UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pałac, czyli opowieść o wydarzeniach w Piasecznie w XVIII wieku

Oceń ten artykuł
(28 głosów)

Strudzony podróżny, podróżujący w połowie XVIII wieku po Mazowszu, jeśli zechciałby zawitać do Piaseczna i odpocząć na ławce na rynku w miejscu, gdzie dziś jest popularna niewielka kawiarenka w kamienicy Gerberów z pysznymi lodami i kawą (kawa w moim opowiadaniu odegra dużą rolę), zwracając twarz na południowy zachód, zobaczyłby na rynku drewniany ratusz, w którym rezyduje pan burmistrz Pernalewicz, po stronie prawej piętrowy dwór wójta ocieniony śliwami, drewnianą plebanię i oczywiście kościół w stylu mazowieckiego gotyku.

Gdyby zechciał nasz podróżny udać się w stronę wschodnią, tu gdzie dziś stoi budynek Starostwa Powiatowego, zobaczyłby imponujących rozmiarów rezydencję pałacową o typowo barokowym rozplanowaniu budynków. Rezydencja ta składała się z kilku obiektów. Sam pałac to wytworny piętrowy budynek z parterowymi oficynami po obu jego bokach i tarasem od strony bajecznego parku, przed budynkiem od północy stały dwie okazałe kordegardy, dziedziniec kończył się podjazdem i bramą. Z parkiem graniczył od wschodu folwark z zabudowaniami zachowującymi styl pozostałych obiektów.
Gdyby jeszcze nasz podróżny zechciał przybyć do Piaseczna w dzień jarmarku lub targu, mógłby spotkać pana Marcina Bzowskiego, który z polecenia zastępcy wojewody Stanisława Szamoty kontroluje sprzedawców (w 1756), czyli przeprowadza lustrację, po której to inspekcji napisze w protokole zachowanym dla potomnych, że nie znalazł uchybień i sprzedawcy stosują uczciwą miarę warszawską. Zboże jest podstawowym produktem sprzedawanym na targu. Najbogatszym mieszkańcem miasta jest Wojciech Guzowski – pełni on w mieście rolę landwójta i ławnika, posiada 10 i pół siedlisk do tego 5 i pół ogrodu i 7 ćwierci włók, urzędnik ten reprezentuje stan mieszczański i nawet miejscowa szlachta jest od niego biedniejsza. Piaseczno powoli zaczyna wracać do równowagi ekonomicznej. Cofnijmy się o pół wieku i zobaczmy, jaki był tegoż wieku początek.
Wydarzenia początku XVIII wieku były dla Mazowsza przygnębiające. Wojna północna tocząca się pomiędzy Prusami, Saksonią, Hanowerem, Rosją, Królestwem Danii i Norwegii z jednej strony a Szwecją z drugiej doprowadziła do kilkakrotnego przejścia armii Piotra I przez Mazowsze. Kres wojnie i mocarstwowym zapędom Szwedów w Europie, a szczególnie nad Bałtykiem, położyła „czarna śmierć”, jak nazywano dżumę. Epidemia, która wybuchła w krajach nadbałtyckich około 1709 roku, w Sztokholmie, pochłonęła dziesiątki tysięcy osób, dwór uciekł na prowincję, rząd kraju nie pracował. Żołdacy szwedzcy rozprzestrzenili zarazę, dotarła do Mazowsza, w stolicy zbierając upiorne żniwo, wyludniając okolice (w tym Piaseczno). W 1709 roku August II Mocny z Łaski Bożej król Polski, wielki książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Podolski, Podlaski, Inflancki, Smoleński, Siewierski et cetera miał nie lada problem z przywróceniem równowagi gospodarczej. Jedyne co mógł zrobić król i jego urzędnicy to rozruszać wstrzymane przez wojny inwestycje. Kluczowe znaczenie wówczas miało powołanie instytucji pod nazwą Królewskiego Urzędu Budowlanego filii urzędu w Dreźnie. I choć urzędnicy sascy rodem z Drezna obsadzili najważniejsze urzędy w Rzeczpospolitej, a mówi się o nich dość niepochlebnie, nazywając ich chciwymi, przekupnymi i nieuczciwymi, musimy jednak stonować ten osąd i sprawiedliwie ich ocenić, patrząc na rozwój Piaseczna. Inwestycje poczynione w tym czasie były drogie, a jakość ich wykonania bardzo dobra. Ściągano budowniczych z całej Europy i gdy połączymy te działania z nadaniem starostwa piaseczyńskiego Aleksandrowi Sułkowskiemu mającemu duże przywileje u króla Augusta II Mocnego i jego syna Augusta III, widzimy, że wydarzenia te musiały zaowocować ożywieniem gospodarczym miasta. Sułkowski rozpoczyna z rozmachem w latach 30. XVIII wieku budowę zespołu urbanistycznego (pałac – park – kościół). W 1736 roku kończy rozbudowę kościoła, kontynuując budowę pałacu, jednocześnie dba o przywileje prawne dla mieszkańców. Miasto odwiedza król, entuzjasta polowań – ta pasja jest między innymi genezą powstania piaseczyńskiej rezydencji. Zdumiewająca rzecz, jak te czasy zostały całkowicie zapomniane. Oto przykład: w tym czasie przybywa do Drezna znany w całej Europie malarz, twórca scen mitologicznych, alegorycznych i religijnych Giovanni Antonio Pellegrini, jest on wykonawcą obrazu Świętej Trójcy w kościele parafialnym św. Anny w Piasecznie i benedyktynek w Radomiu. W Piasecznie jest całkowicie zapomniany, a przecież okazałe dzieło jego pędzla jest częścią barokowego ołtarza głównego miejscowej świątyni. Ołtarz w piaseczyńskim kościele projektowali na zlecenie Sułkowskiego architekci królewscy z pracowni Saksończyka M.D. Pöppelmanna – projekt Carl F. Pöppelmann, wykonaniem zajął się warsztat snycerski Jana i Stanisława Cieślikiewiczów w pracowni pod Warszawą. Budowa pałacu, kościoła i parku, a także rozbudowa folwarku starosty są dość dobrze przez historyków opisane, są dowody, że dzięki tej inwestycji mieszkańcy Piaseczna mieli możność zarobienia trochę grosza przy pracach budowlanych i uzupełniających, jak wskazują księgi rachunkowe burgrabiego Raunachera z 1756 roku. Jakie wydarzenia historyczne są związane z pałacem piaseczyńskim, co się tu wydarzyło w czasach dla Polski niebywale dramatycznych zakończonych rozbiorami, kim był starosta piaseczyński Henryk Brühl? Kto odwiedzał pałac za czasów ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego? Co się konkretnie wydarzyło w interesującym nas wieku XVIII na tym skrawku ziemi w okolicach ulic Chyliczkowskiej, Zgoda, Królewskie Lipy aż do rzeki Jeziorki? A jest to miejsce od dawna bogate w mnogość wyszukiwanych artefaktów. Można tu było znaleźć np. w latach 70. XX wieku srebrne sztućce z monogramami, podkowy końskie na różny sposób kute, monety, szczególnie boratynki, ceramikę. W okolicy boiska odnaleziono złote dukaty i metalowe emblematy z mundurów żołnierzy z czasów saskich. I kolejne pytanie: co ma wspólnego z piaseczyńskim pałacem dobra kawa i pączki, bo wieść niesie, że tu właśnie nauczono Polaków smażenia tych wyjątkowo pysznych drożdżowych delicji. O tym w następnej części mojej opowieści.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama