UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Kradzież dzieci jako „źródło życia”

Oceń ten artykuł
(9 głosów)

Czy w Piasecznie był dom dziecka instytucji Lebensborn? Natrafiam na informację, iż w 1943 roku wykonano sekcje zwłok Franza Martina S. małego chłopca z domu dziecka i jest to informacja z Lebensbornkindern z Piaseczna. Druga wiadomość to przekazywana drogą forów internetowych historia ewangelickiego domu sierot przy ulicy Karolkowej 77 w Warszawie. Twierdzi się, że dzieci z tego sierocińca zostały przeniesione przed Powstaniem Warszawskim do Piaseczna, a następnie ewakuowane zostały do Karlsbadu. Czyżby mały Henryk Sceck też tam został wywieziony?


Jaki los czekał dzieci zrabowane, ale niezakwalifikowane do domów Lebensbornu? Oto przykład: „...w Sokolnikach (dzielnica Charkowa). Część dzieci z placówki, o szczególnie „aryjskim” wyglądzie, wysłano do Niemiec (ok. 40); niepełnosprawne – zamordowano. Resztę Wehrmacht wykorzystywał jako bank krwi dla rannych pilotów. „Himmler powiedział, że krew głodnych dzieci jest szczególnie czysta i wartościowa. Dlatego używano jej do transfuzji” – opowiadał w 2013 r. Nikołaj. Większość dzieci przypłaciła to życiem – z 1 682 przeżyło 56. A i te ocalały cudem, dzięki ludzkiemu odruchowi oprawców: Kiedy jeden z żołnierzy SS zamierzał podpalić budynek wraz ze znajdującymi się w nim wyczerpanymi dziećmi, jedna z wychowawczyń na kolanach przebłagała SS-mana, by pozostawił dzieci przy życiu”. Roman Hrabar pisze o eksperymentach medycznych dokonywanych na dzieciach, a także o eutanazji dzieci uznanych za chore psychicznie lub wyczerpane po eksperymentach medycznych.
Opis okolicy „Jasnego domu” w Piasecznie
Ulica Mickiewicza przed wojną była zasiedlana przez ludzi majętnych, stało tu kilka ciekawych architektonicznie, solidnie zbudowanych domów. Gdy Niemcy weszli do Piaseczna wysiedlili z niektórych willi ich mieszkańców i zakwaterowali tu swoje instytucje. Tak się stało z domem państwa Ostaszewskich, gdzie chwilowo był Arbeitsamt, przeniesiony potem do domu państwa Kołakowskich po przeciwnej stronie ulicy. W domu Ostaszewskich zakwaterowano instytucję związaną z wojskiem, prawdopodobnie była to komenda garnizonu. W budynku dzisiejszego szpitala, czyli w „Jasnym domu” przed wojną była ochronka, sierociniec i dom młodzieży, w czasie wojny najczęściej widywano tu Wehrmacht. W ogrodzie tuż przy ulicy Mickiewicza stał drewniany, urokliwy domek z użytkowym poddaszem pomalowany na zielono, w którym po wojnie mieszkał personel szpitala. Za „Jasnym domem” stał (do dziś istniejący) dom polskiego kapitana piechoty Bronisława Kencbocka (zginął w Katyniu), w czasie wojny w tym domu zakwaterowano żołnierzy Wehrmachtu. Między „Jasnym domem” a domem Kencbocka, i tu duża ciekawostka, był sezonowy pawilonik, w którym była kawiarenka i sklepik. Świadek, który mi o tym opowiadał, jest pewien – mieszkał w pobliżu. Będzie to miało znaczenie w opowieści pani Teresy. Jedno jest pewne – okolica była pełna wojska niemieckiego.
Od strony wschodniej „Jasnego domu”, dziś wejście od strony ul. Chopina, była dróżka do rzeki Jeziorki, w dalszej odległości między ulicami Czajewicza a Topolową były ruiny dużej budowli i tu zaczynało się piaseczyńskie getto, po 1941 roku i likwidacji getta niektóre domy przy ulicy Jerozolimskiej zasiedlili przesiedleńcy z Pomorza. Wracając do ulicy Topolowej – w moich zbiorach jest dokument informujący o tym, że ziemia ta przed wojną była w posiadaniu Kaden- Bandrowskich, Szpak-Szpakowskich i Endelmanów, elity przedwojennego letniska.
Pani Teresa wspomina, iż grupa dzieci z „Jasnego domu” chodziła nad strumyk. Zastanawiam się, gdzie bym zaprowadziła maluchy 3-, 4- i 5-letnie nad wodę. Najbliżej była oczywiście Jeziorka. Jeszcze w latach 50. XX wieku plaża pomiędzy ul. Paprociową i mostem kolejowym była oblegana przez dzieci. Upalnym latem Jeziorka w tym miejscu przypominała niewinny strumyczek, woda po kostki, ławice małych rybek, a plaża piaszczysta, znakomite miejsce do bezpiecznych zabaw dla dzieci. Od strony ul. Mickiewicza pustkowie aż do wiaduktu. W tej okolicy 1 czy 2 sierpnia rozegrał się dramat, z tarasu „Jasnego domu” został ostrzelany oddział partyzancki Narodowych Sił Zbrojnych, Samodzielnego Batalionu im. Brygadiera Mączyńskiego. Prawdopodobnie nieśli oni broń zdobytą na posterunku w Iwicznej, szli wzdłuż torów kolei szerokotorowej do miejsca zbiórki w Zalesiu Adamowie. Niemcy patrzący z tarasu „Jasnego domu” mieli ich jak na dłoni. Od strony wiaduktu też strzelano. Powstańcy wpadli w pułapkę, trzech zaczęło uciekać na wzgórze, w stronę posesji kierownika szkoły Reszczyka. Dwóch zginęło na miejscu, trzeci schował się w studni. Przeżył.
Przypuszczam, że dzieci w budynku „Jasnego domu” już wtedy nie było. Kiedy zostały wywiezione? Nie mam nadziei, że się dowiem.
Wizja lokalna
W czasie spaceru z matką Bronisławą i uzbrojonymi strażniczkami w lipcu 1944 roku Henryk i Teresa weszli do maleńkiego sklepiku, dostali po czerwonym lizaku i usadzono ich na wiklinowym stoliku. Fotograf zrobił im zdjęcie. Bronisława jeszcze dwa razy przyjeżdża do Piaseczna. Przekupuje strażniczki. Umawia się z nimi, że dzieci mają się bawić przy ogrodzeniu. Niestety jest tylko Tereska. Henio gdzieś zniknął. Matka ucieka tylko z córką. Ktoś za nimi strzela. Bronisława jest ranna w plecy, kula drasnęła łopatkę, na szczęście niegroźnie. Dobiegają obie do miejsca, gdzie się mogą przebrać, pod dużym kamieniem zakopują ubrania. Docierają piechotą do Warszawy Zachodniej i tu w rodzinie kolejarza otrzymują pomoc. Krawcowa przez całą noc szyje dla Tereski ubrania.
Tak to pamięta pani Teresa. 13 maja 2017 roku jedziemy z panią Teresą do piaseczyńskiego szpitala św. Anny. Pani Teresa bez trudu rozpoznaje starą część szpitala, pokazuje, gdzie były sale dla dzieci. Przy wyjściu ze szpitalu mówi, że sklepik i fotograf był tuż przy budynku. To by wskazywało na sezonową kawiarenkę, o której mówił mój świadek, tą tuż przy zielonym drewnianym domku. Dziś w tym miejscu są zabudowania szpitala św. Anny.
Bronisława szuka syna po wojnie, bezskutecznie. Uspakaja się dopiero, gdy Teresa rodzi syna. Tuż przed śmiercią w 1992 roku Bronisława pali wszystkie dokumenty dotyczące poszukiwań Henia.
To, co zobaczyła pani Teresa w Piasecznie, robi na niej tak duże wrażenie, że nie chce już zwiedzać okolicy. Ma dość. Pragnie usiąść spokojnie i napić się kawy. Siadamy w kawiarence na piaseczyńskim rynku. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tej niezwykłej historii – pani Teresa, wnuk Mateusz, archeolog Antoni, mąż wnuczki pani Teresy, Staszek Hofman, Tadek Tyszka i ja. Dowiadujemy się jeszcze, że Franciszek, ojciec dzieci, przysłał im w czasie wojny paczkę do piaseczyńskiego domu dziecka. Czyli ojciec wiedział, gdzie są dzieci. Czy przeżył wojnę? Nie wiem. Mamy wszyscy nadzieję, że życie dopisze dalszy ciąg tej historii.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama