UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Opowieść wigilijna, czyli rzecz o Witoldzie Maliszewskim

Oceń ten artykuł
(69 głosów)

Dlaczego właśnie ten temat wybrałam na opowieść wigilijną? Są dwa powody, pierwszy to czekająca nas zmiana programów szkolnych, drugi powód jest bardzo osobisty. Zacznę od tego drugiego powodu i nadam mu tytuł „Muzyka”.


Wstęp
Moja pierwsza zapamiętana wigilia. Przesuwają się przed oczami obrazy – mały pokoik, na środku stoi duży okrągły stół, na nim kilka starannie ułożonych nakryć, na porcelanowym talerzyku położono opłatek opasany kolorową krajką z wymalowanym maleńkim Jezuskiem i gałązkę świerkową. W pomieszczeniu mieści się jeszcze tapczan i pianino. Na pianinie stoi mała choinka, na której palą się świeczki. Nie pamiętam ani prezentów, ani gości, bo najwidoczniej to, co mi pozwoliło zachować ten wieczór na całe życie w pamięci, miało ogromną wagę emocjonalną i wszystko inne przestało być istotne. Boże Narodzenie 1956 roku, wieczerza wigilijna ma się ku końcowi, pora na kompot, drożdżowego makowca, orzechy... i pora śpiewania kolęd. Moja mama Krysia siada do pianina i zaczyna grać. Nie wiem, od której kolędy zaczęła ten koncert, ale wiem na pewno – to był mój pierwszy koncert w życiu i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Postać pianistki wymazała się z pamięci, ale doskonale pamiętam jej ręce – szczupłe, wąskie dłonie z długimi palcami płynące po klawiaturze. Siedziałam na podłodze obok instrumentu całkowicie zahipnotyzowana. Byłam za mała, aby zrozumieć, że muzyka otwiera drzwi do innych światów i przestrzeni. Wtedy przeszłam przez te drzwi po raz pierwszy w życiu.
Odkrycie
Szacunek dla twórców muzyki jest we mnie tak wielki, że w stan całkowitego zdumienia wprowadziła mnie wiadomość o tym, że w Piasecznie na cmentarzu parafialnym jest pochowany kompozytor Witold Maliszewski współtwórca pierwszego Konkursu Chopinowskiego w 1927 roku, juror w tym konkursie i przewodniczący jury, uczeń Nikołaja Rimskiego-Korsakowa i nauczyciel Witolda Lutosławskiego, założyciel Konserwatorium w Odessie, dyrygent. Dla Polski taka postać historyczna to kolos i jak o kolosach Memnona wiedza o nim powinna być w każdym podręczniku. O Maliszewskim zapomniano na 70 lat. Ktoś wydał decyzję – zapomnijmy Maliszewskich! Kim byli ci ignoranci? Wszyscy znamy odpowiedź – to są ci co, piszą podręczniki szkolne pod dyktando polityków.
I znów należało pozbierać informacje, skojarzyć wątki i ułożyć w opowieść. Żona Witolda, Natalia, zmarła w 1974 roku i jak sądzę lastrykowy, skromny, bardzo niepozorny, schowany w gąszczu innych grobów nagrobek jest z tego okresu. Kim był człowiek, na którego grobie w Piasecznie napisano – kompozytor? Niech przemówi muzyka. Włączam z YouTube Symfonię nr 3 c-moll op.14 Witolda Maliszewskiego. Muzyka w klimacie nieco wagnerowskim, pobrzmiewają w niej też nuty rosyjskie. Utwór z łatwością wciąga słuchacza w opowieść muzyczną. Nie jest to rzemiosło, to kompozycje artysty dojrzałego, mającego świetny warsztat kompozytorski. Utwory symfoniczne, genialne. To właśnie Rimski-Korsakow pierwszy zauważył predyspozycje Witolda do komponowania symfonii.
Życiorys
Jest rok 1863 Józef Maliszewski (ojciec) walczy w powstaniu styczniowym i po klęsce tego bohaterskiego zrywu narodowego zostaje zesłany z Warszawy w głąb Rosji w okolice Kaukazu. Nawiasem mówiąc, przodków polskich, też powstańców styczniowych, mieli Dymitr Szostakowicz i Igor Strawiński. Józef po odbyciu kary osiada z rodziną w Żytomierzu, dostaje posadę w banku. Młodszy brat Witolda, Stanisław, zostaje prawnikiem, u Witolda urodzonego w 1873 roku w Mohylowie droga edukacji jest bardziej skomplikowana. Dzieciństwo spędza w Tyflisie, gdzie kończy gimnazjum z wyróżnieniem i wstępuje na uniwersytet petersburski na wydział matematyczny (1891). Następnie rozpoczyna studia medyczne w Akademii Wojskowej i kończy wydział lekarski z wyróżnieniem „cum eximia laude”. Już w gimnazjum zaczyna komponować i muzyka okaże się dla niego najważniejsza. Studia muzyczne rozpoczyna w klasie Rimskiego-Korsakowa, kończy studia z dorobkiem kilku dojrzałych utworów. Witold zakłada rodzinę, żeniąc się z Natalią Antonowną Makarevich. W 1902 roku przychodzi na świat Małgorzata, pierworodna córka obojga. Sytuacja rodzinna zmusza Witolda do objęcia posady nauczyciela matematyki w Instytucie im. Mikołaja I w Gatczynie, pracuje w tym zawodzie jedenaście lat. Komponuje cały czas i utrzymuje kontakt ze środowiskami muzycznymi. Witold zostaje powołany na stanowisko dyrektora Cesarskiej Szkoły Muzycznej w Odessie. Rewolucja październikowa zmienia świat, priorytetowe stają się poglądy polityczne, talent, umiejętności i wiedza tracą znaczenie. Szlacheckie pochodzenie Maliszewskiego jest źle widziane. W 1921 roku dochodzi do groźnej dla życia artysty sytuacji. Należy uciekać z sowieckiej Rosji. Maliszewscy odbywają pełną przygód podróż do Warszawy. Przez rok nie mają z czego żyć. Studia matematyczne Witolda ratują ponownie budżet rodziny. Kompozytor otrzymuje nominację na stanowisko nauczyciela matematyki w gimnazjum w Otwocku. W 1925 roku zostaje dyrektorem w Wyższej Szkole im. Fryderyka Chopina w Warszawie przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym. Bierze czynny udział w ruchu muzycznym, pisze artykuły do miesięcznika „Muzyka”. W „Muzyce” publikuje opis pracy nad operą „Syrena”. Maliszewski pisze – „Pracowałem z wielkim, nieomal młodzieńczym zapałem. Muzyka powstawała szybko, pierwszy akt ukończyłem w ciągu trzech tygodni”. Po trzech miesiącach dzieło było skończone. „Syrena” odnosi światowy sukces. W tym czasie Maliszewscy kupują dom w Zalesiu – Adamowie (budują?), tuż przy granicy z Piasecznem – dziś al. Kalin. Witold umiera nagle w swoim domu 18 lipca 1939 roku w wieku 66 lat. Pogrzeb jest w Piasecznie. 9 września do Piaseczna wkraczają wojska niemieckie.
Epilog
Boże Narodzenie to czas wyciszenia i wspomnień. Wspomnijmy swoich bliskich, ale też i tych, o których kazano zapomnieć, bo ich życiorysy były niewygodne dla polityków. Lutosławski napisze o swoim mistrzu – „kryształowy charakter” i „Najwięcej jednak skorzystałem z jego wykładów form muzycznych. Te jego wykłady, do których jako podstawa służyły mu „Sonaty” Beethovena, do dziś są dla mnie istotne. Ich istotą było oparcie się na psychologii odbioru muzyki”.
Zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia i pięknego roku 2017.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama