UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Opowieści kryminalne część 1

Oceń ten artykuł
(18 głosów)

Opowieści kryminalne przedstawione w tym tekście to relacje ze spraw sądowych i śledztw kryminalnych prowadzonych naprawdę.

Wszystkie szczegóły tych mrocznych opowieści są faktami, a fakty te zostały opublikowane w artykułach prasowych zamieszczonych w dziennikach z początku wieku XX. Sprawy tego typu przerażały mieszkańców miasteczka, ale też intrygowały, były powodem rozmów mieszkańców i ocen postępowania sprawców zbrodni. Czy powinny znaleźć się w dziale tygodnika zatytułowanym „Ocaleć od zapomnienia”? To mnie zastanowiło. Znalazłam uzasadnienie ponownej publikacji tych zdarzeń w ich szczegółach, w tle historycznym, w analizie ciekawej mentalności społeczeństwa początku XX wieku, w opisie pracy stróżów porządku, w sumie w interesującym studium socjologicznym. W tej opowieści przedstawiam dwie mroczne sprawy, w których dzisiejszy psychiatra policyjny poradziłby sobie bez problemu, podając policji oczywisty motyw zbrodni i profil psychologiczny sprawcy, co ułatwiłby sędziom wydanie wyroku. W tamtych czasach obie sprawy nie były proste, jak i okoliczności, w jakich się wydarzyły, nie do końca były oczywiste, każda z nich miała drugie dno.
Strażnik policyjny zabójcą
5 sierpnia 1910 roku Wydział I Karny Sadu Okręgowego w Warszawie analizował sprawę Bazylego Pietrowa strażnika ziemskiego z Piaseczna. Strażnik Pietrow z bliżej niewyjaśnionych przyczyn zatrzymał na ulicy w Piasecznie niejakiego Wincentego Szymańskiego i zażądał paszportu. Szymański nie miał przy sobie dokumentu, oświadczył, że ma go u pracodawcy – rzeźnika pana Rowińskiego. Rowiński był znanym w mieście obywatelem. Pietrow zaczął pędzić Szymańskiego w stronę domu Rowińskich, a gdy ten ociągał się, zawołał do niego: „No idź, ty polska mordo”. W końcu dotarli na miejsce. Pietrow wszedł do domu i od progu zaczął awanturę. Pani Rowińska, żona rzeźnika, spokojnie poprosiła strażnika, aby przestał krzyczeć, bo nie ma do tego powodu. Na co Pietrow zareagował wyjęciem browninga z kabury, wymierzył w stronę pani Rowińskiej i z wrzasnął: „Milcz, bo cię zabiję!”. Przerażona kobieta i dzieci, które w międzyczasie znalazły się obok matki, zawołali o pomoc. Z pomocą przybiegł sąsiad pan Borkowski. Uspokajał strażnika, ten schował broń, ale oświadczył, że aresztuje Szymańskiego i Borkowskiego. Obaj aresztowani wyszli spokojnie z domu, za nimi szedł strażnik. Następnie sprawy potoczyły się jeszcze bardziej dramatycznie. W pewnym momencie Pietrow wydobył ponownie browninga, wycelował w głowę pana Borkowskiego i wystrzelił. Pan Borkowski został zastrzelony na miejscu.
Strażnika Bazylego Pietrowa aresztowano. W sądzie najpierw przyjął wersję, że Borkowski i Szymański usiłowali mu wyrwać broń z ręki i musiał się bronić przed napastnikami. Gdy świadkowie zeznawali, że obaj aresztowani szli spokojnie i nikt się nie spodziewał tak strasznej reakcji ze strony strażnika, Pietrow zmienił swoją wersję wydarzeń i twierdził, że rewolwer wystrzelił przypadkowo. Nikt nie potrafił wyjaśnić, co skłoniło strażnika do tak strasznej zbrodni, bo też nikt nie uwierzył w wersje Pietrowa. Nikt oprócz sądu. Pietrowa skazano na 4 lata rot aresztanckich. Był to wyrok niski i niewspółmierny do zbrodni, jaką popełnił strażnik. Co się dalej stało z Pietrowem historia milczy. Być może, że w rodzinie Rowińskich krąży jeszcze w opowieści ta dramatyczna historia i ktoś dopisze dalszą jej część.
Zbrodnia w Michalinie
Wiosną 1914 roku wydarzyła się koszmarna i zagadkowa zbrodnia, która wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Michalina, miejscowości leżącej pod Warszawą, ale też całą stolicą. Wieści o niej dotarły do Piaseczna. W piwnicy domu należącego do bogatej rodziny Krejnisów znaleziono zwłoki ich siedmioletniego syna. Dziecko brutalnie uduszono. Zniknęła opiekunka dziecka Rozalia Kłosówna. Początkowo przyjęto wersję, że dziewczyna także nie żyje, ale w miarę upływu czasu i na podstawie zeznań świadków przyjęto wersję, że Kłosówna uciekła. Sprawa dość długo, mimo starań śledczych, nie była wyjaśniona. I być może nigdy nie byłaby wyjaśniona, gdyby nie to, że siostry Kłosówny... nie umiały czytać. Zaczęło się od tego, że aresztowano ojca Rozalii mieszkającego w guberni kieleckiej, ojciec nie miał ze zbrodnią nic wspólnego, ale okazało się, że domyślił się, gdzie może przebywać córka, nie wyjawił jej miejsca pobytu policji, ale napisał list. List ten był zaadresowany do starszej córki, zamężnej Stanisławowej Juruszkowej mieszkającej we wsi Pólko pod Piasecznem. Trafił w dziesiątkę, to właśnie tu przebywała Rozalia. Juruszkowie nie łączyli Rozalii ze zbrodnią w Michalinie, siostra widocznie nie opowiadała im o swojej pracy i gdy przyszedł list od ojca, Stanisławowa bez obaw zaniosła pismo do sąsiadki z prośba o przeczytanie. Ojciec w liście informował starszą córkę o swoich domysłach w sprawie zamordowania chłopca. Rozalia przyznała się siostrze, że to ona zabiła dziecko. Opowiadała, że był napad na dom, że chłopiec płakał. Chciała go uciszyć i niechcący udusiła dziecko. Juruszkowie wyrzucili ją ze swojego domu. Rozalia zamieszkała w pobliskiej cegielni, ale i tam dotarła informacja o jej czynie. Nikt się nie kwapił donieść o tym policji, ale też nikt nie chciał mieć pod swoim dachem Rozalii. Błąkała się przez kilka dni po okolicznych lasach. W końcu znalazła schronienie w domu robotnika Januszka pracującego w młynie u Grabau’a. Policja dowiedziała się o niej przypadkiem. We wsi zdarzyła się kradzież i aresztowano kilka osób. Żona jednego z aresztowanych poszła do strażnika pracującego w piaseczyńskim areszcie i powiedziała: „Mój mąż jest niewinny, to go aresztowali, a we wsi jest dziewczyna, która zamordowała dziecko i chodzi wolno”. Kłosównę natychmiast aresztowano. Początkowo przesłuchiwano ją w Piasecznie, gdy okazało się, że dziewczyna przyznała się do celowego zamordowania chłopca, bo jak twierdziła, pracodawczyni pozostawiła ją przez trzy dni bez jedzenia, odesłano ją do aresztu w Warszawie. Postawiona przed sądem, opowiadała kolejną wersję wydarzeń. Twierdziła, że zamordowała dziecko na zlecenie szajki bandytów chcących się zemścić na rodzinie dziecka. Czy prawda wyszła na jaw i jaki był wyrok sadu? Nie wiem. Wydarzenia roku 1914, rozpoczęcie wojny światowej, całkowicie zatarły pamięć o tej strasznej zbrodni.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama