Ger. Dynastię założył Wielki Rabin Icchak Meir Alter w 1859 roku. Trzeci z dynastii rebe Juda Arie Leib Alter jest często wspominany w historii powstania wąskotorowej Kolejki Grójeckiej, był cichym wspólnikiem spółki kolejowej. Cadyk Abraham Mordechaj Alter objął dziedzictwo dworu górokalwaryjskiego od 1905 roku i był ostatnim cadykiem mieszkającym w Górze Kalwarii. Analizując wyniki wyborów do Rady Gminy Żydowskiej w Warszawie z 24 czerwca 1924 roku, można łatwo zauważyć, że partia polityczna Aguda, założona przez cadyka z Góry Kalwarii, otrzymuje przeważającą ilość głosów, ale z komentarzy dowiadujemy się, że nie stworzy silnej koalicji. Ślub wnuczki Altera z synem cadyka z Mszczonowa mógł być wynikiem kalkulacji. Chodziło o poszerzenia wpływów Agudy na dwór mszczonowski.
Abraham Mordechaj Alter w dniu ślubu wnuczki miał 68 lat, przebywał w swoim dworze w Górze Kalwarii w obszernym pokoju, gdzie jedynym meblem był niewielki stolik, na którym leżała wielka księga talmudyczna. Rebe spod okna udzielał błogosławieństwa. W sąsiednim pokoju w rzęsiście oświetlonej sali pod ścianami stały ławki dla żon i dzieci cadyków z całego świata, na środku pokoju postawiono umajony zielenią i kwiatami tron dla królowej dzisiejszej uroczystości. Tymczasem ona, wysoka, ciemnooka blondynka, szczupła siedemnastolatka w okularach w złotej, drucianej oprawie, wchodzi nieśmiało do sali. Ubrana bardzo skromnie w białą sukienkę, na włosach srebrna przepaska. Kobiety podchodzą do niej i całują w czoło. Honory pani domu pełni żona Altera, kobieta zaledwie 35-letnia, jest jednocześnie siostrzenicą cadyka.
Kobiety i mężczyźni nie mogą przebywać w jednym pokoju. Wśród mężczyzn co chwila dochodzi do sporów i głośnej wymiany zdań na temat, który dwór ma być dominujący w czasie uroczystości. Wśród kobiet panuje idealny spokój. Mężczyźni objawiają niezadowolenie z powodu ślubu, kobiety radość. Uroczystość opóźnia się, powstała kwestia sporna: który cadyk pierwszy powinien przemówić? Tymczasem orkiestra gra, młodzi tańczą, kelnerzy uwijają się, wnosząc wino, herbatę i ciasto. Najważniejszą rolę odgrywa „szames” zwany „wejberiszer szames” człowiek przydzielony do dworu cadykowej, dzieli tort na części. Panna Młoda, która od rana jest na czczo… nagle mdleje. Konsternacja. Wszyscy uznają ten incydent za rzucenie na nią złego uroku. Kontynuacja uroczystości staje pod znakiem zapytania.
Cdn.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama