UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Maria i Emilia, czyli opowieść o pewnym sporze, cz. 2

Oceń ten artykuł
(35 głosów)

Piaseczyńskie „Reytany”, wakacyjna i weekendowa enklawa warszawskich elit. Gdy w latach 60. XX wieku błądziłam między ulicami Reytana i Staropolską, mijałam kwiaty dziko rosnącej, wszechobecnej warszawianki, mury domów straszyły spadającym tynkiem, a po ich prawowitych właścicielach nie było śladu. Napływowa ludność, biedacy ze spalonej Warszawy, zamieszkiwała tu każdy kąt, radując się, że „ciasny, ale własny”. Myślę, że nawet duchy przeszłości nie fruwały nad tym miejscem, bo duchy potrzebują też tej nuty romantyzmu i mistycyzmu, a trudno było o to w biednych, zimnych domkach z piecem typu „koza” i garścią szyszek, czy patyków uzbieranych do ogrzania maleńkiego pomieszczenia, przeznaczonego dla całej rodziny.


Emilia Bohowiczowa z domu Chrzanowska przeżyła wojnę, zmarła w Piasecznie w lutym 1951 roku w wieku 91 lat, opiekę nad nią sprawowała rodzina i ksiądz (chrześniak pani Emilii) Tadeusz Kaulbersz. Pochowana została na miejscowym cmentarzu w grobie siostry Marii (Marianny) Gałczyńskiej.
Emilia Bohowiczowa – pianistka i felietonistka
Uzdolniona muzycznie uczęszcza do Instytutu Muzycznego (rok 1878) w Warszawie, przyjaźni się z Antoniną Korsakówną. W tym czasie muzyki w instytucie uczył Ignacy Jan Paderewski. Paderewski ukończył konserwatorium w 1872 roku i pozostał w nim na stanowisku nauczyciela gry na fortepianie. Obie panny są nim zauroczone. Paderewski wybiera Antoninę, zakochani biorą ślub w 1880 roku. Małżeństwo to skończy się po roku tragicznie... U panny Emilii Chrzanowskiej uwielbienie dla Paderewskiego pozostanie na całe życie i do końca jej życia na honorowym miejscu w jej domu wisiała będzie na ścianie, między fotografiami rodzinnymi, fotografia mistrza. Po zakończeniu nauki Emilia zamieszkała na wiele lat w Kaliszu. Wykształcona i charyzmatyczna szybko stała się jedną z ważnych tam obywatelek, tworząc organizacje pożytku publicznego. Odwiedza siostry w Piasecznie, w końcu decyduje – przyjeżdża w 1931 roku na stałe, kupując tu dom od siostrzeńca, znanego nam doskonale Bronisława Gałczyńskiego (znowu te Reytany). Siostrzeńcy pomagają jej urządzić dom i ogród, Emilia ma 71 lat. Dystyngowana, lewitująca między światem muzyki i światem ducha narodowej miłości do pracy u podstaw, ciągle XIX-wieczna Emilia spotka się w Piasecznie z dość specyficzną atmosferą.
Maria Dąbrowska – pisarka
Ech, te Reytany! Maria o Piasecznie i Reytanach: „Po drugiej stronie rozległej, wysłanej murawą alei, drugi mój brat wujeczny, podobny do Sobieskiego, adwokat, Henryk Gałczyński zakupił aż dwa domy, pochodzące z „przedzenonowej” epoki, zwykłe letniskowe drewniaki, niepiękne, ale obszerne i wygodne. W jednym z nich miał stałych lokatorów, a w drugim spędzała to lato jego żona z trojgiem drobnych dzieci: Światkiem, Witusiem i Kasią, wszystkim trojgiem przedziwnej w dzieciństwie urody. Henryk Gałczyński, pamiętny czasów, gdy „Gałczyniacy” spędzali święta i wakacje na wsi u moich rodziców, zaprosił na to lato do siebie do Piaseczna moją Matkę i moją siostrę Jadzię. Jednocześnie Dziewulscy, jeszcze nie całkiem urządzeni w nowym warszawskim mieszkaniu, wynajęli na całe wakacje domek Zofii Chrzanowskiej, przebywającej w swej drugiej willi na Kamiennej Górze koło Gdyni. Ponieważ tam, gdzie przebywała Mamusia, zbiegały się i dzieci, więc i brat mój Bogumił, wówczas już podporucznik, spędził część swego wojskowego urlopu w Piasecznie u Henryków”. Gałczyńscy (pięciu braci) w tym czasie, a jest rok 1919, wpadają na genialny pomysł zakupu gruntów w małej wsi nad morzem. Taką mam nadzieję, że te genialne pomysły rodziły się w Piasecznie nad Jeziorką, moim zdaniem inaczej być nie mogło. Przeczytajcie, co piszą w przewodniku o powstaniu Gdyni – „Nie wiadomo, jak dziś wyglądałaby Kamienna Góra, gdyby nie warszawski bankier Ryszard Gałczyński, który w 1920 r. wysłał do Gdyni brata, mecenasa Henryka Gałczyńskiego, by poszukał odpowiedniego terenu na urządzenie morskiego kąpieliska. Ryszard Gałczyński sfinansował kupno folwarku Steinberg i przekazał go założonej przez siebie spółce Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich. Dawne zabudowania majątku Steinberg zostały dostosowane do potrzeb letniska. Dworek przemianowano na Stary Dwór, a w przebudowanych stajniach urządzono pensjonat Belweder i biura Towarzystwa Kąpieli Morskich – opowiada dr Maria Jolanta Sołtysik, autorka książek o gdyńskiej architekturze i tekstu do wydanego niedawno „Małego przewodnika po zabytkach Kamiennej Góry”.” Maria i Marian Dąbrowscy będą jeździć też do Gdyni, ale i piaseczyńskie letnisko pozostanie aż do wojny interesujące. Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich buduje stylowe wille w Kamiennej Górze, a jego założycieli i ich rodziny spotykamy nad Jeziorką. Dąbrowska pisarka tymczasem uwodzi piaseczyńskich kuzynów, flirt jest jej potrzebny do życia jak powietrze, ożywia ją jak poranna morska bryza. Maria pisze o codziennych potańcówkach: „Ci nasi siostrzeńcy znali nas od swego niemowlęctwa, a choć dużo od nas młodsi, nigdy nie chcieli nazywać nas ciotkami i mówili do nas po imieniu. A żeśmy były miłe i młode, więc obtańcowywali nas i „adjutantowali” nam wszędzie, dumni, że bawią się „w kobiecym towarzystwie”. I dalej: „Ze mną zaś działy się w tym okresie dziwne rzeczy, którymi nie mam powodu się pysznić, ale których przez jakąś lojalność pamiętnikarską nie widzę możności pominąć. Byłam wtedy w niezwykłym rozkwicie kobiecości, umiałam i lubiłam być przyjemna, upajało mnie powodzenie, czułam, że ludzie są pod moim urokiem. Nawet Józek, ba, nawet majestatyczny Wacek okazywali mi o włos więcej czułości i uwagi, niż to z braterskich uczuć wynikało. Nawet nieszczęsny zbolały Bronek, spotkawszy mnie w czasie swego parogodzinnego pobytu w Piasecznie, patrzył na mnie spod jednej siwej, a drugiej ciemnej rzęsy tym gorącym wymownym wzrokiem, który się wlot rozumie i wyrażał mi swoje nad moim właśnie „wspaniałym rozkwitem” zachwyty”. Tyle „Dzienniki”. Tak rodziły się namiętności, które w końcu zostaną uwiecznione w „Nocach i dniach”, a pierwsza ich część „Bogumił i Barbara” spowodują rozstanie i konflikt dwóch kobiet. (cdn.)

Korzystałam z „Dzienników” Marii Dąbrowskiej i „Kroniki Rodzinnej” rodu Chrzanowskich.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama