UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Piaseczno w latach mrocznych tajemnic

Oceń ten artykuł
(51 głosów)

Marzec to czas przedwiośnia i sięgając pamięcią do czasów mojego dzieciństwa, czyli do lat 50. XX wieku, ten okres kojarzy mi się z częstymi zaziębieniami i infekcjami gardła.

Jak już była pewność, że czosnek z miodem w kubku ciepłego mleka i aspiryna nie zwalczą choroby, telefonowano po doktor Mrówę. Doktor przybywała – początkowo pieszo, a potem, gdy byłam nastolatką, zajeżdżała pod bramę domu z fasonem swoim szarym trabantem. Spokojna i raczej małomówna, wkraczała z wielką, lekarską, skórzaną torbą i rozpoczynało się badanie chorego. Najczęściej kończyło się na penicylinie w zastrzykach... Finałem wizyty lekarskiej była pogawędka przy herbacie, przy kuchennym stole. Zniżonym głosem mój ojciec i pani doktor o czymś szeptali.
Pani doktor pediatra Marianna Szymańska-Mrówczyńska, nazywana przez dzieci „Doktór Mrówa”, to jedna z najbardziej znanych osób w starym Piasecznie.
Anatomia tajemnic
Zanim opowiem o naszej pani doktor, muszę nawiązać do dnia 1 marca, w którym to dniu przypada Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”– polskie święto państwowe poświęcone żołnierzom antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia, ustanowione na mocy ustawy z dnia 3 lutego 2011 roku. Nie zważając na spory, które toczą się wokół tego święta, opowiem historię tych, co musieli odpokutować w państwie komunistycznym za odwagę w czasie wojny. Lata 40. 50. i nawet 60. w Piasecznie to czas tajemnic, życie niby toczyło się według starych norm. Ludzie pracowali, zakochiwali się, rodziły się dzieci, marzyliśmy o podróżach, ale istniała inna sfera życia, której symbolem były Urzędy Bezpieczeństwa, budynki tajemnicze, w których rezydowali panowie z UB i NKWD. I tak naprawdę dopiero po 1989 roku powoli ujawniano prawdę o tym, co się w nich działo. Od niedawna podawane są nazwiska sędziów wydających wyroki śmierci, katów lubiących torturować więźniów, wiedząc, że mordują ludzi niewinnych. Inną formą represji było dręczenie psychiczne, uniemożliwianie kariery zawodowej czy ukończenia studiów, całkowity zakaz wyjazdu z kraju. W Piasecznie było kilka miejsc, o których historii dowiedziałam się dopiero w latach 90. XX wieku. Tajemnica innych trwa do dziś.
Pseudonim Maryśka Duża
Urodziła się 9 października 1922 roku. Mam przed sobą przedwojenne zdjęcie z lat 30. XX wieku przedstawiające nauczycieli i uczniów ze szkoły podstawowej przy ulicy Świętojańskiej, na którym to zdjęciu jest wiele osób, które od początku wojny brały udział w działaniach przeciwko okupantowi. Młodzież ta, kierowana przez profesora Józefa Zawadzkiego z Zalesia Dolnego, została wcielona do Szarych Szeregów. Jednym z ośrodków konspiracji w Piasecznie była restauracja i dom rodziców Marysi – Edmunda i Stanisławy Szymańskich. Dom był obszerny, w podwórku dużo schowków, co sprzyjało przechowywaniu broni. Po akcjach właśnie tu młodzież zostawiała broń. Dom był też znakomitym punktem kontaktowym, nie budziło podejrzeń wchodzenie i wychodzenie z restauracji dużej ilości osób. Usytuowanie budynku na skrzyżowaniu dwóch głównych ulic miasta dawało znakomity punkt obserwacyjny. Na przykład notowano tu numery przejeżdżających samochodów, kierunek jazdy i ilość osób znajdujących się w pojazdach. W biogramie Marianny Szymańskiej w Muzeum Powstania Warszawskiego czytamy o jej udziale w konspiracji – Szare Szeregi – „nowe Grupy Szturmowe” – Blok „Prochownia” (Ochota) – IV Obwód „Grzymała” (Ochota) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – 438. pluton (harcerski) osłony Sztabu Komendy Obwodu – dowódca plut. pchor. „Bogusław” (Iwo Rygiel). Na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. pluton miał zasilić nową, 3. kompanię por. „Giewonta” w batalionie Kedywu KG AK „Zośka”. Wybuch Powstania Warszawskiego uniemożliwił przeprowadzenie tej reorganizacji. 2 sierpnia 1944 roku Marysia została ciężko ranna w czasie bitwy pod Pęcicami. Rannych i wziętych do niewoli żołnierzy AK Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu pałacu pęcickiego. Marysia i jej dwie koleżanki uratowały się (jeden z pilnujących żołnierzy niemieckich pozwolił im uciec). Ranną Marysię wyniosła i pomogła jej iść polami do pierwszych zabudowań Alina Dyręgowska-Riedel, dziewczyna odważna, później pielęgniarka w piaseczyńskim szpitalu, w czasie wojny dzielna sanitariuszka. Alina mieszkała w Zalesiu Dolnym w domu przy ulicy Redutowej. Przyjaźń pozostała do końca życia.
Marysia do stycznia 1945 roku ukrywa się na wsi u rodziny i leczy ranę barku, w Piasecznie ciągle pyta o nią gestapo. Po wojnie okazuje się, że Piaseczno nie jest dla niej bezpieczne – pyta o nią tym razem UB. Zostaje aresztowany pod zarzutem spekulacji pan Edmund Szymański i przetrzymywany kilka miesięcy w katowni w Grójcu. Jest to odwet za prowadzoną w czasie wojny działalność konspiracyjną. Kilkumiesięczne głodzenie i spanie na betonie powoduje czyraki i rany na nogach, jedna z nich przeistacza się w nowotwór złośliwy i Edmund umiera w 1952 roku. Marianna w tym czasie studiuje na Akademii Medycznej w Łodzi, tu jest anonimowa i nie przyznaje się do swojego okupacyjnego życiorysu. To daje jej możliwość spokojnej nauki. Wraca po studiach do Piaseczna i podejmuje pracę w szpitalu miejskim, otwiera gabinet lekarski w domu rodziców. Urząd Skarbowy natychmiast nakłada na nią tak zwany „domiar”. W domu przy Kościuszki zostają zakwaterowani lokatorzy, tak złośliwie wybrane są pomieszczenia dla kwaterunku, że kuchnia Szymańskich staje się przechodnia. Pod koniec lat sześćdziesiątych władze miasta wydają decyzję o wyburzeniu domu przy ulicy Kościuszki, dom jest wprawdzie drewniany, ale w doskonałym stanie technicznym, rozbiórka budzi sprzeciw, ale nie ma możliwości odwołania decyzji. Istnienie tego domu denerwuje władze. Mrówczyńscy dostają mieszkanie w piaseczyńskich blokach, lokal wielkości 44 m2 na 5 osób (z bardzo chorą babcią Stanisławą). O gabinecie lekarskim nie ma co marzyć. (cdn.)

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Michał 04 marzec 2017

    Bardzo dziękuję za ten wpis. Czekam na ciąg dalszy.
    Babcia Marysia była najwspanialszą i najważniejszą osobą w moim życiu i pewnie tak już zostanie. Nigdy nie odmawiała nikomu pomocy. Nieważny był dzień tygodnia. Czy to święta czy Sylwester zawsze przyjmowała potrzebujących.
    Nie raz zdarzało się tak, że wysyłała nas do apteki bo pacjenta nie było stać by wykupić lekarstwa. Nie odmawiała.
    Do końca swych dni spotykała się z życzliwością ludzi.
    Może być wzorem dla innych.
    Bardzo mi jej brak.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama