UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Czuwaj! Czyli o harcerskiej walce z żywiołami

Oceń ten artykuł
(9 głosów)

„Harcerskie pozdrowienie „Czuwaj” pochodzi z czasów rycerskich, kiedy podczas nocnej służby strażnicy na murach miejskich nawoływali się w ten sposób”.


Z wyrazami szacunku dla piaseczyńskich Instruktorów w dzień święta Hufca Piaseczno opowieść tę dedykuję.

20 maja 1978 roku Hufcowi Piaseczno nadano imię „Bohaterów Pokoju”, wybór ten poprzedzony był ankietą wśród instruktorów Hufca. W albumie wydanym na okoliczność 60-lecia Hufca Piaseczno czytamy: „Pokój w tym ujęciu rozumiany był nie tylko jako brak działań wojennych, ale taki stan, w którym wszyscy ludzie nastawieni są do siebie życzliwie. Nie jest to jednak życzliwość bierna, wszystkie sprawy rozstrzygane są zgodnie z poczuciem sprawiedliwości i rozumu”. Moje spotkanie z dh. Elżbietą Witkoś i dh. Arkadiuszem Czapskim ma na celu przedstawienie tych priorytetowych dla harcerzy wartości i pokazanie, jak w codziennej pracy z dziećmi i młodzieżą można je zaszczepiać. Finałem całorocznych prac jest obóz harcerski, na którym jest znakomita możliwość zetknięcia się z ideą harcerstwa i obrzędowością. Obóz jest pretekstem do nabycia wiedzy o otaczającym świecie i jest przygodą, wspaniałą, której się nie zapomina całe życie.
Ahoj, przygodo
Wybór miejsca na obóz jest jedną z najważniejszych umiejętności komendanta obozu. Po pierwsze, trzeba tak usytuować obóz, aby było go łatwo strzec przed obcymi, którzy zawsze mają chęć na twoją banderę. Po drugie, trzeba przewidzieć wszystkie kataklizmy, jakie się mogą przydarzyć w urokliwym miejscu nad jeziorem. Jeśli nie masz daru przewidywania i przede wszystkim doświadczenia, możesz znaleźć się w niezłych tarapatach. Przyroda bywa bezwzględna. Tak się zdarzyło w Suchej Beskidzkiej. Druhna komendantka wybrała na usytuowanie obozu niewielką nieckę otoczoną pagórkiem, osłonięte od wiatrów miejsce wydawało się łatwe do pilnowania, malownicze i romantyczne. Postawiono namioty, ogrodzono obóz, na środku placu apelowego na wysokim maszcie zawisła dumnie bandera, całkowicie bezpieczna. Wszystko szło idealnie aż do pierwszego silnego deszczu. Ulewa odsłoniła prawdę. Okazało się, że obóz został postawiony na dnie od dawna wyschniętego stawu, ziemia nie przepuszczała wilgoci. Suche lata zamaskowały pułapkę. Z godziny na godzinę rósł poziom wody, doszło do tego, że na placu apelowym zaczęto w niej brodzić powyżej kostek. Co robić? Na szczęście znalazła się osoba mająca doświadczenie w takiej sytuacji i zorganizowała grupę najstarszych harcerzy, przekopano błyskawicznie rów odprowadzający wodę do miejsca, gdzie rwącym strumykiem zrobiono odpływ. Cenne doświadczenie i ważna nauka na przyszłość. Wniosek – bezpieczeństwo bandery swoja drogą, a szacunek dla żywiołów swoją.
Burza
Druh Arkadiusz opowiada o burzy. Wiadomo, że kto nie przeżył burzy w nocy nad jeziorem, zupełnie nie będzie wiedział, o czym ta opowieść. Niebo zachowuje się jak zepsuta świetlówka, miga, mruga, błyski światła nie gasną. Pada ulewny deszcz, wieje silny wiatr, a pioruny uderzają w taflę wody. W pewnym momencie świetlista kula, piorun kulisty, z sykiem wpada w jezioro, którego i tak już nie można odróżnić od nabrzeża, bo igły z sosen pokryły taflę wody. Nikt nie śpi, młodsze dzieci zaczynają płakać lub nawet krzyczeć ze strachu. Jesteś komendantem obozu, masz 22 lata, ponad setkę harcerzy i musisz podjąć decyzję – co robić? Alarm! Wszyscy do namiotu – stołówki – i śpiewamy. Wichura się wzmaga. Warta melduje, że zaczynają padać namioty, ale i ten problem zostaje opanowany. Oczywiście wszystko się dobrze skończyło, doświadczenie na przyszłość – śledzie od namiotów mają być wbijane perfekcyjnie. Po takiej burzy trzy dni suszenia ubrań i butów.
Złodzieje w obozie
Kopano ziemiankę, sztuka budowy odpowiedniej ziemianki to praca dla fachowca, czyli budowa najstarszej w historii ludzkości lodówki, dobrze wybudowana jest doskonałą spiżarnią. Przechowywanie żywności to jedna w najważniejszych nauk potrzebnych druhowi komendantowi. To, że nikt się nie zatruł obozowym jedzeniem, jest sukcesem i wykładnikiem wiedzy kadry obozowej. Szczególnie w czasach, gdy żywność była na kartki i wiele produktów żywnościowych należało przechować dłuższy czas. Wykopywano ziemiankę, w podłodze zakopywano duży garnek, w którym trzymano produkty takie jak masło. Mięso było kupowane codziennie świeże, ale gdy należało przechować je na drugi dzień, trzeba było je nasolić i zawinąć w pokrzywy. Ziemianka musiała być też doskonale zabezpieczona przed obcymi. Raz się zdarzyło, że z magazynku zniknęły dwie palety brzoskwiń. Nieodżałowane, bo trudno zdobyte dla harcerzy.
Ale nie to jest najgorsze w życiu obozowym. Najgorsze jest wtedy, gdy wiadomo, że do obozu podchodzi ktoś z okolicy i z ginących części garderoby możesz wywnioskować, że masz do czynienia z człowiekiem chorym, wtedy nie zaśniesz żadnej nocy. Na szczęście w jednym z takich przypadków pomogła policja i miejscowa ludność. Wskazano osobę, która uwielbiała kraść damską bieliznę osobistą. W innym przypadku okazało się, że to „dowcipni” chłopcy ze wsi robią sobie żarty. Tu zadziałano pedagogicznie. Druhna komendantka umówiła się na spotkanie z chłopakami, zawstydziła ich, że obóz dziewczęcy, że panowie zamiast pomóc w cięższych pracach fizycznych, straszą koleżanki, że może warto przyjść na ognisko i się zaprzyjaźnić. I przychodzili, poczuli się odpowiedzialni, rąbali drewno do ogniska, nawiązano wzajemną sympatię.
Obóz harcerski to szkoła życia. Odpowiedzialność, punktualność to ważne cechy. Masz dyżur, obóz budzi się o godzinie 7.30, musisz wstać w środku nocy, nawet o 5.30, żeby inni mogli zjeść pierwszy posiłek. Warta nocna uczy odwagi, szybkiej oceny sytuacji i też odpowiedzialności. Na wartowniku spoczywa bezpieczeństwo innych i jest to poważna funkcja. Praktyczne umiejętności są ważne, ale też istotne jest poznawanie historii miejsca, w którym jesteśmy, poznanie tych „Bohaterów pokoju”, ludzi związanych z danym miejscem. Druhowie Elżbieta Witkoś i Arkadiusz Czapski opowiadając mi swoje przygody obozowe, przekonują mnie, że życie w drużynie harcerskiej to piękna przygoda, ale też pozyskiwanie ogromnej wiedzy o przyrodzie i drugim człowieku, a także o sobie.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama